Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Mordercy Przemyka bezkarni? Skandaliczna decyzja sądu

28.05.2013

Sąd wykluczył, by w sprawie doszło do nieprzedawniającej się zbrodni przeciw ludzkości.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia oddalił zażalenia na umorzenie w 2012 r. śledztwa przez IPN, złożone m.in. przez pokrzywdzonych: ojca Przemyka - Leopolda, jego przyjaciela i świadka bicia go przez milicję, potem zastraszanego przez SB - Cezarego F. oraz ówczesnego adwokata matki Przemyka mec. Macieja Bednarkiewicza.

IPN wnosił o utrzymanie decyzji o umorzeniu, które było wynikiem uznania w 2010 r. przez Sąd Najwyższy za przedawnione zbrodni komunistycznych zagrożonych karą do 5 lat więzienia. IPN uznał przy umorzeniu fakt przestępstwa 22 podejrzanych, w tym b. szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka oraz oficerów SB i MO.

Wyraźnie poruszony ojciec Przemyka po wyjściu z sali nie był w stanie wypowiadać się dla dziennikarzy.

Nie powiem, co czuję - oświadczył.

Mec. Bednarkiewicz powiedział, że prawdopodobnie sprawę Przemyka, jak i całego systemu PRL, osądzą już tylko historycy, a nie sędziowie.

Może jeszcze pozostaje Strasburg

- dodał.

12 maja 1983 r. Przemyk świętował maturę na pl. Zamkowym. Zatrzymany przez MO otrzymał m.in. kilkanaście ciosów w brzuch. Zmarł 14 maja w wyniku ciężkich urazów. Prokuratura wszczęła wprawdzie śledztwo, ale władze podjęły też bezprawne działania mające uchronić milicjantów przed karą, m.in. zastraszano F. i jego rodzinę.

W 1984 r., po reżyserowanym procesie, sąd uwolnił od zarzutu pobicia Przemyka milicjantów - Ireneusza K. (który go zatrzymał) i Arkadiusza Denkiewicza (dyżurnego komisariatu, który nawoływał do bicia, mówiąc: "Bijcie tak, żeby nie było śladów"). Na 2 i 2,5 roku więzienia za nieudzielenie pomocy pobitemu skazano - po wymuszeniu w śledztwie nieprawdziwych zeznań - dwóch sanitariuszy.

Sprawa wróciła po przełomie 1989 r. Denkiewicza skazano prawomocnie na 2 lata więzienia (nie odsiedział ani dnia, bo według psychiatrów na skutek wyroku doznał w psychice zmian uniemożliwiających odbycie kary). Po pięciu procesach sprawa K. została w 2009 r. prawomocnie umorzona z powodu przedawnienia.

W swym zażaleniu pełnomocnik ojca Przemyka mec. Andrzej Zalewski domagał się, by sąd nakazał IPN śledztwo wobec czynów, za które grozi do 10 lat więzienia. Według niego śledztwo można by prowadzić w kierunku bezprawnego uwięzienia sanitariuszy (których władze postanowiły obciążyć śmiercią

Przemyka) i psychicznego znęcania się nad nimi (jeden z nich targnął się w areszcie na życie). Zalewski w sądzie mówił, że w 11-letnim postępowaniu IPN ojca Przemyka nigdy formalnie nie powiadomiono, że ma status pokrzywdzonego.

Bednarkiewicz twierdził, że IPN powinien rozważyć zmianę kwalifikacji prawnej czynu na współsprawstwo śmiertelnego pobicia (grozi za to do 10 lat więzienia).

IPN analizował sprawę tak, jakby stanu wojennego w ogóle nie było, a dawał on przecież poczucie bezkarności funkcjonariuszom

- dodał.

F. powiedział sądowi, że z zemsty za swe zeznania ws. Przemyka był wraz z rodziną latami prześladowany przez SB, co uznał za zbrodnię przeciw ludzkości.

Prok. IPN Marcin Gołębiewicz wnosił, by sąd utrzymał umorzenie. Mówił, że w umorzeniu opisano cały zbrodniczy mechanizm matactw władz. Dodał, że IPN nie udało się potwierdzić, by zatrzymanie Przemyka było wcześniej planowane. Podkreślił, że ci pokrzywdzeni, którzy tego chcieli (np. sanitariusze) na bieżąco dostawali z IPN informacje o śledztwie.

W uzasadnieniu decyzji sędzia Anna Kwiatkowska podkreśliła, że IPN sumiennie zgromadził pełny materiał dowodowy i słusznie ocenił, że doszło do przedawnienia przestępstw utrudniania tamtego śledztwa. Sędzia dodała, że - zgodnie z uchwałą SN - czyny te przedawniły się 1 stycznia 1995 r., a więc dwa lata przed wszczęciem śledztwa w 1997 r. w tej sprawie przez prokuraturę (potem śledztwo przejął IPN, który prowadzi postępowania nie tylko po to by kogoś oskarżyć, ale także po to by ustalić pokrzywdzonych i stan faktyczny danej sprawy).

Sąd uznał za niezasadne tezy pokrzywdzonych, że można by brać pod uwagę inne zarzuty, niż te związane z utrudnianiem śledztwa z lat 80. Sędzia dodała, że nie może być mowy o pomocnictwie przy pobiciu Przemyka, bo wyklucza to zakres śledztwa IPN, ani doprowadzenia do próby samobójczej sanitariusza. Według sądu, trzeba byłoby wykazać, że esbecy mogli przewidzieć taki skutek swych działań, a przecież - jak mówiła sędzia - sanitariusz był potrzebny SB, by zeznawał na procesie w 1984 r.

Za równie niezasadne sąd uznał argumenty pokrzywdzonych, by rozważyć, że przy matactwach doszło do zbrodni przeciw ludzkości (których karalność nie jest przedawniona).

Nie kwestionując popełnienia przez podejrzanych zbrodni komunistycznych, należy uznać, że nie wypełniły one znamion zbrodni przeciw ludzkości

- powiedziała sędzia.

Podkreśliła, że warunkiem tych zbrodni jest "działanie na wielką skalę i na tle politycznym". Dodała, że według IPN brak jest podstaw do uznania, że było to motywowane politycznie, bo "kierownictwo państwa dopuszczało, że sprawcami są milicjanci", a w sprawie było tylko kilkoro pokrzywdzonych.

Sąd ocenił, że fakt, iż Leopold Przemyk nie dostał formalnego zawiadomienia z IPN o swych prawach jako osoba pokrzywdzona, nie może powodować uchylenia umorzenia.

Europejski Trybunał Praw Człowieka ma zbadać, czy polskie sądy należycie wyjaśniły okoliczności śmierci Przemyka. Skargę do Strasburga wniósł już wcześniej Leopold Przemyk.

Słowa kluczowe:

MO

,

zbrodnia

,

śmierć

,

PRL

,

Przemyk

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook