Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Nasz Dziennik: List od gen. Błasika

22.05.2012

W dzisiejszym "Naszym Dzienniku" wzruszająca rozmowa z Katarzyną Madej wdową po por. pil. inż. Arkadiuszu Madeju, który zginął w katastrofie samolotu Su-22 w 2001 r. w Powidzu. Opowiada ona o wdzięczności, jaką żywi do gen Andrzeja Błasika i jego żony Ewy za wsparcie, którego jej udzielili.

Katarzyna Madej opisuje tragedię, jaką dla niej była katastrofa samolotu z jej mężem na pokładzie.

- Byłam pewna, że umrę, bo tego nie da się przeżyć, musiałam znosić rzeczy nie do zniesienia, ból rozpaczy był tak wielki, że śmierć byłaby ulgą. Przez długie miesiące wierzyłam, że umrę, że Arek nie pozwoli mi tak cierpieć i zabierze mnie ze sobą.

Na domiar złego, niedługo pogrzebie, na którym wojsko deklarowało wszelaką pomoc dla niej i syna - sieroty po oficerze WP, szybko o nich zapomniano.

- Przez lata nie otrzymałam od wojska żadnego wsparcia, nie było nawet odrobiny zainteresowania. Najbardziej bolało mnie, że nikt nie interesuje się moim synem, że nie ma dla niego symbolicznej paczki na święta, dofinansowania na wakacje czy jakiegokolwiek namacalnego dowodu, że ktoś ze strony wojska pamięta, że tu mieszka i rośnie syn oficera Wojska Polskiego, pilota, który zginął w służbie Ojczyźnie.

Z tym większym zdziwieniem i nadzieją odebrała w grudniu 2008 r. list od generała z zaproszeniem na spotkanie wigilijne w Dowództwie Sił Powietrznych.

- Moje wzruszenie było ogromne, bo po tylu latach zobaczyłam znowu ludzi w mundurach. Spotkało mnie tam bardzo ciepłe przyjęcie. Od razu podeszła do mnie Ewa, żona generała, i powiedziała: "Boże, ty jesteś wdową? Dziewczyno, myślałam, że jesteś czyjąś córką. Ty jesteś taka młoda, mów mi po imieniu".

Jak wspomina, generał Błasik był bardzo życzliwy i serdeczny. Wiedział, że pani Katarzyna ma syna, któremu przekazał prezent.

- Pamiętam, że w reklamówce z logo dowództwa synek dostał bombkę, maskotkę, słodycze. Gdy wróciłam do domu, powiedziałam do niego: "Syneczku, to jest od taty z pracy, od dowódcy". Moje dziecko było bardzo szczęśliwe, że dostało coś od taty z pracy, dla niego było to bardzo ważne. Nie rozstawał się z maskotką, którą dostał od generała. Powiedział: "Mamo, chcę podziękować temu dowódcy", i narysował dla generała laurkę.

Rok później generał poprosił, żeby wdowa przyjechała z synem.

- Nagle podszedł do niego gen. Błasik i powiedział: "Chodź, mały, zrobimy sobie zdjęcie". Zero jakichkolwiek barier, zero wywyższania się, dla syna było to niesamowite przeżycie.

Po katastrofie smoleńskiej mogła zrozumieć wielki dramat wdów, w tym Ewy Błasik.

- Doskonale zdawałam sobie sprawę, co czuje każda komórka jej ciała, jak boli ją taka tragedia.

Z bólem opisuje nagonkę na generała, którą zainicjowali Rosjanie.

- Było mi bardzo przykro słuchać informacji puszczonych w eter, że rzekomo gen. Błasik był w kabinie i wywierał presję. (...) Rosjanie na pewno chcieli zatuszować swój bałagan i celowo obciążyć polskiego generała, a nasze media bezmyślnie to rozdmuchały. Dlaczego teraz milczą, gdy powinny głośno trąbić o tym, że tak nie było?

Pani Katarzyna wierzy, że jednak przyjdzie czas, gdy ucichną złe emocje, a prawda wyjdzie na wierzch i honor zostanie im zwrócony, że bohaterowie będą bohaterami.

- Wierzę w to, że publicznie zostanie oczyszczony honor gen. Błasika, a jego zasługi docenione. To był człowiek honoru, wielkiego serca, ambitny i uczciwy - podkreśla.

- Jestem dumna, że go znałam, moje życie od momentu poznania Ewy i Andrzeja stało się dużo bogatsze. Wspólnie robili tak wiele dobrego dla innych - podsumowuje rozmowę Katarzyna Madej.

Greg/Nasz Dziennik
[fot. R. Sterna]
Słowa kluczowe:

Błasik

,

honor

,

wdowa

,

katastrofa

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook