Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Naciski w sprawie Czempińskiego

28.11.2011

W aferze korupcyjnej z udziałem Gromosława Czempińskiego prokuratorzy planowali areszt dla zatrzymanych. Jednym z powodów była poważna obawa matactwa. Zatrzymanych miało być w sumie siedem osób. Do Katowic przewieziono tylko pięć ponieważ dwie przebywają za granicą – dowiedziała się „Gazeta Polska Codziennie”.

W tle jednego z największych skandali korupcyjnych ostatnich lat, jest wielka polityka, naciski i frakcyjna, bezwzględna wojna w Platformie Obywatelskiej. Wśród podejrzanych o udział w aferze dotyczącej m.in. z prywatyzacji STOEN-u są ludzie powiązani zarówno z premierem Donaldem Tuskiem, jak Grzegorzem Schetyną i prezydentem Bronisławem Komorowskim; byli funkcjonariusze służb specjalnych i współpracownicy Mariusza Waltera w koncernie medialnym ITI.

Podejrzani za granicą

Funkcjonariusze, którzy zatrzymywali Gromosława Czempińskiego i pozostałych czterech podejrzanych w aferze korupcyjnej są wściekli. - Nie wszystkie dowody zostały przez prokuraturę zabezpieczone i z tego powodu dokonywaliśmy przeszukań. Nie wszyscy, którzy mieli mieć postawione zarzuty zostali zatrzymani. Mimo to nawet nie było wniosków do sądu o areszt. W ten sposób sędziowie nie mogli merytorycznie ocenić sprawy. Śledczy zastosowali jedynie poręczenie i zakaz opuszczania kraju. Następnego dnia podejrzani byli już na wolności – mówią rozżaleni funkcjonariusze.

Prokuratorzy nie wzięli też pod uwagę płynących ze służb alarmujących sygnałów, że co najmniej jeden z podejrzanych planował ucieczkę. W momencie zatrzymania mężczyzna był przebrany w kobiece ubranie. Prawdopodobnie szykował się do przekroczenia granicy – mówił tuż po akcji insp. Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy komendanta głównego policji. - Sprawę starano się wyciszyć. Już dzień później, kiedy media zaczynały pytać o przeciek, katowicka prokuratura zdementowała wersję Sokołowskiego – doświadczonego, wieloletniego funkcjonariusza KGP. - Mężczyzna ma szczupłą, pociągłą twarz i długie włosy. Ubrany w modny płaszcz mógł dla niezorientowanych policjantów wyglądać jak kobieta – powiedział Leszek Goławski, rzecznik PA w Katowicach.

Naciski z samej góry

Sprawę realizowali funkcjonariusze z CBA i CBŚ. - Wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z jedną z największych afer korupcyjnych, w którą na dodatek zamieszani są ludzie z „najwyższej półki” – dodają nasi rozmówcy.

Jak nam relacjonują, wszystko szło zgodnie z planem tylko do pewnego momentu. - Kilkanaście godzin po zatrzymaniu nagle ktoś „przestawił wajchę”. Zaczęto nas wypytywać, czy rzeczywiście były podstawy do zatrzymania, czy sprawa ma tak duży wymiar. Nieoczekiwanie nastawienie do tej sprawy zmieniło się o 180 stopni – poddano w wątpliwość nasze wieloletnie ustalenia i dokumenty bankowe z zagranicy. Coś, co w innej sprawie byłoby żelaznym dowodem, nie było nim w przypadku grupy Czempińskiego. W pewnym momencie usłyszeliśmy, że nie zastosowanie aresztu jest decyzją polityczną. To się w głowie nie mieści – mówią rozmawiający z nami funkcjonariusze.

Przypominają, że kilkanaście dni wcześniej do aresztu trafił Andrzej M., były podwładny Grzegorza Schetyny z MSWiA. Zatrzymano wówczas sześć osób. Prokuratura zarzuciła Andrzejowi M. m.in. przyjęcie 211 tys. zł łapówki. Warto zestawić tę kwotę z łapówką, która miał przyjąć Gromosław Czempiński – 1mln 400 tys. euro.

Zdaniem rozmówców "Gazety Polskiej Codziennie" Czempiński jest chroniony ze względu na polityczne powiązania i wiedzę, jaką ma ze względu na swoją pracę w służbach specjalnych PRL oraz III RP. Podobne polityczne powiązania mają pozostali podejrzani zatrzymani w aferze STOEN-u.

Rozmawiający z gazetą funkcjonariusze obawiają się, że obecna afera zakończy się tak, jak sprawa wiceministra skarbu w rządzie PO Andrzeja Parafianowicza. Przyjaciel Krzysztofa Bondaryka i Pawła Grasia miał mieć postawione poważne zarzuty korupcyjne, które ku zaskoczeniu oficerów prowadzących sprawę, w przeciągu jednego dnia uchyliła – nota bene - katowicka prokuratura.

Bezlitosna wojna

O tym, że sprawa ma podtekst polityczny mówią nie tylko komentatorzy, ale i funkcjonariusze, którzy – jak sami przyznają - „przekonali się o tym na własnej skórze”.

Od wyborów rozgrywa się bezlitosna wojna pomiędzy obozem premiera Donalda Tuska a Grzegorzem Schetyną, którego wspiera prezydent Bronisław Komorowski.

Pierwszy cios padł, kiedy aresztowano byłych pracowników MSWiA, zamieszanych we wspomnianą aferę związaną z przetargami na usługi informatyczne w czasie kiedy szefem ministerstwa był Grzegorz Schetyna. Kolejny pokaz sił Tuska nastąpił kilka dni później. Nagle, po wielu miesiącach marazmu ze strony rządu w sprawie katastrofy smoleńskiej, prokuratura wydała komunikat „Mogło dojść do niedopełnienia obowiązków w ekipie BOR podczas wizyty prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu”. W konsekwencji śledczy zaczynają badać bilingi funkcjonariuszy BOR oraz ich szefa, gen. Janickiego, który uchodzi za człowieka Schetyny. Co więcej, generalskie szlify przyznał mu Bronisław Komorowski dwa miesiące po katastrofie smoleńskiej.

Najświeższym, choć nie wiadomo czy ostatnim, akordem jest polecenie Tuska by aresztować grupę generała Czempińskiego. To jednak okazało się przesadną eskalacją siły.

Grupa Schetyny zażądała by zatrzymanych natychmiast wypuszczono z aresztu. Czym zagroziła? To może też tłumaczyć błyskawiczne przelanie poręczeń majątkowych za zatrzymanych. Ku zaskoczeniu prokuratury, czego nie ukrywa nawet w oficjalnych rozmowach, 6,5 mln zł kaucji wpłynęło grubo przed wyznaczonym czasem i jeszcze tego samego dnia wszyscy mężczyźni opuścili areszt. Jedyne czego im nie wolno, to wyjeżdżać za granicę.

Niezalezna.pl/"Gazeta Polska Codziennie"

[fot.PAP/Tomasz Gzell]

Warto poczytać

Facebook