Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Duda: możliwy strajk generalny w obronie emerytur

12.06.2012

Piotr Duda, przewodniczący "Solidarności" mówi na łamach "Tygodnika Solidarność" o tym jak postrzega rolę związku w najbliższych miesiącach, jakie stawia cele i jakimi metodami chce je osiągnąć.

Zapowiada, że "Solidarność" nigdy nie pogodzi się z wejście w życie ustawy w sposób drakoński zwiększającej wiek emerytalny:

- Jesteśmy w stanie taką akcję przygotować i przeprowadzić nawet przez trzy największe centrale związkowe. W poszczególnych branżach jest wiele problemów, choćby na kolei i w firmach energetycznych. Można to tak skoordynować, by przeprowadzić strajk w jednym dniu. Ale do takiej formy protestu muszą być przekonani sami ludzie. Przyjęliśmy hasło: „I tak wygramy!… NSZZ Solidarność”. To hasło na nasze kolejne akcje. Teraz już się nie cofniemy.

Duda niezwykle krytycznie ocenia konsekwencje ustawy emerytalnej, podpisanej już przez prezydenta. W jego opinii ludzie przy okazji ustawy „67”, że dostaną wybór: umrzeć z głodu albo pracować aż do śmierci:

- I to nie jest hasło, takie są fakty. Ja chodzę po ziemi i rozmawiam z ludźmi. Oni słyszą o 500–600 zł emerytury częściowej i mówią: przecież tyle zanosimy do banku raz w miesiącu, żeby opłacić prąd, wodę, mieszkanie. A za co żyć? Propozycja rządu jest totalnym nieporozumieniem!

I dodaje:

- Rządzący obłudnie twierdzą, że musimy zrobić wszystko, by rodziło się jak najwięcej Polaków, a z drugiej strony plują na nasz postulat podniesienia płacy minimalnej. Uważają, że powinien ją określać rynek. Młode małżeństwo nigdy świadomie nie zdecyduje się na dziecko, jeżeli on ma 1500 zł brutto, a ona nie pracuje. Zacznijmy od tych spraw, a nie powtarzajmy slogany. Jak ściągniemy młodych Polaków z Anglii czy Niemiec? Zachętą, by pracowali za 1500 zł brutto albo na umowę-zlecenie przez kilka lat? Jak młodzi, którzy mają po 28 albo 30 lat i żadnej odprowadzonej składki, uzbierają kapitał na swoje emerytury? Jeśli całe życie zawodowe przepracują na umowach śmieciowych to państwo dopłaci do ich najniższej emerytury. Czyli będzie współfinansować przedsiębiorców unikających płacenia składek ZUS-owskich.

Duda podkreśla, że związek nie może godzić się, by rządzący, w swojej chorej wizji, skazywali ludzi na pracę aż do śmierci. Tym bardziej, że w wielu obszarach lekceważą podstawowe nawet prawa obywateli:

- Po blokadzie sejmu 11 maja, politycy PO przypomnieli sobie, że obowiązuje konstytucja i zaczęli się użalać nad zdeptaniem ich praw, bo przez całe dwie godziny przetrzymaliśmy ich w sejmie. Kpina! Może ci sami posłowie, tak bardzo broniący swoich praw, zaczęliby bronić praw obywateli, w tym związkowców. Gdzie oni są jak podwykonawcy na autostradach nie otrzymują wynagrodzeń za ponad rok swojej pracy? Tym się nie interesują! Gdzie są, jak łamie się konstytucję i podstawowe prawa, kiedy młodzi ludzie zakładają związek zawodowy i wyrzuca się ich z pracy z art. 52? Gdzie są, jak te sprawy umarza się z powodu niewielkiej szkodliwości społecznej czynu? Dlaczego nie występują w imię praw obywatelskich, kiedy w Warszawie chcemy wieszać plakaty posłów, czyli osób publicznych, a prezydent Gronkiewicz-Waltz, wykorzystując miejską spółkę, która dysponuje nośnikami reklamowymi, nam na to nie pozwala? Platforma nie jest właścicielem Polski. Naszej Polski. Swoboda w przestrzeni medialnej powinna być dla każdego – od TVN 24 do TV Trwam, od RMF FM do Radia Maryja.

Przewodniczącego Dudę niepokoi także postępowanie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, który nakazał przywrócenie imienia Lenina, komunistycznego zbrodniarza, pod nazwę "Stocznia Gdańska". Stwierdza:

- Argumenty o powrocie do historycznej nazwy są całkowicie nietrafione. Bo jeśli tak, to prezydent Uszok przy wjeździe do Katowic powinien powiesić drugą tablicę z napisem „Stalinogród”. Złośliwi twierdzą, że dzięki zamontowaniu przez prezydenta Adamowicza napisu na bramie, potaniały koszty filmu Wajdy o Wałęsie. Prezydent Adamowicz powinien z ludźmi rozmawiać. Nie dziwię się stoczniowcom i regionowi, że chce organizować referendum.

Duda dystansuje się też od pomysłów powrotu "Solidarności" do bieżącej polityki. Przyznaje, że "niektórzy w związku mają ciągotki polityczne, może nie do władzy, ale chcieliby mieć klub w sejmie". Jednak w jego ocenie związkowi nie potrzeba nam jakiegoś małego klubu „S”, bo ma swoich posłów: Stanisława Szweda, Janusza Śniadka, innych, którzy "S" pomagają. Podkreśla też: "Mediom nie uda się skłócić mnie z Jarosławem Kaczyńskim czy Zbigniewem Ziobro".

kam

[Fot. PAP / Rafał Guz]

Warto poczytać

Facebook