Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Parytety na listach wyborczych do PE

02.02.2014

W majowych eurowyborach po raz pierwszy na listach wyborczych będzie musiało być minimum 35 proc. kobiet lub mężczyzn. Część partii zamierza ułożyć listy "pół na pół".

W majowych eurowyborach po raz pierwszy na listach wyborczych będzie musiało być minimum 35 proc. kobiet lub mężczyzn. Część partii zamierza ułożyć listy "pół na pół".

Według Magdaleny Środy z Kongresu Kobiet 35-proc. udział to za mało na wyrównanie szans kobiet.

Państwowa Komisja Wyborcza w styczniu podała, że w wyborach do PE będzie miał zastosowanie zapis Kodeksu wyborczego, zgodnie z którym na liście wyborczej liczba kandydatów kobiet i mężczyzn nie może być mniejsza niż 35 proc. liczby wszystkich kandydatów na danej liście.

W poprzednich eurowyborach w 2009 r. (nie było wówczas regulacji dot. kwot) kobiety uzyskały 10 z 50 mandatów (osiem mandatów z list PO i dwa z list koalicji SLD-Unia Pracy).

Według Magdaleny Środy z Gabinetu Cieni Kongresu Kobiet kwoty na listach wyborczych to za mało, by wyrównać szanse kobiet na zdobycie mandatu do PE. Zaznaczyła, że partie stosują różne strategie, by te szanse zmniejszyć, np. nawet jeśli kobieta otrzymuje pierwsze miejsce na liście, to np. w takim okręgu, w którym partia nie ma szans na zdobycie mandatu. Według Środy problem rozwiązałby system "suwakowy", czyli naprzemienne umieszczanie nazwisk kobiet i mężczyzn na listach. Przypomniała, że obietnicę w tej sprawie złożył na Kongresie Kobiet w 2012 r. premier Donald Tusk.

Urszula Augustyn z zarządu krajowego PO deklaruje, że PO w najbliższych wyborach nie tylko przekroczy ustawowy wymóg 35 proc., ale będzie się starać, aby liczba pań na listach zbliżyła się do 50 proc. "Generalne założenie jest takie, żeby było pół na pół. Nie wiem, czy uda nam się zrealizować ten cel, bo trzeba uważnie analizować wszystkie kandydatury, ale na pewno do tego dążymy. Jesteśmy już po wstępnych rozmowach i mogę powiedzieć, że nie jest źle" - powiedziała PAP Augustyn.

Kobiecymi "jedynkami" z list PO mają być m.in.: Danuta Huebner w Warszawie, europosłanka Róża Thun (okręg: woj. małopolskie oraz świętokrzyskie), b. minister nauki Barbara Kudrycka (okręg: woj. podlaskie oraz warmińsko-mazurskie).

W ostatnich wyborach Platforma wprowadziła do PE 25 europosłów, w tym 8 kobiet. Panie stanowiły wówczas na listach PO 20 proc. kandydatów (najwięcej na Śląsku - 40 proc.). Obecnie partia konstruuje listy wyborcze, a zgodnie z wewnętrzną regulacją na każdej liście w pierwszej trójce kandydatów ma być przynajmniej jedna kobieta, a w pierwszej piątce - dwie.

Szef klubu PiS Błaszczak powiedział PAP, że w układaniu list do PE PiS "nie będzie się kierował płcią, ale kompetencjami". Błaszczak podał, że PiS listy przedstawi na przełomie lutego i marca, i do tego momentu nie chce mówić o szczegółach. PiS ma wystawić z nr 1 b. szefową MSZ Annę Fotygę (woj. pomorskie).    

Partia ta w ostatnich eurowyborach zdobyła 15 mandatów, żaden nie przypadł kobiecie. Kobiety stanowiły wówczas 18 proc. wszystkich kandydatów wystawionych przez tę partię; były liderkami w dwóch okręgach: Hanna Fołtyn-Kubicka w Gdańsku i Irena Krupa w Łodzi.

Na listach koalicji Europa Plus Twój Ruch będzie system suwakowy (nazwiska kobiet i mężczyzn będą ułożone naprzemiennie) - zapowiedział rzecznik Twojego Ruchu Andrzej Rozenek. Zaznaczył, że kobiety będą liderkami w sześciu okręgach, mężczyźni w siedmiu. Rozenek dodał, że ponieważ koalicja startuje w eurowyborach po raz pierwszy, nie jest w stanie powiedzieć, które z okręgów okażą się "biorącymi". "Zdecydują wyborcy" - powiedział.

Barbara Nowacka, córka posłanki Izabeli Jarugi-Nowackiej (woj. lubelskie), b. przewodnicząca ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Dorota Gardias (woj. pomorskie), dyrektorka poznańskiego "Teatru Ósmego Dnia" Ewa Wójciak (woj. łódzkie) mają być "jedynkami" koalicji Europa Plus Twój Ruch. Według nieoficjalnych informacji z tej listy ma też startować Kazimiera Szczuka (kujawsko-pomorskie) i Wanda Nowicka (jako dwójka w Warszawie).

PSL będzie się starał, by w pierwszej piątce kandydatów na listach wyborczych były przynajmniej dwie kobiety - powiedział PAP Marek Sawicki (PSL). Pytany o liderów list, odpowiedział, że na "jedynkach" znajdą się osoby gwarantujące dobre wyniki wyborcze. Podkreślił także, że jeśli będzie takie oczekiwanie społeczne, nie widzi w przyszłości problemu z poparciem "suwaka".

Na czele listy PSL być może znajdzie się posłanka Halina Szymiec-Raczyńska (okręg: woj. dolnośląskie i opolskie).

PSL w ostatnich wyborach wprowadził do PE trzech europosłów; nie było wśród nich kobiety. Na listach ludowców było niecałe 17 proc. kobiet; najwięcej - cztery - startowały w Warszawie (z miejsca trzeciego, szóstego, siódmego i ostatniego - 10.)

Z kolei SLD informuje, że na "jedynkach" znajdą się przynajmniej cztery kobiety. Jak mówił PAP Tomasz Kalita (SLD), będą to listy w okręgach "biorących", czyli w tych, w których prawdopodobieństwo zdobycia mandatu jest wysokie. SLD zapowiada, że "suwak" będzie na liście warszawskiej. Jak powiedział PAP europoseł Wojciech Olejniczak ("jedynka" na liście warszawskiej), z drugiego miejsca w tym okręgu wystartuje Katarzyna Piekarska, z trzeciego Marek Balicki, dalej nazwiska kobiet i mężczyzn także będą ułożone naprzemiennie.

SLD ma wystawić z nr 1 europosłankę Joannę Senyszyn (okręg: woj. małopolskie oraz świętokrzyskie), celebrytkę, prawniczkę Weronikę Marczuk (woj. łódzkie), europosłankę Lidię Geringer de Oedenberg (okręg: woj. dolnośląskie oraz opolskie).

Na listach komitetu koalicji SLD i Unii Pracy w eurowyborach w 2009 r. nazwiska kobiet stanowiły nieco ponad 18 proc. Koalicja zdobyła wówczas siedem mandatów, z czego dwie kobiety: Joanna Senyszyn (startowała z Krakowa, była druga na liście) oraz Lidia Geringer de Oedenberg (startowała jako "jedynka" z Wrocławia).

Rzecznik SP Patryk Jaki powiedział PAP, że "parytety to głupota". "Nie uważamy, że kobiety trzeba traktować jako niepełnosprawne - same świetnie dają sobie radę" - zaznaczył. Partia nie startowała w poprzednich eurowyborach. Obecnie pewną "jedynką" jest Beata Kempa. (najprawdopodobniej na Dolnym Śląsku)

Elżbieta Jakubiak, która zasiada we władzach "Polski Razem Jarosława Gowina", powiedziała PAP, że o starcie kobiet z czołowych miejsc jej ugrupowania nie będzie decydował parytet lecz kompetencje. "Bez zmian kodeksu wyborczego i tak na listach mielibyśmy bardzo dużo pań" - podkreśliła. "Jedynką" ma być m.in. wiceprezes ugrupowania prof. Krystyna Iglicka-Okólska.

PAP/run

fot. PAP/Rafał Guz

Warto poczytać

Facebook