Jedynie prawda jest ciekawa

Ppłk Kaczyński nie jest w sporze z BOR

13.02.2012

Zdaniem „Gazety Wyborczej” ppłk Jarosław Kaczyński, współautor przedstawionej przez prokuraturę ekspertyzy obciążającej BOR złym przygotowaniem wizyt w Katyniu, przegrał z Biurem proces o przywrócenie do służby, a od 2008 r. toczy spór o 406 tys. zł ekwiwalentu za mieszkanie. „Gazeta” powołując się na przytoczone fakty, uznaje ppłk Kaczyńskiego za nieobiektywnego, a ekspertyzę za akt zemsty na BOR.

- To totalna bzdura – komentuje ppłk Kaczyński w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Sama prokuratura informuje, że śledczy przez blisko dwa miesiące przygotowywali się do powołania biegłych i dołożyli wszelkich starań, by wybrać osoby obiektywne.

- Wspólnie z panem pułkownikiem doktorem Stanisławem Kulczyńskim, człowiekiem wyjątkowo etycznym i uczciwym, wydaliśmy opinię na podstawie analizy ogromnej ilości materiałów, instrukcji, zakresów zadań komórek organizacyjnych BOR. To nie były nasze życzenia. BOR powinno zaplanować, zorganizować i zrealizować zabezpieczenia tak, jak jest to określone w dokumentach regulujących pracę tej formacji. Jeśli komukolwiek wydaje się, że obudziliśmy się rano i wpadliśmy na pomysł, że dokopiemy BOR, jest w błędzie, wielkim błędzie. Zapraszam do zapoznania się z dokumentacją wskazującą, jak BOR planowało, organizowało i realizowało zabezpieczenia pobytu osób ochranianych w kwietniu 2010 roku - konkluduje ppłk Kaczyński.

Jak informuje „Nasz Dziennik” ppłk Kaczyński nie był w sporze prawnym z Biurem Ochrony Rządu. W 2006 r. zaskarżył decyzję ówczesnego ministra spraw wewnętrznych i administracji Ludwika Dorna (PiS) o odwołaniu go ze stanowiska zastępcy szefa BOR, a w roku 2007 - decyzję ministra spraw wewnętrznych i administracji Władysława Stasiaka (PiS) dotyczącą zwolnienia go ze służby. Obie skargi rozpatrywał wtedy wojewódzki sąd administracyjny. Kiedy zmieniło się kierownictwo, a szefem BOR został płk Andrzej Pawlikowski, powołał swoich zastępców - swobodny dobór współpracowników umożliwia ustawa o BOR, co uzasadniał również WSA. Kaczyński, wiceszef Biura z nadania poprzedniego szefostwa, został wtedy przeniesiony do dyspozycji.

Płk Pawlikowski wyjaśnia, że nie miał żadnych zastrzeżeń wobec płk. Kaczyńskiego. - Uważam, że jest to świetny fachowiec, osoba obiektywna, człowiek, który zna się na zasadach ochrony najważniejszych osób w państwie. Zależało mi po prostu na doborze moich własnych ludzi. Pan Kaczyński miał prawo nie zgodzić się z tą decyzją. Między mną a płk. Kaczyńskim nigdy nie było żadnych waśni czy kłótni, wszystko odbyło się zgodnie z literą prawa. Pan Kaczyński miał prawo odwoływać się od mojej decyzji – tłumaczy „Naszemu Dziennikowi”.

Jak podaje „ND” Kaczyński nie miał też nigdy żadnych konfliktów na drodze prawnej z obecnym kierownictwem BOR - gen. Marianem Janickim, ani z gen. Pawłem Bielawnym. Nie łączyła ich żadna zależność służbowa.

Na korespondencję, jaką ppłk Kaczyński prowadził z BOR po odejściu ze służby, składały się wyłącznie wnioski związane z jego wcześniejszą służbą w Biurze Ochrony Rządu, m.in. prośba o zaświadczenie o czasookresie jego służby w BOR, wnioski o wypłatę należnego mu ekwiwalentu pieniężnego za zrzeczenie się mieszkania służbowego, wnioski o zachowanie praw do tego ekwiwalentu etc. Takie wnioski składa każdy emerytowany funkcjonariusz BOR, któremu należą się takie świadczenia. Jak wyjaśnia płk Pawlikowski, nie ma w tym nic nadzwyczajnego, co wykraczałoby poza ramy służby. - Jest to droga administracyjna, którą każdy były funkcjonariusz zobowiązany jest prowadzić, aby otrzymać należne mu świadczenia. Nie ma to nic wspólnego ze ścieżką prawną. Są pieniądze, które należą się każdemu funkcjonariuszowi. Jeżeli rezygnuje on z kwatery służbowej, ma prawo do otrzymania ekwiwalentu pieniężnego - tłumaczy płk Pawlikowski.

PiKa, Nasz Dziennik

[fot. wikipedia]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook