Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Laurka zamiast faktów

01.02.2013

Autorzy filmu "Śmierć prezydenta" zwyczajnie się ośmieszyli - uważa Grzegorz Januszko, ojciec stewardessy, najmłodszej ofiary katastrofy smoleńskiej.

"DokumentNational Geographic jest nieprawdopodobnie jednostronny, miałki intelektualnie i powierzchowny – mówi Grzegorz Januszko, ojciec stewardessy, najmłodszej ofiary katastrofy smoleńskiej w rozmowie z "Naszym Dziennikiem".

Zdaniem Januszki National Geographic jest dziś bardziej kanałem popularnym niż naukowym. Jak zauważa, w produkcji "Śmierć prezydenta" nawet wstęp dotyczący historycznego podłoża sugerował zawierał przekłamania., w sformułowaniu, że 96-osobowa delegacja z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele leciała do Katynia, żeby obchodzić 70. rocznicę „budzących kontrowersje” mordów katyńskich.


Naprawdę nie rozumiem, jakie kontrowersje autorzy mieli na myśli. Przecież zamordowani z zimną krwią polscy oficerowie zginęli z rozkazu Stalina. Ten rozkaz był jednoznaczny i nie wiem, jak można mieć dziś jeszcze jakiekolwiek zastrzeżenia co do tego, dlaczego i z czyjego polecenia zginęli tam w 1940 r. nasi żołnierze, policjanci, funkcjonariusze straży granicznej i inni - mówi Januszko. Zauważa też, że w filmie na temat katastrofy tupolewa pewnych „bohaterów” po prostu zabrakło.

- Czy to nie pan Edmund Klich odegrał istotną rolę w pewnych ustaleniach co do zakresu badań wraku i uczestnictwie w tych badaniach polskich funkcjonariuszy? A tu, jeśli się nie mylę, nie został wspomniany nawet raz! -pyta retorycznie ojciec ofiary. zauważa tez inne przemilczenia, np. brak wzmianki o istotnej okoliczności, że samolot – polski rządowy Jak-40 – wylądował w Smoleńsku, a rosyjski transportowiec – nie.

Sprzeciw Januszki wzbudza też przedstawienie rosyjskich funkcjonariuszy, gładko uczesanych i pod krawatami, sprawiających wrażenie prawdziwych ekspertów na światowym poziomie. A także fakt, że filmie jest powiedziane, że wykonywali oni wszystkie możliwe badania.

- Pytam jednak, o jakich badaniach mowa?! Czy były dokonane jakiekolwiek badania na obecność śladów po ewentualnym wybuchu? Ci – nazwijmy ich – eksperci pojechali badać przyczyny katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. z określoną już tezą, którą mieli jedynie udowodnić. Badania, które by w jakikolwiek sposób mogły zakłócić te ustalenia, nie były wykonywane - podkreśla Januszko.

Jego zdaniem w filmie zabrakło też porównania do innych katastrof tego typu z punktu widzenia merytorycznego i prawnego.

Dlaczego nie wypowiadają się w nim chociażby przedstawiciele polskiej prokuratury i niezależni eksperci z ośrodków zagranicznych, którzy podczas szczegółowych badań i analiz prowadzonych przy wykorzystaniu najnowszych osiągnięć naukowych i technicznych doszli do bardzo zaskakujących wniosków? -zastanawia się. I dodaje: - Zamiast merytorycznego przedstawienia faktów mamy kolejną laurkę wystawioną rosyjskim ekspertom wraz z produkowaniem alibi. Trudno jest więc odnieść się do tego merytorycznie. Była to bardziej historyjka aniżeli historia. Zdaniem rozmówcy ND film „Śmierć prezydenta” nie był w żadnym wypadku profesjonalnym dokumentem. - Jego autorzy zwyczajnie się ośmieszyli, robiąc jednostronny materiał o tak niewyobrażalnej tragedii. Film ten, niestety, można w najlepszym wypadku potraktować jako zmarnowaną okazję, żeby przedstawić fakty albo żeby milczeć – podsumowuje ojciec ofiary.

ansa/Nasz Dziennik

[fot. PAP/Jacek Turczyk]

Słowa kluczowe:

film

,

Katyń

,

katastrofa smoleńska

,

katastrofa

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook