Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Sprawdzą, czy to wrak ORP "Orzeł"

04.06.2013

W nocy, z portu wojennego w Gdyni wypłynął na Morze Północne okręt ratowniczy ORP „Lech” należący do Marynarki Wojennej. Jego załoga ma zbadać leżący u wybrzeży Wielkiej Brytanii wrak, który może być okrętem podwodnym ORP "Orzeł", zaginionym w maju 1940 r. Zatopiony okręt leży na dnie na głębokości 70 m.

– ORP „Lech” może być też wykorzystywany do prac podwodnych – wyjaśnia kmdr por. Bartosz Zajda, rzecznik Marynarki Wojennej. Między innymi dlatego właśnie ta jednostka została wyznaczona do zadania, które może przybliżyć nas do odkrycia jednej z największych zagadek drugiej wojny światowej.

Rozpoczynająca się właśnie ekspedycja jest już kolejną wyprawą w poszukiwaniu wraku zaginionego w 1940 r. polskiego okrętu podwodnego ORP "Orzeł". Poszukiwania prowadziły zarówno okręty Marynarki Wojennej, jak i ekspedycje cywilne. Dotychczasowe wyprawy kończyły się fiaskiem.

Jak poinformował zastępca rzecznika prasowego dowódcy Marynarki Wojennej kmdr ppor. Piotr Adamczak, dotarcie na miejsce zalegania wraku zajmie ORP "Lech" około trzech dni. Na pokładzie jednostki znajdą się m.in. nurkowie i hydrografowie Marynarki Wojennej, a także specjalistyczny sprzęt do prac i badań podwodnych.

Na miejscu hydrografowie wykonają szczegółowe badania sonarem, po czym pod wodę zejdzie specjalny pojazd, dzięki któremu specjaliści będą mogli jeszcze dokładniej przyjrzeć się wrakowi. Po tych działaniach pod wodę zejdą nurkowie.

- W 2012 r. Anglicy udostępnili naszym hydrografom swoją bazę danych dotyczącą wraków. Specjaliści wytypowali wśród nich jeden szczególnie wart zbadania: wrak ten leży w pobliżu trasy, którą pokonywał ORP 'Orzeł' w momencie zaginięcia, poza tym, wykonany przez Anglików sonarowy obraz wraku wskazywał, że zatopiona jednostka może być okrętem podwodnym i ma wielkość zbliżoną do ORP 'Orzeł' - mówi kmdr Adamczak.

Wstępnych "oględzin" wraku dokonał już w maju b.r. niszczyciel min ORP "Czajka". Wracając do Polski z misji przeciwminowej NATO na Atlantyku dotarł on na miejsce spoczynku wraku i załoga przeprowadziła oględziny przy wykorzystaniu pojazdu podwodnego, nie pozwoliły one jednak rozstrzygnąć, czy wrak to zaginiona polska jednostka.

ORP "Orzeł" został zbudowany w okresie międzywojennym, głównie dzięki składkom polskiego społeczeństwa, w jednej z holenderskich stoczni. Kosztował 8,2 mln zł. Wodowano go 15 stycznia 1938 roku. Był wówczas jedną z najnowocześniejszych jednostek na świecie. Wyposażony w 12 wyrzutni torpedowych, jedno podwójne działko przeciwlotnicze oraz podwójny przeciwlotniczy karabin maszynowy - ORP "Orzeł" zawinął do portu w Gdyni 10 lutego 1939 roku.

Na powierzchni wody jednostka mogła osiągnąć prędkość 20 węzłów na godzinę, pod wodą - 9 węzłów. Bez uzupełniania zbiorników paliwa mógł przepłynąć 7 tys. mil morskich (pod wodą - 100 mil). Maksymalnie okręt mógł zejść na 80 metrów pod wodę.

Rano 1 września 1939 roku "Orzeł" wypłynął na Bałtyk, by zabezpieczać polskie wybrzeże przed ewentualnym desantem niemieckim od strony morza. 15 września okręt zawinął do Tallina, by wysadzić chorego kapitana. Jednostka została internowana, zabrano z niej dziennik pokładowy, mapy i część uzbrojenia.

W nocy polscy marynarze porwali okręt z estońskiego portu i kierując się mapami narysowanymi z pamięci popłynęli w kierunku Anglii. Po czterdziestodniowym rejsie, ściganemu przez niemiecką flotę i bombardowanemu przez niemieckie samoloty okrętowi udało się wejść do bazy Rosyth na wybrzeżu Wielkiej Brytanii. Właśnie wówczas okręt zyskał status legendy.

"Orzeł" został przydzielony do Drugiej Flotylli Okrętów Podwodnych w Rosyth. Zimą okręt wychodził wielokrotnie na patrole i służbę konwojową. 8 kwietnia 1940 roku zatopił niemiecki transportowiec wojskowy "Rio de Janeiro", przewożący żołnierzy i sprzęt wojskowy, czym przyczynił się do zdemaskowania przygotowywanej przez Hitlera inwazji na Norwegię.

Wieczorem 23 maja 1940 roku załoga ORP "Orzeł" wypłynęła na swój kolejny patrol na Morze Północne. Z tej misji jednostka już nie wróciła. Do dziś nie wiadomo, jakie były losy jednostki. Historycy przypuszczają, że okręt mógł przypadkowo wpłynąć na pole minowe albo paść ofiarą omyłkowego ostrzału. Według jednej wersji miał go dokonać brytyjski bombowiec, według innej – holenderski okręt podwodny.


Greg/PAP/polska-zbrojna.pl
[fot. Wikipedia/domena publiczna]
CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook