Jedynie prawda jest ciekawa

„NDz”: Dowód Merty płonął w MSZ?

03.03.2012

„Nasz Dziennik” ujawnia, że do zniszczenia dowodu śp. Tomasza Merty mogło dojść na terenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Prokuratura nie wyklucza przesłuchania w tej sprawie Radosława Sikorskiego.

Dowód osobisty wydany rodzinie zmarłego w katastrofie smoleńskiej Tomasza Merty nosi wyraźne ślady nadpalenia. Z materiałów rosyjskich, które trafiły do polskiej prokuratury z Rosji, wynika, że ten sam dokument zachował się w stanie idealnym. Sprawę wszczęła wojskowa prokuratura okręgowa, która prowadzi śledztwo dotyczące katastrofy smoleńskiej. Potem akta sprawy wojskowi śledczy przekazali warszawskiej prokuraturze okręgowej.

Na razie nie postawiono nikomu zarzutów. Śledczy przyjmują wersję, że do próby spalenia dowodu wiceministra kultury doszło na terenie polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. - Mamy już wiedzę, jak to mniej więcej wyglądało. Ale takich informacji, szczegółów nie mogę ujawniać, zwłaszcza że trwają czynności dowodowe - tłumaczy Radosław Wasilewski, naczelnik wydziału V śledczego warszawskiej prokuratury okręgowej.

Przesłuchano wszystkie osoby, które miały jakikolwiek kontakt z pocztą dyplomatyczną. Prokuratorzy nie przeprowadzili wizji lokalnej, ale zabezpieczyli całość dokumentacji dotyczącej obiegu korespondencji.

Jak dotąd na liście przesłuchanych nie znalazł się szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. Ale to się może zmienić: - Z przesłuchania kilku świadków zawsze może wyniknąć konieczność przesłuchania kolejnych - tłumaczy prokurator Wasilewski.

Śledczy planują przesłuchanie w najbliższym czasie pięciu kolejnych świadków, m.in. trzech pracowników Ministerstwa Spraw Zagranicznych przebywających obecnie na placówkach za granicą: w Nairobi, Moskwie i we Włoszech. To urzędnicy polskich konsulatów i ambasad.

Od wyniku tych przesłuchań będzie zależało to, czy polscy śledczy zwrócą się z wnioskiem o pomoc prawną do strony rosyjskiej. Chodzi o rekonstrukcję zdarzeń, w jaki sposób dowód tożsamości Merty trafił do polskiej ambasady w Moskwie.

Na to, że do zniszczenia dowodu Merty mogło dojść na terenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wskazują zeznania jednego ze świadków, pracownika resortu. Miał zeznać, że dowód znajdował się w worku, który zamierzano zutylizować (spalić). Magdalena Pietrzak-Merta dowód osobisty męża odebrała w maju 2010 r. z jednostki Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim, do której trafiły rzeczy ofiar po 10 kwietnia 2010 roku.

Sama Pietrzak-Merta nie wyklucza jednak, że do zniszczenia dowodu jej męża doszło na terenie Federacji Rosyjskiej. Zaznacza, że ślady zniszczeń wskazują na to, iż dowód "przeszedł" przez katastrofę. W jej ocenie, drugi dokument, ten w dobrym stanie, spreparowali Rosjanie. Merta podkreśla, że polskiej prokuraturze trudno będzie udowodnić, że do zniszczenia dowodu doszło w Polsce, gdyż z dotychczasowych zeznań świadków wynika jedynie, iż na terenie MSZ niszczono rzeczy ofiar, wśród których mógł być dowód tożsamości jej męża. Sami świadkowie nie wiedzą więc dokładnie, co konkretnie niszczyli.

- Oczywiście należy ścigać takie zjawiska, jak niszczenie dowodów rzeczowych. I dobrze, że prokuratura tym się zajmuje. Ale moim zdaniem, cała ta historia została wymyślona na potrzeby ochrony interesów Rosjan - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" wdowa po Tomaszu Mercie.

 

ruk

[Fot. Jan Nowak / "Nasz Dziennik"]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook