Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Miller kandyduje na szefa SLD

08.12.2011

Szef klubu SLD Leszek Miller poinformował, że na sobotniej konwencji krajowej partii będzie się ubiegał o funkcję szefa Sojuszu. Na zjeździe rezygnację złożyć ma dotychczasowy przewodniczący ugrupowania, Grzegorz Napieralski.

Uczynię to, bo nie zgadzam się na marginalizację, czy likwidację tej partii, na zaprzepaszczenie dorobku milionów wyborców i sympatyków lewicy.

Uważam, że najwyższy czas, aby zakończyć okres lęków i powyborczej bierności. Trzeba wziąć się do pracy i znowu mierzyć w najważniejsze cele. Trzeba udowodnić, że budujemy partię, która może być poważnym partnerem w dyskusjach z rządem i opozycją - partię, która zajmuje się Polską, a nie wewnętrznymi wojenkami i sporami - mówił Miller podczas konferencji prasowej.


To nie jest niespodzianka. O kandydowaniu Millera mówił się od tygodni a nawet miesięcy, a jego zaprzeczenia słusznie oceniano jako rodzaj gry z opinią publiczną. Zwłaszcza, że gdy Miller startował na szefa klubu SLD, to też zaprzeczał do ostatniej chwili.

Miller ma kilka atutów. Przede wszystkim kojarzy się działaczom z czasami świetności, z potęgą postkomunistów. Dla partii, która zdobyła fatalny wynik w wyborach, niemal codziennie traci działaczy i ma na plecach agresywnego, dynamicznego Palikota choć wspomnienie wielkości to już dużo. Oczywiście, działacze mniej chętnie pamiętają, że Miller doprowadził SLD nie tylko do wielkości, ale i do upadku.

W oczach działaczy Miller ma jeszcze jeden atut: jest SLD-owskim patriotą, nie myślał i nie myśli o przejściu do obozu Palikota, nie wstydzi się swojej partii. To już dużo. Bo ci wszyscy, którzy - tak jak Ryszard Kalisz - mówią działaczom, że powinni roztopić się w Ruchu Palikota, mówią im de facto, by pożegnali się z marzeniami o politycznym znaczeniu. No i pamiętajmy, że propozycja "zjednoczenia" z Palikotem kryje w sobie także sporą dawkę upokorzenia.

Czy Miller spełni pokładane w nim nadzieje SLD-owskiego aparatu? Łatwo nie będzie. To jednak polityk z innej epoki - tej, która umarła wraz z aferą Rywina. Jego ponowny awans na lidera przypomina praktykowane w mediach publicznych wyciąganie dawnych, postkomunistycznych "gwiazd" dziennikarskich, sprzed 10 czy 15 lat. Niby gwiazdy wiele się nie zmieniły, niby publiczność podobna, ale jednak... czuć naftaliną, czuć, że to nie chwyta. Z Millerem może być podobnie. Zwłaszcza, że dawny elektorat wielkiego SLD jest już w obozie Platformy. A przecież, skoro można popierać partię postsolidarnościową dryfującą w lewo, to po co popierać postkomunistów z tak nieładną przeszłością?

Ale Miller z pewnością zawalczy na poważnie. Ma rację Józef Oleksy, gdy tak komplementuje byłego premiera:

Jest charakterologicznie odporny i silny, czyli nie ulega emocjom, które by wywoływała jakaś chwilowa sytuacja. Jest po prostu twardzielem, co na dzisiejszej scenie politycznej jest rzeczą niekoniecznie niekorzystną.

Pytanie, do czego Miller tę twardość wykorzysta. Bo to nie tylko "twardziel", ale i realista. Trudno więc liczyć, że zechce przeciwstawić się potężnej Platformie - co jednak próbował robić Napieralski.

Dziś stosunek do dominacji Platformy jest może nawet ważniejszy niż podział lewica - prawica. Bo przecież obóz władzy można popierać z wielu pozycji - lewicowej, centrowej, prawicowej, katolickiej. Można więc i popierać z pozycji postkomunistycznej.

Jacek Karnowski

[Fot. PAP/Paweł Kula]

Słowa kluczowe:

Leszek Miller

,

SLD

Warto poczytać

Facebook