Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kuriozalna niewinność Janickiego

29.05.2013

Bierze się stąd, że szef BOR nie podpisał dokumentu, który powinien był podpisać. Lot z 10.10.2010 formalnie nie miał statusu HEAD – pisze „Rzeczpospolita”.

Gen. Marian Janicki, zgodnie z rozporządzeniem ministra infrastruktury z listopada 2008 r. miał obowiązek podpisać dokument nadający lotowi prezydenta statusu HEAD. Nie zrobił tego ani w przypadku 10 kwietnia, ani nigdy wcześniej. Dopiero po kontroli NIK w BOR zaczął stosować się do przepisów.

Gdyby przed 10/04 wywiązał się z obowiązków, zapewne odpowiadałby za wysłanie samolotu z prezydentem na nieczynne lotnisko w Smoleńsku, a zatem niedopełnienie obowiązków. Według instrukcji HEAD loty z VIP-ami mogły odbywać się tylko na lotniska czynne.

Zamiast Janickiego dokument w tej sprawie skierowany do 36. pułku podpisał ppłk Jarosław Florczak, dowodzący grupą zabezpieczającą wizytę (zginął w Smoleńsku). Ale nie było to formalne nadanie statusu, lecz jedynie informacja dla pułku.

Dlaczego mimo niezastosowania się Janickiego do rozporządzenia, nie został on pociągnięty do odpowiedzialności? Kontrolerzy NIK uznali, że mamy do czynienia z niespójnością prawa.

Generał – jak zwykle zresztą – twierdzi, że wszystko odbyło się zgodnie z procedurami. - Ja nadałem ten status. Jest numer pisma, ja wysłałem wszystko. Przepraszam, ale nic więcej nie mogę powiedzieć, bo mam taką umowę z obecnym szefem BOR, że nie wypowiadam się w sprawach Biura – powiedział „Rz”.

Może i nadał, lecz dokumentu nie podpisał. I w ten właśnie sposób uniknął jakiejkolwiek odpowiedzialności.

ruk, rp.pl

[Na zdj. Pierwszy z lewej gen. Paweł Bielawny - jedyny funkcjonariusz BOR z zarzutami prokuratorskimi. Trzeci z lewej - gen. Marian Janicki. Fot. bor.gov.pl]

Warto poczytać

Facebook