Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Nikt nie używał telefonu Lecha Kaczyńskiego?

29.01.2014

Jak informuje "Nasz Dziennik", Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieście odrzucił zażalenie na umorzenie sprawy włamania do telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego po katastrofie smoleńskiej" i nie zgodził się na jej zwrot do prokuratury.

– To śledztwo nie miało szczęścia od początku – mówi Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego, wskazując na liczne, dziwne "przypadki" związane z telefonem śp. Prezydenta. Po pierwsze, do jego wydzielenia doszło na tyle późno, że już nie można było uzyskać bilingów z telefonu Prezydenta po 11 kwietnia 2010 r.

- Tego się nie dowiemy, ponieważ prokuratura nie zażądała w odpowiednim czasie bilingów od operatora telefonicznego – zwraca uwagę mecenas.

A bilingi z 10 i 11 kwietnia budzą poważne podejrzenia, że po katastrofie smoleńskiej, ktoś mógł włamać się do prezydenckiego telefonu i np. kopiować zawarte tam dane.

Pszczółkowski wskazuje, że wyznaczony przez prokuraturę biegły, mimo uszkodzeń telefonu potrafił uzyskać z niego historię połączeń, zawartość skrzynki adresowej i treść SMS-ów.

– Jeżeli w Polsce mimo uszkodzeń tego dokonano, to ktoś mógł tego dokonać i po katastrofie – uważa adwokat. Zwraca on uwagę, że pomoc prawna z Rosji nie odpowiedziała na żadne pytania i należało ją ponowić.

Innego zdania była prokuratura, która umorzyła śledztwo w tej sprawie w październiku ub. r. oraz sąd, który usankcjonował decyzję prokuratury.

– Rozstrzygnięcie prokuratury umarzające to postępowanie jest jak najbardziej prawidłowe – uznała sędzia Aneta Obszyńska-Małecka, dodając, że postępowanie dowodowe zostało wyczerpane, a dodatkowe działania śledcze nie przyniosłyby nowych ustaleń.

Obie strony powoływały się na jedyny dowód - niepełny zapis bilingów telefonu Lecha Kaczyńskiego i zeznania dwóch świa opinie biegłych. Pszczółkowski podkreślał, że użytkowanie telefonu prezydenckiego po katastrofie przez osoby trzecie jest „wysoce uprawdopodobnione”. Bilingi odnotowują próby połączenia krótko po katastrofie, potem jest przerwa w logowaniu się aparatu, czyli jest on wyłączony, a po południu 10 kwietnia ponownie jest zalogowany do rosyjskiej sieci, co by wskazywało na jego „włączenie przez osobę trzecią”.

– Te dane są wygenerowane w dokumencie, nie można tak tego zostawić – argumentował Pszczółkowski.

Bilingi z obu dni odnotowują 11 zapisów. Część jest odnotowana jako przekierowanie w roamingu, ale niektóre jako odebrane rozmowy.

Przedstawiciel operatora  tłumaczył, że część zapisów świadczy, że połączenia były automatycznie przekierowywane do poczty głosowej tego telefonu a zapisy świadczące o nawiązaniu połączenia są... wynikiem błędu.

Sąd uznał za niewiarygodne zeznania świadka Cezarego K., który mówił, że kilkakrotnie dzwonił na numer telefonu prezydenckiego. Jak wyjaśniał - najpierw była przerwa w jego funkcjonowaniu, a potem aparat ponownie działał. Co zagadkowe, w bilingach brakuje śladu po próbach połączenia się z telefonem córki i zięcia Prezydenta.

– Tak jest, tego wyjaśnić się nie udało, że nie wszystkie połączenia są odbite w bilingach – stwierdził nawet biegły, który kwestionował zeznania Cezarego K. Zdaniem ekspertów z Centertela, mogło tak się stać na skutek dużego ruchu.



Greg/Nasz Dziennik
[fot. prezydent.pl]


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na facebook.com/stefczyk.info?fref=ts" target="_blank">Facebooku!

Warto poczytać

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook