Jedynie prawda jest ciekawa

Minister MEN przywitała dzieci z Ukrainy w szkole

07.12.2015

Minister edukacji Anna Zalewska dodawała otuchy dzieciom z Mariupola i Donbasu, które w poniedziałek po raz pierwszy poszły do polskich szkół. Szefowa MEN nie tylko oceniła, że uczniowie z Ukrainy poradzą sobie w nowych warunkach.

Dwadzieścioro dzieci ewakuowanych pod koniec listopada z Mariupola i Donbasu poszło w poniedziałek po raz pierwszy do polskich szkół.
Minister towarzyszyła dzieciom w poniedziałek rano w pierwszej drodze do szkoły. Do podstawówki i gimnazjum w Stawigudzie Anna Zalewska przyjechała razem z dziećmi autobusem z ośrodka w Rybakach, gdzie od dwóch tygodni mieszkają Polacy sprowadzeni ze wschodniej Ukrainy. "Jeden (z uczniów) był smutny, ale przez drogę porozmawialiśmy i już w porządku" - mówiła szefowa MEN po wyjściu z autobusu.

Zalewska powiedziała dziennikarzom, że dzieci trochę się denerwują, ale i tak mniej niż ich rodzice. Jak oceniła, poradzą sobie w polskich szkołach. Każdym z nowych kolegów ma zaopiekować się jeden z miejscowych uczniów.

"Ja jestem tutaj, bo słyszałam, że dzieci mają swoich małych opiekunów i chciałam właśnie tym opiekunom podziękować. Powiedzieć, jak ważni są dla nas i dla tych dzieci" - podkreśliła.

Podczas briefingu prasowego po tym spotkaniu Zalewska powiedziała, że przyjechała, żeby sprawdzić osobiście jak funkcjonuje program adaptacyjny i towarzyszyć uczniom w tym ważnym dniu.

Jak podkreśliła, wizyta była tak zorganizowana, żeby nie zaburzać przebiegu lekcji a jednocześnie odbyć "bardzo szczerą rozmowę z rodzicami". Dodała, że rodzice w rozmowach z nią m.in. szukali rozwiązań w indywidualnych sprawach dotyczących wejścia do systemu oświaty starszych dzieci, tych które są w szkołach średnich lub na studiach.

Minister powiedziała, że po tej wizycie jest dobrej myśli. W jej ocenie, gmina i szkoły, które odwiedziła, są dobrze przygotowane do przyjęcia tych uczniów. Mają też doświadczenia związane z pobytem pierwszej grupy uchodźców, która przyjechała do Polski w styczniu tego roku.

Zalewska oceniła, że nie jest to ostatnia grupa osób polskiego pochodzenia sprowadzonych do kraju. Jej zdaniem będzie to stały program, a doświadczenia gminy Stawiguda zostaną wykorzystane przy przy tworzeniu projektów ustaw dotyczących repatriacji. Szefowa MEN zaznaczyła, że podczas wizyty w szkołach zależało jej nie tylko na emocjach dzieci i rodziców sprowadzonych z Ukrainy, którzy "chcą pokochać Polskę jako swój kraj", ale także na miejscowych uczniach. Zapewniła, że była dumna, gdy dowiedziała się, że każdy z przybyszów będzie miał w klasie "swojego anioła", czyli koleżankę lub kolegę, którzy są odpowiedzialni za to, żeby
czuł się dobrze i bezpiecznie.

Większość rodziców uczniów z Ukrainy przyznawała, że ich dzieci obawiają się trochę bariery językowej i tego, czy zrozumieją swoich nowych nauczycieli. Dlatego - jak mówili - liczą na pomoc ze strony miejscowych uczniów.

Nie wszystkie dzieci miały tremę przed pierwszą lekcją. "Wiem, że wszystko będzie dobrze" - zapewniła Zofia Skaskiewicz, która rozpoczęła naukę w drugiej klasie gimnazjum. Jak podkreśliła nowa szkoła jest inna niż ta, do której uczęszczała na Ukrainie. "Tutaj nauczyciele są bliżej uczniów" - zauważyła.

Dzieciom repatriantów szkoły zapewnią dodatkowe dwie godziny polskiego w tygodniu. W razie potrzeby uczniowie będą mogli korzystać z zajęć wyrównawczych. Zostaną również objęci opieką poradni psychologiczno-pedagogicznej.

W ośrodkach w Rybakach i Łańsku na Warmii mieszka obecnie ok. 180 osób polskiego pochodzenia, które objęto programem adaptacyjnym przygotowującym do osiedlenia się w Polsce. Przez pół roku zapewniono im miejsca w ośrodkach i całodzienne wyżywienie. W tym czasie mają się zaaklimatyzować, załatwić
formalności związane ze stałym pobytem, nauczyć języka i usamodzielnić.

To już druga grupa uchodźców sprowadzonych przez polski rząd ze wschodniej Ukrainy z powodu trwającego tam konfliktu z prorosyjskimi separatystami. Ci, którzy przyjechali w styczniu, znaleźli mieszkania i pracę, dzięki wsparciu samorządów i osób prywatnych z całego kraju. Starający się o przyjazd, musieli udokumentować polskie pochodzenie; co najmniej jedna osoba w rodzinie musiała legitymować się Kartą Polaka.

PAP/mmil

[Fot. PAP/Tomasz Waszczuk]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook