Jedynie prawda jest ciekawa

„Nie zapomnę do końca życia”

25.03.2014

Odnalezienie przez IPN szczątków por. Edmunda Tudruja „Mundka” z oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” było ogromnym przeżyciem – mówi bratanek „Mundka” Wojciech Tudruj w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

„O znalezieniu „Mundka” poinformował mnie telefonicznie prof. Krzysztof Szwagrzyk. Oczekiwałem tej wiadomości i byłem w zasadzie na nią przygotowany, bo wiedziałem, że wcześniej znaleziono „Zaporę”, „Rysia” i kilku innych. Mimo wszystko coś mnie ścisnęło za gardło i oczy się zaszkliły” - wspomina rozmówca „ND”.

Dodaje, że „nie mógł się powstrzymać ze wzruszenia”. „Tego momentu nie zapomnę na pewno do końca życia. Na uroczystość wręczenia rodzinom not identyfikacyjnych przyjechałem do Belwederu z żoną i synem. Bardzo ją przeżyliśmy” - dodaje.

Pytany o to, dlaczego „Mundek” trafił do wojska Tudruj wskazuje: „Wiem, że chciał się kształcić, nawet w czasie okupacji niemieckiej ukończył maturę na tajnych kompletach i chciał zostać inżynierem. Był głodny wiedzy, ale jego życie potoczyło się inaczej. Po ukończeniu tajnej podchorążówki walczył w oddziale AK kpt. Stanisława Łukasika „Rysia”, biorąc udział we wszystkich akcjach oddziału przeciwko Niemcom. „Mundek” był pogodny, wesoły, towarzyski. Lubił śpiewać, żartować, podobnie jak mój ojciec. Tak właśnie go sobie wyobrażam. Był pełen optymizmu i planów na przyszłość, o czym mówili mi dziadkowie. Był ich ukochanym synem”.

Pytany czy był świadomy, że szczątki „Mundka” mogą znajdować się na Łączce rozmówca „ND” przyznaje, że tak. „Były pewne przypuszczenia, że tam jest miejsce jego pochówku. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero jakieś trzy lata temu, gdy głośno zaczęto o tym mówić. Mieliśmy nadzieję, gdy podjęto tam prace ekshumacyjne, że okaże się to prawdą” - tłumaczy.

Tudruj dodaje, że rodzina skłania się ku temu, by „Mundek” „został pochowany na Łączce wraz ze swoimi towarzyszami broni w planowanym panteonie”. „Chowanie go na naszym cmentarzu nie byłoby dobre, bo on już należy do grona bohaterów ogólnonarodowych” - dodaje.

Zaznacza, że rodzina nie ma żadnych pamiątek po bohaterze. „Nawet zdjęć, bo te, które mamy, były w posiadaniu innych żołnierzy. Nie byli tak tropieni i prześladowani, więc jakoś u nich te zdjęcia przetrwały. W rodzinie były tylko zdjęcia „Mundka” z czasów jego dzieciństwa, ale też ostatecznie gdzieś przepadły” - zaznacza.

Cała rozmowa w „Naszym Dzienniku”

TK,PAP
[Fot. M.Czutko/wPolityce.pl]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook