Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Nie będzie obiecanych 300 miliardów

07.10.2011

Bruksela będzie odbierać fundusze krajom, które przekraczają limity 3 proc. PKB dla deficytu lub 60 proc. PKB dla długu publicznego - informuje "Rzeczpospolita". Tymczasem polski deficyt wyniósł w 2010 r. prawie 8 proc. PKB, natomiast dług publiczny gwałtownie zmierza w stronę 60-procentowego pułapu.

Jak czytamy w "Rzeczpospolitej" - Komisja Europejska przedstawiła oficjalnie projekt nowej polityki spójności na lata 2014-2020. Zakłada on surowe sankcje za zbyt wysoki deficyt budżetowy i dług publiczny.

Charakterystyczne, że zawieszenie płatności ma dotyczyć tylko polityki spójności, której największymi beneficjentami są biedniejsze państwa UE. Kary nie obejmą natomiast wypłat z drugiej wielkiej części unijnego budżetu – wspólnej polityki rolnej. Jej głównym beneficjentem jest Francja - pisze dziennik.

Wejście w życie takich założeń jest więcej niż prawdopodobne, bo największe mocarstwa unijne wyraziły już na ten projekt zgodę, a nieśmiałe protesty polskiego rządu są kompromitujące. Mikołaj Dowgielewicz, sekretarz stanu ds. europejskich, zasugerował w rozmowie w "Rzeczpospolitej", że Polska będzie mogła odważniej walczyć o swoje interesy, kiedy zakończy się... nasza prezydencja w Unii. Zacytujmy "Rzeczpospolitą": Dowgielewicz zauważył, że finał negocjacji nad nowym wieloletnim budżetem i polityką spójności przypadnie na 2012 rok. Polska nie będzie już wtedy sprawowała prezydencji UE i łatwiej jej będzie walczyć o swoje interesy.

"Rzeczpospolita" wymienia niektóre sposoby na obniżenie deficytu poniżej 3 proc. PKB. Pomogłyby radykalne rozwiązania, jak podniesienie składki rentowej, akcyzy, lub zmniejszenie ulg podatkowych. Zdaniem gazety nie jest wykluczone, że nowy rząd będzie musiał wprowadzić te cięcia, by obniżyć deficyt do wymaganego przez UE poziomu.

Okazuje się więc, że:

- z powodu karygodnej polityki finansowej Donalda Tuska, który zadłuża Polskę bardziej niż Gierek, stracimy prawdopodobnie miliardy euro z funduszy przeznaczonych na politykę spójności
- prezydencja w Unii przeszkadza nam, według rządu, walczyć o swoje interesy.

Komentarz Grzegorza Biereckiego, szefa Kasy Krajowej SKOK:

Wczoraj Komisja Europejska przedstawiła oficjalnie projekt nowej polityki spójności na lata 2014-2020. Zakłada on automatyczne nakładanie sankcji na kraj, który przekroczy limity 3 proc. PKB dla deficytu lub 60 proc. PKB dla długu publicznego. Sankcje polegać mają na odebraniu części lub całości funduszy z unijnej polityki spójności, a decyzje o ich zastosowaniu podejmować ma Komisja Europejska, a nie - jak dotychczas - większość państw Unii na wniosek komisji. Te założenia to skutek wspólnego listu Nicolasa Sarkozy'ego i Angeli Merkel, w którym postulują oni odbieranie funduszy za złamanie dyscypliny budżetowej.

Deficyt Polski wynosi blisko 8 proc., więc poważnie przekracza ustalony przez Unię limit. Istnieje realne ryzyko, że Polska zostanie objęta tymi karami i z obiecanych 300 mld nie otrzyma nic. Zadziwia stanowisko polskiego rządu, który nie zareagował na ten zamach na należne nam pieniądze. Rząd nie wyklucza przyjęcia także propozycji objęcia cięciami środków przeznaczonych na dopłaty dla rolników.

Jak można było dopuścić do zaistnienia takiego projektu przy obecności w strukturach Unii przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka czy też komisarza ds. budżetu Janusza Lewandowskiego? Dlaczego informacja o tym zagrożeniu była ukrywana przed opinią publiczną? Przecież przygotowanie takiej propozycji to wielomiesięczny proces, w którym uczestniczą przedstawicielstwa krajów członkowskich, więc rząd polski wiedział o przygotowywanej propozycji, ale zdecydował się mamić Polaków unijnymi pieniędzmi w trakcie kampanii wyborczej.

niezalezna.pl

(fot.sxc.hu)

Warto poczytać

Facebook