Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Naukowcy krytykują bierność komisji Millera

30.05.2012

Polskie środowisko naukowe jest zbulwersowane brakiem fachowej polemiki z tezami przedstawionymi przez prof. Wiesława Biniendę, który przeprowadzonymi przez siebie badaniami zakwestionował oficjalne ustalenia w sprawie katastrofy smoleńskiej. Prof. Binienda nie został zaproszony na konferencję „Mechanika w lotnictwie”, podczas której dyskutowano o przyczynach katastrofy smoleńskiej.

„Nasz Dziennik” przedstawia obszerną relację z konferencji środowiskowej „Mechanika w lotnictwie”, zorganizowanej przez Polskie Towarzystwo Mechaniki Teoretycznej i Stosowanej. Sesja odbywa się co dwa lata. Poprzednia miała miejsce półtora miesiąca po katastrofie, kiedy nieznane były jeszcze żadne wyniki badań jej przyczyn.

– Nie wykorzystano możliwości polskich naukowców, którzy mogliby wyjaśnić, co się stało w Smoleńsku. Pytam, kto jest w posiadaniu dokumentacji technicznej, dzięki której każdy mógłby sobie zrobić taki model jak prof. Wiesław Binienda, poznać wszystkie momenty np. bezwładności – mówił prof. Aleksander Olejnik z Wydziału Mechatroniki i Lotnictwa Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Inny z panelistów naukowej sesji prof. Zdzisław Gosiewski z Instytutu Lotnictwa Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych wskazywał, że dwie teorie się rozmijają, a ludzie się nie spotykają, nie ma dialogu.

W konferencji wzięli udział członkowie komisji Jerzego Millera i jeden z najbardziej aktywnych krytyków Biniendy – prof. Paweł Artymowicz. Nie doszło jednak do bezpośredniej konfrontacji obu stron. Niemal wszystkie referaty postulowały natomiast za wykonaniem dobrego modelu matematycznego katastrofy i symulacji ostatnich sekund lotu rządowego tupolewa.

Jak relacjonuje „ND”, ponad dwa lata po katastrofie na Siewiernym członek komisji Jerzego Millera publicznie przyznaje, że nie można wytyczyć trajektorii lotu Tu-154M w oparciu o wykresy sporządzone przez rosyjski MAK.

- Na sesję do Kazimierza Dolnego przyjechał też jeden z członków zespołu biegłych powołanych przez prokuraturę wojskową dr hab. Ryszard Szczepanik, dyrektor Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych. Niespodziewanym gościem konferencji okazał się Paweł Artymowicz z Uniwersytetu w Toronto. To profesor astrofizyki i pilot amator, bardzo aktywny bloger, znany jako zdecydowany oponent Wiesława Biniendy i innych współpracowników parlamentarnego zespołu Antoniego Macierewicza. W internecie prezentuje własne obliczenia, które są dość zbieżne z ustaleniami komisji Millera, ale bardzo dużo miejsca poświęca krytyce i podważaniu dorobku, kompetencji czy też dobrej woli swoich przeciwników. Sam zgłosił swój udział w konferencji. Referat Artymowicza został wprowadzony do programu w ostatniej chwili – pisze „ND”, podkreślając, że nie zaproszono przebywającego w tych dniach w Polsce prof. Wiesława Biniendy. Nie raczono go nawet poinformować o konferencji.

Podczas pobytu w Polsce, amerykański ekspert wygłosił wiele wykładów, występował w mediach i kontaktował się z prokuratorami. Na żadnej z jego prezentacji nie pojawił się jednak żaden z jego utytułowanych polemistów. Jak można się domyślić, konferencja w Kazimierzu Dolnym miała zostać utrzymana w tonie sprzyjającym wynikom badań Komisji Millera. Okazało się jednak, że wielu uczestników konferencji miało zgoła odmienne zdanie niż Lasek i jego współpracownicy. Naukowcy nie kryli oburzenia i żalu, że nie doszło do publicznej, fachowej polemiki Biniendy z Laskiem i Artymowiczem.

Stanowisko takie zaprezentował m.in. prof. Aleksander Olejnik z Wydziału Mechatroniki i Lotnictwa Wojskowej Akademii Technicznej oraz prof. Zdzisław Gosiewski z Instytutu Lotnictwa Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych (WSOSP) i Politechniki Białostockiej. Profesor Piotr Witakowski z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie stwierdził, że w wyniku braku porozumienia dopuszcza się do tego, że „pozostają dwa światy w Polsce”, gdyż nie ma możliwości zweryfikowania w sposób niezależny wyników prac komisji rządowej.

Lasek, pytany o wykonanie obliczeń aerodynamiki lotu Tu-154M w ostatniej fazie, powtarzał twierdzenie, które zaprezentował też w grudniu w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Według niego, komisja nie musiała niczego takiego robić, gdyż dane z rejestratorów wystarczyły do określenia trajektorii lotu i przyczyn katastrofy. – Dlaczego nie badaliśmy, co się stało po brzozie? Naszym celem nie było przekonanie opinii publicznej, jak było. Naszym celem było określić przyczyny katastrofy i sformułować zalecenia profilaktyczne. Przyczyny skończyły się po przekroczeniu [wysokości] 100 metrów – stwierdził kategorycznie. Lasek odwołuje się jedynie do prac, które „na pewno w przyszłości zostaną przeprowadzone” i oczywiście potwierdzą ustalenia komisji. – Nie jestem zwolennikiem stosowania technik komputerowych do rzeczy, które są namacalne – oświadczył obecny przewodniczący PKBWL. Wtóruje mu Żurkowski. – Jeśli ktoś się chce w to bawić, to na pewno bym nie zaproponował wydawania na to państwowych pieniędzy. Jeśli ktoś ma taką fanaberię, to niech to robi w czasie wolnym z prywatnych środków – oświadczył.

Jak relacjonuje „ND”, głosy te były wyraźnie odosobnione. Inaczej uważał bowiem nawet Artymowicz, popierający potrzebę wykonania symulacji. Jego zdaniem konieczne jest sprawdzenie zgodności różnych zestawów danych ze sobą i zweryfikowanie, czy nie nastąpiła jakaś błędna interpretacja lub czy nie mamy fałszywych danych podanych przez kogoś o złych intencjach. Artymowicz przedstawił streszczenie swoich obliczeń, które w całości wraz z używanymi algorytmami mają wkrótce pojawić się na jego stronie internetowej.

Niemal wszyscy uczestnicy konferencji podkreślali w swoich referatach zalety symulacji komputerowych.

Ważna polemika dotyczyła trajektorii lotu. Profesor Witakowski namawiał członków komisji Millera do przedyskutowania swoich wyników ze współpracownikami zespołu parlamentarnego, których reprezentuje prof. Kazimierz Nowaczyk z Baltimore. Spotkało się to ze zdecydowaną odmową. Argumentem był brak dostępu do pełnych zapisów rejestratora parametrów lotu (FDR) przez kogokolwiek poza MAK, komisją Millera i prokuraturą (oraz powołanymi przez nią biegłymi). Jak stwierdził Piotr Lipiec, ktoś, kto opiera się tylko na wykresach z raportu MAK, nie może wiarygodnie opisać toru lotu . To jednak, jak podkreśla „ND” jest oczywistym nieporozumieniem. Nowaczyk nigdy nie powoływał się na te wykresy, które rzeczywiście z powodu dokładności nie nadają się do obliczeń. Jak przypomina „ND”, Komisja odczytywała czas i wysokość samolotu z rejestratorów, a potem dopasowywała uzyskane punkty do położenia geograficznego w oparciu o zarejestrowane przez FMS i TAWS współrzędne pobierane z odbiornika GPS. Nowaczyk korzystał jedynie z danych TAWS, w których także zapisano podstawowe parametry: wysokość, prędkość itd. Uzyskał mniejszą liczbę punktów, ale nie potrzebował korzystać z zapisów rejestratorów, które uważa za niewiarygodne.

Prof Marek Czachor z Politechniki Gdańskiej zaapelował o udostępnienie naukowcom zestawu danych FDR. Jego wypowiedź spotkała się jednak z powątpiewaniem. Członkowie komisji Millera przekonywali, że nie ma na świecie praktyki udostępniania takich danych, poza tym samolot był wojskowy, więc zapisy ma tylko wojsko.

– Wydaje mi się, że nie wykorzystano możliwości polskich naukowców, którzy mogliby przekonać, przynajmniej większość, co się stało w Smoleńsku. Pytam, kto jest w posiadaniu dokumentacji technicznej, dzięki której każdy mógłby sobie zrobić taki model jak prof. Binienda, poznać wszystkie momenty [bezwładności] itd. – podsumował dyskusję z prof. Olejnik WAT.

PiKa, cały tekst w Naszym Dzienniku
[Fot. KBWKLLP ]

Słowa kluczowe:

naukowcy

,

Wiesław Binienda

,

katastrofa

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook