Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Macierewicz: Rządowi eksperci świadomie szkodzą śledztwu

16.10.2013

Rządowi eksperci Macieja Laska podczas konferencji prasowej oskarżyli zespół Antoniego Macierewicza o fałszowanie zdjęć. „Oni się nie mylą – świadomie działają na rzecz niewykrycia prawdy o katastrofie smoleńskiej” - odpowiedział przewodniczący parlamentarnego zespołu.

Antoni Macierewicz w odpowiedzi na konferencję prasową zespołu Macieja Laska, na której przedstawiono niepublikowane wcześniej zdjęcia wykonywane od 11 kwietnia 2010 r. na miejscu katastrofy w Smoleńsku, zwrócił uwagę na zadziwiający fakt odnalezienia się tych fotografii po 3,5 latach od tragedii:

„Bardzo się z tego cieszymy, że te zdjęcia zostały opublikowane. Ale wydaje się, że prawo powinno być respektowane. Ta sprawa ujawnia, w jaki sposób, poza prawem, wyłącznie w celu propagandowym współdziałały niejawnie różnorodne organy państwowe na skutek politycznej decyzji Donalda Tuska dla walki z zespołem parlamentarnym i z dążeniem do prawdy i z odkrywaniem prawdziwych przyczyn tragedii smoleńskiej.

Mamy do czynienia ze złamaniem prawa tylko po to, by zakulisowo wprowadzić pewien materiał mający udowodnić tezę Donalda Tuska i uniemożliwić jednocześnie korzystanie z tego materiału innym osobom”. - mówił Macierewicz.

Szef zespołu parlamentarnego podkreślił istotniejszą – jego zdaniem – kwestię, która pojawiła się na konferencji zespołu Laska:

„Dowiedzieliśmy się, że tak naprawdę to w ogóle w raportach nie publikuje się zdjęć. W raporcie pana Millera jest kilkadziesiąt zdjęć. Maja one pewną cechę charakterystyczną – mianowicie to są zdjęcia fotoamatora Amielina – rosyjskiego fotoamatora, który je zrobił co najmniej trzy dni po katastrofie, który nie był na miejsc zaraz po katastrofie, nie robił ich w sposób urzędowy, nie wiemy z jakiej perspektywy, z jaką przesłoną, jakim aparatem itd. Nie wiemy o nim nic poza plotkami. Ale wiemy na pewno, że nie są to żadne zdjęcia urzędowe, a wzięto je do polskiego urzędowego raportu”.

Chodzi o fotografie wykonane przez Siergieja Amielina, człowieka mającego dobre umocowanie w rosyjskich służbach specjalnych, który rzeczywiście na miejscu katastrofy pojawił się – jak tłumaczy w swojej książce – dopiero trzy dni po rozbiciu się polskiego samolotu, bo wcześniej… nie przyszło mu to do głowy. Dodajmy, że na stałe mieszka w Smoleńsku i w dniu dramatu był w mieście. Dlaczego jego zdjęcia znalazły się w polskim raporcie? Antoni Macierewicz przypomniał: „Pan Miller pytany o to, powiedział, że wzięliśmy zdjęcia Amielina, bo „były lepsze”.

To jak mogło się tak stać, że wzięto „lepsze” zdjęcia Amelina niewiadomego pochodzenia (i bez wiedzy samego Amielina), a posiadano 1500 znakomitej jakości zdjęć, które zrobiła komisja Millera i teraz je publikuje. Czy nie warto byłoby się pochylić nad tym dziwacznym procederem? Kto zrobił te zdjęcia, które dziś są nam pokazywane?

W raporcie Millera nie ma żadnego protokołu oględzin miejsca zdarzenia czy dotyczącego tych zdjęć. Mamy do czynienia z materiałem urzędowym, który ma pierwszorzędne znaczenie w procesie dowodowym. Jeśli zamieszcza się w nim materiał dowodowy, to musimy wiedzieć, kto je zrobił, kiedy itd.” - mówił przewodniczący zespołu parlamentarnego.

Macierewicz analizował też zbliżenia zdjęć urwanego skrzydła TU-154M i wskazywał na niewyjaśnione kwestie przez zespół Laska:

„Zapytałem – co to jest – te czarne powierzchnie –pan Lasek nie potrafi powiedzieć, skąd te osmolone krawędzie się wzięły? Ten kolor (zielony) w jakiś sposób szczególny w procesie destrukcji uzyskał kolor czarny bądź ciemnobrązowy. Uderzenie w brzozę spowodowało, że one się tak przebarwiły?

Pytam pana Laska, pana Donalda Tuska, pana Millera: co to jest? Dlaczego wewnętrzne poszycie w przełamaniu skrzydła zawiera ciemne, idące do czarnych przebarwienia? Jaka jest przyczyna tego zjawiska? Jeszcze żadne uderzenie w żadną brzozę na świecie nie spowodowało takich zmian”. Podsumowując szef zespołu parlamentarnego powiedział o zespole Laska:

„Oni się nie mylą – świadomie działają na rzecz niewykrycia prawdy o tragedii smoleńskiej”. Przypomnijmy więc co mówił Maciej Lasek wraz z rządowymi ekspertami podczas konferencji prasowej zorganizowanej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów:

„Przypominam, że raport komisji Millera jest bardziej obszerny i wskazuje na błędy popełnione przez stronę rosyjską. Badanie tej katastrofy zostało zakończone, a jest prowadzone postępowanie prokuratorskie. (...) Naszym zadaniem jest wyjaśnianie przyczyn katastrofy na bazie raportów. Nie jest naszym zadaniem ponowne wyjaśnianie przyczyn”

Trzech członków zespołu kierowanego przez Laska po raz kolejny wyjaśniało przyczyny katastrofy smoleńskiej oraz broniło tez zawartych w raportach MAK i komisji Millera. Co ciekawe, Lasek przedstawił kilka niepublikowanych dotąd zdjęć.

„Jak państwu wielokrotnie przedstawialiśmy, samolot uległ katastrofie z powodu spóźnionego odejścia na drugi krąg, zderzył się z przeszkodami, w tym z brzozą, po czym nastąpiło oderwanie fragmentu lewego skrzydła. To oryginalne zdjęcia z miejsca wypadku zrobionych przez członków komisji” - mówił Lasek.

Członkowie zespołu mówili, że hipoteza niektórych naukowców dotycząca potencjalnego wybuchu jest nieuprawniona:

„W zbiorniku paliwa znajdowało się ponad 420 kg paliwa w momencie zderzenia z brzozą. Jakakolwiek eksplozja materiałów wybuchowych nastąpiłaby natychmiastowy zapłon, nic takiego nie miało miejsca” - ocenił Lasek.

W trakcie konferencji wielokrotnie zwracano uwagę na konkretne fragmenty zdjęć, które zostały zaprezentowane:

„Proszę zwrócić uwagę na moment przerwania skrzydła. Jest to wynik rozerwania w wyniku zderzenia z masywnym elementem po przekroczeniu naprężeń krytycznych to pokrycie zostało rozerwane. Proszę też wrócić uwagę na przewody, które są w przedniej części skrzydła – izolacja na tych przewodach nie nosi znamion nadpaleń i nadtopień” - tłumaczyli.

Lasek przekonywał też, że niemożliwe jest, by fragmenty samolotu, które znalazły się w brzozie, mogły tam trafić z powodu odłamków wybuchu:

„Samolot zderzył się z brzozą, w wyniku czego doszło do oderwania końcówki i skrzydła. Niekiedy w przestrzeni publicznej spotykamy się z informacją, tezami, które sugerują, że ten samolot uległ wybuchowi, na dowód czego niektórzy lansujący teorie alternatywne posługują się informacją, że cały rejon brzozy był usłany szczątkami samolotu” - stwierdził przewodniczący PKBWLL.

Lasek krytykował również postawę naukowców zgromadzonych przy zespole parlamentarnym: „Członkowie zespołu parlamentarnego nie byli w Smoleńsku, nie badali rejestratorów, wraku, a posługują się komputerowo zmienionymi zdjęciami na poparcie swoich tez” - przekonywał Lasek, tłumacząc, że niektóre fragmenty zdjęć pojawił się w sposób „magiczny”.

Inny z ekspertów rządowego zespołu tłumaczył wątpliwości związane z rozrzuceniem szczątków: „Chcielibyśmy zwrócić uwagę na 2 przypadki związane z historycznymi przypadkami: pierwszy to katastrofa z 1970 roku, to był samolot DC9, a katastrofa wydarzyła się w USA. Raport stwierdza, że przyczyną było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania. (…) Drugim przypadkiem katastrofa w Libii w kilka miesięcy po Smoleńsku” - mówił Edward Łojek.

Lasek krytykował też postawę prof. Biniendy:

„Żaden eksperyment laboratoryjny tego nie zmieni. To nie jest badanie wypadków, a próba odwzorowania rzeczywistości. Natomiast to próba zawsze bardziej lub mniej udana. Podsumowując, w odległości 919 metrów przed progiem pasa rosła grupa drzew, która została złamana na wysokości 4 metrów. Odległość między tą grupą drzew a brzozą, wynosi 64 metry. Te drzewa są jeszcze przed brzozą, zostały złamane przez przelatujący samolot. To nie brzoza była za wysoko, to samolot leciał zbyt nisko” - ocenił.

Jednym z problemów, które poruszyli dziennikarze, była kwestia otrzymania zdjęć, które na swoim profilu na Twitterze udostępniał o. Mądel. Lasek przekonywał, że zdjęcia otrzymał z prokuratury "w ramach współpracy". Jak więc otrzymał je o. Mądel?

„Dwóch zdjęć się nie wypieramy, które były na tym portalu co do innych - nie wiem,nie będę się wypowiadał” - mówił Lasek, przyznając, że sam zdjęcia otrzymał na przełomie sierpnia i września. Duchowny opublikował je w tym samym czasie.

Członkowie zespołu zapewnili po raz kolejny, że niebawem ruszy ich strona internetowa.

Obecni na konferencji dziennikarze pytali także o możliwość debaty naukowej z ekspertami zespołu parlamentarnego. Lasek odpowiadał: „Wielokrotnie odpowiadaliśmy, że miejsce ekspertów nie jest wśród polityków, ale wśród fachowców z danej dziedziny. Takim miejscem jest zaproponowana idea konferencji przez prof. Kleibera, w takiej konferencji na pewno weźmiemy udział, w dzisiejszej – z uwagi na polityczny charakter – nie będziemy brali udziału” - mówił.

Zainteresował Cię artykuł? Dołącz do nas na Facebooku!

WP, znp, lw, lz

[fot: PAP/Leszek Szymanski]


Warto poczytać

Facebook