Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Szewczak: Nacjonalizują za nasze pieniądze

09.07.2012

Z pewnością chodzi o ogromne pieniądze, samo PBG ma tych zobowiązań, kredytów, obligacji, niezapłaconych faktur na ok. 2-2,5 mld zł.

Na zielonej wyspie gruchnęła wieść, że obecna rządowa ekipa chce ratować wybrane spółki budowlane. W tym zwłaszcza zbankrutowane PBG, Hydrobudowę i dolnośląski DSS wspomagając je naszymi pieniędzmi. Za pieniądze polskich podatników ma mieć miejsce nacjonalizacja tych budowlanych bankrutów. Nie było pieniędzy, jak i chęci ratowania polskich stoczni, zadziwiające więc, że V-ce Premier W.Pawlak przy pełnym poparciu tzw. „liberałów” z PO zapałał chęcią uratowania wybranej części sektora budowlanego.  Po pięciu latach kompletnie wolnej amerykanki w budownictwie i drogownictwie, całkowitym bezhołowiu, braku właściwego nadzoru ze strony państwa, przekrętów, fuszerek i wreszcie zwykłego złodziejstwa władza się ocknęła i chce podać pomocną dłoń bankrutom. Oczywiście nie wszystkim  i bez głębszej analizy, tych mocno podejrzanych bankructw firm budowlanych, które budowały trzy stadiony, autostrady czy wreszcie gazoport.

Skąd te nagłe antyrynkowe nacjonalizacyjne uczucia rządzącej kasty? O co chodzi? Oczywiście o pieniądze. Pytanie tylko czyje ?  Gdzie więc rozpłynęły się te gigantyczne pieniądze? DSS wspomagane doradztwem nie tyle mózgu finansowego, co raczej „móżdżku” finansowego w osobie byłego premiera K.Marcinkiewicza również utraciła ogromne kwoty idące w setki milionów złotych. Dziennikarze śledczy informowali swego czasu, że pieniądze dolnośląskiej firmy – DSS, która   bez przetargu trafiła na budowę słynnego już odcinka C autostrady A-2 ponoć wywędrowały aż do Mongolii. CBA nie tak dawno złożyła zawiadomienie  do prokuratury, gdy idzie o budowę poznańskiego stadionu Lecha. PBG było również wykonawcą Stadionu Narodowego w Warszawie, który dopiero czeka na swoją całościową kontrolę. Mogą tu być prawdziwe sensacje.

Czyżby wiedza tych firm budujących autostrady i stadiony była aż tak niebezpieczna? Czyżby przysłowiowe „kwity” były aż tak obciążające? To może być tylko jeden   z powodów chęci ratowania źle zarządzanych firm, które zbankrutowały na własne życzenie. Drugim nie mniej ważnym powodem może być chęć uratowania  „umoczonych” gigantycznych pieniędzy banków, które ryzykownie i wielce nieroztropnie udzieliły całemu sektorowi budowlanemu i deweloperom kredytów na ponad 30 mld zł. Są w Polsce banki głównie zagraniczne, które same pojedynczo udzieliły kredytów tym branżom, rzędu od 5 do nawet  13 mld zł. Dziś te pieniądze w dużej części są stracone. Powstała wielka dziura w bilansach banków obecnych w Polsce i konieczność dokonania olbrzymich odpisów i tworzenia rezerw.

Gdy były zyski to były one oczywiście prywatne, gdy teraz są ogromne straty mają być one publiczne. Pokryć je mają polscy emeryci, przedsiębiorcy i podatnicy. Polski rząd ratując wybrane firmy z branży budowlanej, ratuje pieniądze zagranicznych banków i ich bilanse. Tak samo jak Niemcy i Francuzi ratując Grecję też ratowali banki tyle, że swoje. W pomyśle nacjonalizacji czyli ratowania PBG, Hydrobudowy, DSS za nasze pieniądze nie ma ani rynkowych reguł, ani racjonalności ekonomicznej i finansowej, a nawet zdrowego rozsądku. To czysta polityczna kalkulacja i szastanie publicznymi pieniędzmi. Nakłada się jeszcze na to, co najmniej podejrzane zachowanie kursów akcji na giełdzie warszawskiej tych budowlanych bankrutów. Najpierw notowania akcji tych spółek spadły o 90-kilka proc., by następnie zacząć systematycznie piąć się w górę, o nawet 30 proc. i to jeszcze przed upublicznieniem informacji, że rząd będzie ratował te spółki. Ktoś najwyraźniej wiedział, że warto skupować akcje niektórych bankrutów. Skok ceny akcji PBG   z 2 na ponad 9 zł już gwarantuje gigantyczny zarobek.

Oczywiście polski nadzór finansowy - KNF, czy władze giełdy nie widzą żadnego problemu. Choć podejrzenie o insider trading wydaje się być całkiem uzasadnione.  Przed podjęciem i ogłoszeniem decyzji o nacjonalizacji budowlanych wybrańców – bankrutów można było również zawiesić notowania akcji tych spółek. Sprawy ewidentnie brzydko pachną, fetorek robi się coraz większy. Minęło Euro-2012, skończył się jednomiesięczny „cywilizacyjny  skok”. Nadchodzi jesień bankrutów. Czy na kolejne bankructwa też będziemy musieli się zrzucać –my polscy podatnicy. A może przed wydaniem lekką ręką wielu miliardów publicznych pieniędzy należałoby rozliczyć sprawców tych bankructw i wyjaśnić ich przyczyny oraz to gdzie podziały się te ogromne pieniądze.
                                                                                       
Janusz Szewczak
                                                                                  
Główny Ekonomista SKOK

 

[fot. sxc.hu]

Warto poczytać

Facebook