Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

PO chce wciągnąć Szydło w swoją aferę!

14.10.2015

PO wystąpiła o przesłuchanie kandydatki PiS na premiera Beaty Szydło w związku z jej rzekomą wiedzą na temat powiązań politycznych z tzw. aferą taśmową. Chodzi o słowa Szydło, że tropy tej afery na pewno nie prowadzą do PiS.


"Zakładam, że pani Beata Szydło ma jakąś wiedzę ekskluzywną, która wyklucza powiązania PiS z tą aferą. Być może wie również w takim razie, kto jest winien tej aferze. Uważam, że powinna być przesłuchana na okoliczność tej swojej wiedzy, a także źródeł jej pochodzenia, ponieważ wiemy, że nie miała dostępu do akt tzw. afery podsłuchowej" - powiedział w środę senator PO Łukasz Abgarowicz na briefingu przed budynkiem Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Jak zaznaczył, przesłuchanie Szydło może wykluczyć "pewne ścieżki w śledztwie". "Jeżeli rzeczywiście pani Beata Szydło ma taką wiedzę, która wyklucza jakiekolwiek powiązania z PiS, to uważam, że powinna zostać przesłuchana, jeżeli to jest oparte o rzetelną wiedzę, dowody, pewne źródła" - podkreślił Abgarowicz. Jak dodał, on osobiście cieszyłby się z tego, gdyby rzeczywiście okazało się, że powiązania z PiS zostałyby wykluczone w śledztwie.

Według senatora kandydat na premiera nie może "komunikować się ze społeczeństwem w oparciu o wiarę". "O wiarę, że się uda w gospodarce, o wiarę, że się uda w czymkolwiek. Trzeba się komunikować w oparciu o twarde, rzetelne fakty" - powiedział.

Zaznaczył, że chce powiedzieć wiceszefowej PiS "takie pełniejsze +sprawdzam+". "Ponieważ to, co mówi, obiecuje pani Szydło, szczególnie w sprawach gospodarczych, a także cały PiS, to jest obiecywanie gruszek na wierzbie. Te zapowiedzi nie są oparte na faktach, nie są możliwe do realizacji" - uważa senator PO.

Jego zdaniem, Szydło i PiS opowiadają również nieprawdziwe rzeczy o stanie Polski. "Mówię +sprawdzam+. Premier musi działać nie w oparciu o wiarę, a w oparciu o rzetelną wiedzę, o fakty" - podkreślił Abgarowicz.

Sprawa jest pokłosiem poniedziałkowej publikacji "Newsweeka", który napisał o raporcie, z którego wynika, że "większość tropów" w aferze taśmowej prowadzi do "ludzi związanych z PiS". Wiceszefowa PiS i kandydatka tej partii na premiera pytana w poniedziałek o tę publikację, odparła, że tygodnik się myli.

"+Newsweek+ nie ma racji. Tropy tej afery nie prowadzą do PiS, absolutnie. Dzisiaj afera podsłuchowa, taśmowa, to są afery PO. Niech się Platforma z tego wytłumaczy, a media, +Newsweek+, dobrze by było, żeby nie brał udziału w kampanii wyborczej po jednej stronie, tylko rzeczywiście pełnił tę rolę, która do niego należy" – mówiła Szydło.

"Newsweek" napisał, że do prokuratora generalnego i szefa ABW trafił w ubiegłym tygodniu poufny raport na temat śledztwa w sprawie afery podsłuchowej. "Znamy treść tego dokumentu, który zawiera analizę zeznań świadków. Wynika z niej, że większość tropów prowadzi do ludzi związanych z PiS-em, ale prokuratura nie zajmuje się tym w śledztwie" - pisze tygodnik. B. wicepremier i b. szef LPR, mec. Roman Giertych (startuje do Senatu z jednego z okręgów podwarszawskich jako kandydat niezależny) napisał w poniedziałek na portalach społecznościowych, że raport opracowali prawnicy z jego kancelarii.

Według "Newsweeka", prokuratura nie bada ewentualnego politycznego motywu przestępstwa; nie sprawdza, czy Marek Falenta i kelnerzy mogli nagrywać ludzi PO na polityczne zlecenie, choć jeden z kelnerów zeznaje, że po ujawnieniu pierwszych taśm usłyszał od drugiego: "Łukasz mi mówił, że celem tej akcji jest obalenie rządu i że musimy to przeczekać". Z publikacji tygodnika wynika, że "raport stawia hipotezę o współudziale +osób ze środowiska partii opozycyjnych+ i/lub +osób ze środowiska służb, zwłaszcza ABW i CBA+".

Renata Mazur, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa–Praga podała, że "poufny raport", o którym mowa w artykule, to w rzeczywistości pismo pełnomocnika pokrzywdzonych w sprawie afery podsłuchowej. Mazur dodała, że w artykule zawarto "nieprawdziwe informacje dotyczące braku rozpoznania złożonych przez strony wniosków dowodowych".

We wrześniu Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga sformułowała akt oskarżenia w sprawie tzw. afery podsłuchowej, który objął cztery osoby: biznesmena Marka Falentę, jego współpracownika Krzysztofa Rybkę oraz kelnerów z dwóch warszawskich restauracji: "Sowa i Przyjaciele oraz Amber Room - Łukasza N. i Konrada L. Według prokuratury, motywy ich działania były biznesowo-finansowe.

Śledztwo ws. afery podsłuchowej trwało 15 miesięcy i dotyczyło podsłuchiwania od lipca 2013 r. w kilkudziesięciu osób z kręgu polityki, biznesu oraz byłych i obecnych funkcjonariuszy publicznych. Falenta, według śledczych, miał zlecić wykonanie nagrań dwóm pracownikom restauracji - Łukaszowi N. i Konradowi L. Za takie przestępstwo grozi im i współpracującemu z nimi Rybce do dwóch lat więzienia. Falenta nie przyznaje się do zarzutów.

W tzw. aferze podsłuchowej nagrani zostali m.in. ważni politycy Platformy: b. szef MSZ i b. marszałek Sejmu Radosław Sikorski, b. wicepremier i minister finansów Jacek Rostowski, b. minister transportu Sławomir Nowak, b. minister sportu i b. sekretarz generalny PO Andrzej Biernat, b. minister zdrowia Bartosz Arłukowicz i b. minister skarbu Włodzimierz Karpiński, b. wicepremier i minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska, b. szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz.

ansa/PAP

[fot. TVP Info]

Warto poczytać

Facebook