Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

W salonce prezydenckiej nastąpił wybuch!

10.04.2014

Najważniejszym ustaleniem raportu są wyniki analizy zdjęć pokazujące jak doszło do wybuchu salonki.

Tu-154M rozpadł się w powietrzu - to jedna tez zaprezentowanych na posiedzeniu zespołu parlamentarnego badającego katastrofę smoleńską. Świadczy o tym układ szczątków salonki rozrzuconych na obszarze o promieniu 30-50 metrów i ich stan, m.in. nadpalenia od wewnątrz.

W raporcie znajduje się też m.in. relacja kilkudziesięciu osób opisujących ostatnie chwile przed katastrofą. Tezę o rozpadzie samolotu nad ziemią mają potwierdzać prezentowane w dokumencie wyniki badań polskich archeologów, zgodnie z którymi pod Smoleńskiem znaleziono ponad sześćdziesiąt tysięcy szczątków maszyny, często o powierzchni kilku centymetrów kwadratowych.

Ustaleniom raportu pt. "Cztery lata po Smoleńsku. Jak zginął prezydent RP" poświęcone jest czwartkowe posiedzenie zespołu.

"Smoleńsk to gorzej niż zbrodnia" - powiedział szef zespołu Antoni Macierewicz (PiS) na początku posiedzenia. "Nie zdarzyło się dotąd w historii świata, by jakikolwiek rząd i prokuratura włożyły tyle wysiłku, żeby nie dojść do prawdy" - dodał.  Zaznaczył, że wiele wysiłku włożyły też media, by atakować rodziny ofiar, a także tych, "którzy chcą dojść do prawdy".

"Zbrodnia smoleńska woła o prawdę do nieba, bez względu, jakich słów użyjemy" - dodał.

Poinformował, że materiał dowodowy zebrany przez zespół w piątek zostanie przekazany prokuraturze.

Pełnomocnik części rodzin ofiar mec. Piotr Pszczółkowski mówił m.in. o stanie postępowań dot. katastrofy smoleńskiej.  Podkreślił, że śledztwo, które prowadzi Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, mimo starań rodzin nie dało na razie odpowiedzi na podstawowe pytanie: jak doszło do katastrofy. Jak ocenił, działania prokuratury były często dezinformacją, która dzieliła społeczeństwo.

Według Pszczółkowskiego kwestia badania materiałów wybuchowych nie jest definitywnie zamknięta. Ocenił, że opinia Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego jest "niepewna" i musi być uzupełniona. Mówił o braku informacji dotyczących sprzętu wykrywającego materiały wybuchowe, a także błędnej - jego zdaniem - metodologii badań. Zapowiedział, że pełnomocnicy rodzin będą wnosić o uzupełnienie opinii.

Zwrócił uwagę, że nie są zamknięte wątki dot. fałszowania rejestratorów lotów, a także uderzenia samolotu skrzydłem w brzozę. Pszczółkowski mówił też, że polscy prokuratorzy nie byli przy oględzinach zwłok, przy pobieraniu próbek i oględzinach miejsca katastrofy w Smoleńsku. Podkreślił, że oryginały rejestratorów i wrak są konieczne, by zakończyć w wiarygodny sposób wyjaśnianie katastrofy.

Ewa Błasik, wdowa po gen. Andrzeju Błasiku, mówiła m.in. o tych, którzy "obrażają polskich lotników". Oceniła, że nadszedł czas, aby zwierzchnik sił zbrojnych, prezydent Bronisław Komorowski zwrócił honor jej mężowi i zabrał głos w jego obronie.

We wstępie 200-stronicowego raportu Macierewicz pisze, że po czterech latach od katastrofy przedstawiciele administracji rządu "i powolnej mu prokuratury" wciąż nie chcą uczciwie zbadać, jak zginęła elita państwa polskiego. Zarzuca premierowi Donaldowi Tuskowi, że już 10 kwietnia 2010 r. miał "unikatową wiedzę" od rosyjskich władz o przebiegu katastrofy, którą nie podzielił się z prokuraturą.

"Tusk milczał godząc się na oszustwa, Sikorski kłamał aktywnie wspierając Putina w jego ataku na polskich pilotów i na Polskę" - stwierdził szef zespołu.

Macierewicz podkreśla, że najważniejszym ustaleniem raportu są wyniki analizy zdjęć szczątków Tu-154M, "które pokazują jak doszło do wybuchu i zniszczenia salonki prezydenckiej". Szef zespołu napisał, że salonka została rozerwana nad ziemią, a jej fragmenty znaleziono na obszarze o promieniu 30-50 metrów.

W rozdziale zatytułowanym "Jak zginął Prezydent RP: corpus delicti pod nogami D. Tuska" znajduje się kilkadziesiąt zdjęć. Jedno z nich przedstawia - według autorów raportu - "rozbitą i okopconą szybę okna prezydenckiej toalety". Jak zaznaczają, jest widoczna "rozerwana i nadpalona tapicerka wewnętrzna" oraz "wydmuchnięte ocieplenie i konstrukcja burty". Na innych fotografiach widać m.in. "widok fragmentu prawej burty od strony wewnętrznej", "wyrwane drzwi salonki prezydenckiej", a także rozerwane otwory: drzwiowy i okienny, które - jak czytamy w opisie - są "wywinięte na zewnątrz i do góry poszycia". W raporcie znajduje się też zdjęcie z opisem "wyrwany, rozerwany i nadtopiony panel wewnętrznej tapicerki kadłuba Tu-154M".

Autorzy przekonują, że "oba uzupełniające się fragmenty obramowania okna salonki prezydenckiej zostały zlokalizowane w odległości 28 metrów od siebie, w kierunku prostopadłym do kierunku przemieszczania się Tu-154M". "Takie wzajemne położenie jednoznacznie wskazuje na eksplozyjny charakter przemieszczenia się ich na miejscu zdarzenia" - czytamy.

Jeden z rozdziałów raportu to zebrane relacje 46 świadków opisujących eksplozję Tu-154M. "Usłyszałem dźwięk silnika jakiegoś samolotu, następnie przytłumiony huk, niejako trzask. W tym też momencie dostrzegłem ciemniejszy punkt we mgle, jakby dym, po czym w mgnieniu oka pojawiła się tam kula ognia, która zapadła się do środka i zniknęła" - to świadectwo mieszkańca bloku naprzeciwko radiolatarni.

Przytoczono też słowa innego ze świadków, który stał w pobliżu garaży Anatolij Żujew. "Niczego nie było widać, ani samolotu, ani nic, a dźwięk samolotu taki równy, piękny, miękki. Odszedłem, żeby popatrzeć, a jego nie widać, a ryk słychać. I potem motory jak nie rykną, ile w nich mocy i jak się nie zerwał, jak tylko był w stanie. I poleciał tak migiem - furt, przemknął. I taki wybuch był jak żółtko, żółtko jajka. Okrągłe i nic więcej" - relacjonował.

Wśród świadków jest też załoga Jaka-40, który wylądował wcześniej na lotnisku. "Czekaliśmy na wylądowanie Tupolewa. Słyszeliśmy, jak się zbliża. W pewnym momencie był jeden huk, za chwilę drugi huk, po czym cisza" - powiedziała stewardesa Agnieszka Żulińska. Z kolei technik Remigiusz Muś wspominał: "Po kilku minutach usłyszeliśmy charakterystyczne gwiżdżące brzmienie silników Tupolewa, typowe dla zmniejszanych obrotów przy zniżaniu. Nagle obroty wzrosły do maksymalnych. Po dwóch sekundach uderzenie i trzy wybuchy i krótko trwający dźwięk zatrzymującego się jednego silnika, a potem już cisza".

W raporcie znajduje się też opracowanie duńskiego inżyniera Glenna Joergensena, który przekonuje na podstawie aerodynamicznej analizy przebiegu wydarzeń ostatnich sekund lotu, że teza o wykonaniu przez samolot beczki jest fałszywa. "Samolot przeleciał nad brzozą na wysokości ponad 30 metrów, a poza tym oderwanie nawet 4-6 metrowego fragmentu skrzydła nie mogło być przyczyną takiej katastrofy" - czytamy w raporcie.

Z kolei nawigatorzy Kazimierza Grono i Wiesław Chrzanowski stwierdzają, że przyczyną tragedii były błędy i świadome działania rosyjskich nawigatorów, a nie postępowanie polskich pilotów. "Przyczyną zejścia samolotu Tu-154M poniżej ścieżki zniżania oraz odchylenie od głównego kierunku lądowania była zła praca nawigatorów KSL (kierownik systemu lądowania -PAP), którzy pod wpływem osób trzecich wybrali zły system sprowadzania samolotu, a następnie podawali polskim pilotom fałszywe informacje" - czytamy w raporcie.

Pozostałe rozdziały są poświęcone m.in. analizie zniszczenia wybranych fragmentów lewego skrzydła oraz obecności funkcjonariuszy SPECNAZU na miejscu katastrofy. Jak czytamy w raporcie, pierwsze relacje mówią o pojawieniu się funkcjonariuszy o godzinie 10:23.

PAP,kl

[fot.PAP/Jakub Kamiński]
CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook