Jedynie prawda jest ciekawa

Płk Szeląg: w Smoleńsku bez wybuchu

07.04.2014

Prokuratura twierdzi, że w Smoleńsku nie doszło do wybuchu. Na pytanie, dlaczego detektory w Smoleńsku pomyliły się tam bardzo śledczy nie potrafią jednak odpowiedzieć. Czyli jednak pasta do butów?

Ekspertyza przeprowadzona przez biegłych na potrzeby śledztwa smoleńskiego wyklucza obecność materiałów wybuchowych na pokładzie tupolewa, który uległ katastrofie smoleńskiej – stwierdził prokurator płk Ireneusz Szeląg, który przedstawił wyniki śledztwa smoleńskiego.

„Biegli po przebadaniu 700 próbek nie znaleźli śladów po wybuchu na pokładzie samolotu Tu-154” — poinformowano na konferencji Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Płk Szeląg wyjaśniał, że biegli z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji dokonali analizy fizyko-chemicznej oraz wydali opinię uzupełniającą badając zarówno próbki pobrane z pokładu samolotu, pnia brzozy oraz wbitych weń fragmentów metalu, jak i z ciał ofiar oraz miejsca katastrofy smoleńskiej. „Biegli mieli nieskrępowany dostęp do miejsca katastrofy jak i miejsca przechowywania wraku samolotu” — mówił płk Szeląg.

Wskazał, że próbki z ciał pobrano w czasie ekshumacji, korzystano też z przedmiotów znalezionych na miejscu katastrofy zgromadzonych w Centrum, Szkolenia Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Maz. Szeląg dodał, że z racji wagi omawianej analizy zostanie ona ujawniona i opublikowana na stronach internetowych Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Prokurator wskazał, że „zarówno na ciałach, jak i częściach samolotu oraz pozostałych przedmiotach, nie ujawniono śladów materiałów wybuchowych, ani substancji powstałych w wyniku degradacji tych materiałów”. „Na podstawie oględzin uszkodzeń mechanicznych wraku (i kadłuba i innych części) biegli doszli też do wniosku, że nie ma na nich śladów po tzw. wybuchu punktowym, zaś na podstawie oględzin miejsca upadku samolotu stwierdzono, że nie noszą one cech jak po wybuchu przestrzennym” — ogłosił płk Szeląg.

Dodawał, że ułożenie szczątków wraku a także obrażenia ofiar nie dają podstaw do stawiania tezy o tym, że doszło do wybuchu. Płk Szeląg wskazał, że obrażenia ofiar są typowe dla wypadku komunikacyjnego.

Pytany, dlaczego detektory miały się pomylić w badaniach w czasie pracy biegłych w Smoleńsku, Szeląg nie umiał odpowiedzieć. Wskazywał jedynie, że biegli uznali, że detektory są omylne, ponieważ mogą podobnie interpretować różne substancje, których cząsteczki mają podobną ruchliwość jonów. „Wielość pozytywnych alarmów detektorów miała swój skutek w sposobie budowy urządzeń. One badają ruchliwość jonów. Trzeba było czekać na badania laboratoryjne, ponieważ tylko one są miarodajne. (…) Biegli w opinii nie określili, jakie substancje dawały sygnał analogiczny do materiałów wybuchowych. Określili jednak dlaczego się tak stało. Wskazali, że taka jest cecha tych urządzeń, że taka jest specyfika tych urządzeń. Z naszego punktu widzenia nie jest ważne, jakie substancje zmyliły detektory” — wyjaśniał Szeląg.

Nie chciał wyjaśnić, w jaki sposób pobierane były w Smoleńsku próbki z foteli tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku. „Te wiadomości są przedstawione w materiałach, jakie państwo otrzymają. Nie ma potrzeby omawiania tego obecnie” — mówił Szeląg.

TK,wPolityce.pl
[Fot. PAP/Paweł Supernak]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook