Jedynie prawda jest ciekawa

Kraj na niby

07.02.2012

Gdzie jest wrak samolotu, gdzie jest czarna skrzynka, gdzie są, sporządzone przez polskich śledczych przesłuchania rosyjskich czynowników z lotniska Siewiernyj, gdzie są przesłuchania miejscowych bezpieczniaków odpowiedzialnych za to by wiedzieć wszystko?

Gdzie są wykonane przez polskich specjalistów zdjęcia miejsca katastrofy, analiza rozrzucenia ciał i szczątek z pokładu? Gdzie dokumentacja zdjęciowa wykonana tuż po katastrofie?

Gdzie są niezależne wyliczenia, szkice sytuacyjne, gdzie są wykonane na miejscu próby śledcze i symulacje?

Jeśli komuś z nas zdarzy się samochodowa stłuczka, to będzie miał okazję zaobserwować jak pracuje zwykła policyjna ekipa zabezpieczająca miejsce zdarzenia. Na pewno ktoś przesłucha uczestników, świadków, ktoś dokona precyzyjnych wyliczeń (nie raz przecież widzieliście w rękach policjanta drogówki taki kołowy licznik odległości), ktoś sprawdzi trzeźwość kierujących (czy jest na sali ktoś, kto widział badania na obecność alko, wykonane w stosunku do obsługi lotniska? – pytam nie bez przyczyny).

Gdzie wreszcie są niezależne badania (toksykologiczne, chemiczne, morfologiczne i Bóg wie jakie jeszcze) ciał ofiar, nie te rosyjskie, gdzie nogę generała pomylono z nogą prezydenta, tylko nasze, polskie, sygnowane przez polskich lekarzy?

Wiem, ze podobne pytania zadają sobie tysiące niezależnie – czytaj logicznie – myślących Polaków.

Odpowiedzi nie nadchodzą, rządowi urzędnicy zbywają je pogardliwym wzruszeniem ramion, media wyśmiewają.

Panuje nowa religia - bezwarunkowego zaufania do bezpieczniackiego reżimu Władimira Władimirowicza Putina.

Wniosek z tego prosty – oficjalnego śledztwa nie ma i nigdy nie było, a to co za oficjalne śledztwo uznają medialni propagandziści jest jedynie niezbyt wyszukanym skeczem, byle jak zmontowaną mistyfikacją.

Czy mistyfikatorzy nie zdają sobie z tego sprawy?

Ależ zdają sobie, zdają, lepiej niż my wszyscy razem wzięci. Oni jednak zrozumieli, ze cała nasza rzeczywistość publiczna jest atrapą, rzeczywistością na niby.

Od 1989 roku trwa nie ustający festiwal takiego niby porządku, niby myślenia, niby odbudowy niepodległości..

Nastąpiła niby dekomunizacja, niby lustracja, niby odnowa. Budowa niby kapitalizmu z niby konkurencją i niby uczciwością, stworzono niby administrację i niby politykę, niby niezależne media (w których aż roi się od komunistów ze stanu wojennego i niby etyki).

Każdego, kto poważnie potraktował wyjście Polski spod kolonialnej dominacji Sowietów w rezultacie usunięto na boczny tor, opluto i wyszydzono.

Wszystko ma się tak jak w oblężonym mieście, gdzie wróg jeszcze nie morduje i nie gwałci, ale wszędzie, każdą szczeliną, wciska się duch kapitulacji, spotęgowanego propagandą strachu.

Krótkie okresy buntu wobec takiej mechaniki najnowszych dziejów (zaprojektowanej, jak coraz więcej wskazuje, przy okrągłym stole) - rządy Jana Olszewskiego i Jarosława Kaczyńskiego niczego nie zmieniły, same ugrzęzły w niewidocznej, ale jakże szczelnej, sieci postkomunistycznych, gangsterskich układów.

Gangi złozone z byłych oficerów komunistycznych służb i dokooptowanych „przedstawicieli nowego porządku” dominują w głównych mediach, w partiach politycznych, na uczelniach, w kulturze (być może to jest właśnie powód nikłej obecności polskiej kultury w światowym obiegu).

Od dwudziestu lat żyjemy w państwie, które nie traktuje poważnie samego siebie.

Prowadzimy niby dyskusje (trzech na jednego), pochłaniamy niby informacje, niby satyrę, niby filmy, niby programy, niby rozważania, przedstawia się nam niby autorytety (pani Czubaszek pod rękę z księdzem Sową).

Naszego bezpieczeństwa strzegą niby służby – w rzeczywistości podległe rządzącym politykom wywiadownie.

Rządy Donalda Tuska to przyspieszenie tworzenia niby państwa.

Premier wypowiada niby stanowcze deklaracje, które gotów jest w każdej chwili odwołać.

Partia niepodzielnej władzy, w której swobodnie koegzystują Arłukowicz, Rosati i Gowin, w istocie jest niby partią. Nikt w niej  nawet nie udaje, że stronnictwo posiada jakąkolwiek ideologię, jakiekolwiek reformatorskie, czy choćby strukturalne, cele

Oficjalne deklaracje w rzeczywistości okazują się być deklaracjami z przymknięciem oka.

W ogóle dominuje atmosfera cwaniackiego chichotu:

  -  no, co prawda są jakieś przepisy, ale wicie rozumicie, he he, jak się da, to się da.

Budujemy najdroższe na świecie drogi i stadiony, ale wszystko w otoczce niby przetargów, niby działań CBA.

Fryzjer, jako dyrektor poważnej instytucji państwowej? - a czemu nie?!

  -  Może być, damy radę.

  -  Staszek sprawdza się w biznesie, państwowym naturalnie – a co to komu szkodzi?

Wszyscy czujemy, ze rozpada się państwo, jego instytucje, obyczaj, etyka – a po co do diabła prowadzić takie dysputy – stłucz pan termometr i nie będziesz pan miał gorączki!

Premier prowadzi niby politykę zagraniczną – jej efekty w kraju są jak najbardziej imponujące, prezydencja, cho cho i więcej, ...jednak za granicą – a dotychczas wydawało mi się, że polityka zagraniczna ma skutkować raczej za granicą - skutki „politycznej ofensywy Tuska i Sikorskiego”, są takie, ze Tuska usadzono na razie w okolicach europejskiego WC, bo nawet kuchnia została zajęta przez tych, którzy prowadzą realną, znaczy – prawdziwą i namacalna, politykę zagraniczną.

Putin protekcjonalnie poklepał po piłkarskich pleckach – tak samo poklepuje piłkarzy Torpedo czy Zenitu Kazań. W końcu piłkarzy się lubi, ale kto zaprzątałby sobie głowę tym co wygadują.

Intuicyjnie wyczuwamy, że chodzimy do fasadowych urzędów, nierealnych przychodni zdrowia...

Imitacja państwa zaszła tak daleko, ze zagraniczni politycy już nawet nie pouczają naszych przywódców – oni po prostu robią u nas co tylko chcą – wzywają polskich oficerów na rosyjskie przesłuchania (nikt w Moskwie nie zaprząta sobie nawet głowy, aby takie proste sprawy załatwiać na szczeblu dyplomatycznym – fasady są pożyteczne, ale jak się chce coś załatwić, to nikt nie będzie sobie pierdołami głowy zaprzątać), pod Tarnowem CBŚ zatrzymuje rosyjskiego urzędnika oskarżonego przez rosyjska prokuraturę (jak wiadomo najmniej upolitycznioną i najbardziej bezstronna na świecie) i natychmiast, błyskawicznie, aby car nie zmarszczył brwi, rozpoczynamy usłużną ekstradycję.

Na obchody Święta Niepodległości polski prezydent zaprasza rosyjskich dostojników, ci na szczęście nie mieli czasu, a hołubiona przez panią Gronkiewicz Waltz „Krytyka Polityczna” przywozi do Warszawy wnuków esesmanów, po to aby wybili polskim nacjonalistom faszyzm z głowy.

Mamy więc nową symbolikę, święte pojednanie – przymierze, które każe nam myśleć o Piłsudskim jako o nieszkodliwym wariacie z pierwszej połowy dwudziestego wieku.

Mamy taką sobie ot łże niepodległość – wychodzą polskojęzyczne gazety, mamy polskojęzyczne telewizje i polskojęzyczny, nie zawsze, kapitał.

Mamy wreszcie ciekawe imitacje logiki – tu wystarczy posłuchać Magdaleny Środy.

Mamy ciekawą perspektywę polegająca na rozbiciu prostej na wiele odcinków i orzekaniu o prawdzie, dobrze i pięknie tylko i wyłącznie z perspektywy aktualnie przebywanego odcinka.

To, że perspektywa wynikająca z patrzenia ciągle przez pryzmat niezmutowanej na odcinki prostej jest inna, nie ma najmniejszego znaczenia.

Geometria Tuskowa wcale nie musi być tak oszołomsko skodyfikowana jak Euklidesowa.

Jak trzeba to oszołoma zrobi się nie tylko z tego starego Greka, ale nawet z Newtona (wide enuncjacje fachowców od budowy stadionów i autostrad).

Bezwzględnie stosowana, uproszczona teoria względności (wykrętności, nieodpowiedzialności) nie dopuszcza żadnych ograniczeń, nawet tych delikatnie sugerowanych przez przestarzałego Einsteina. My mamy nasza teorie państwa, ruchu, nowoczesności i własną etykę – to że na zewnątrz zaczynają na nas spoglądać jak na imitację państwa, quasi niepodległą republikę Polaków furda – z zagranicznych gazet w mediach cytujemy tylko implantowane tam przez dwór Adama Michnika teksty, reszta jest książę milczeniem....

Tak właśnie, pokrótce, wygląda problem tych, którzy budzą się coraz bardziej zaniepokojeni. Którzy jeszcze zupełnie poważnie traktują swoje ojczyste państwo.

Żyjemy w kraju pogrążającym się w oparach Nibylandii. Wszystko tu jest ściemą, mistyfikacją, byle tylko pognębić złego, czarnego luda – a ten na każdym odcinku, na każdym etapie, się zmienia.

Więc nie uśmiechaj się z politowaniem (czytając Gadowskiego) syty urzędniku, dupowłaźny polityku, udawany opozycjonisto, myślicielu zawsze gotowy uzasadnić logikę odcinka - na ciebie też niedługo zapolują, nawet nie zrozumiesz dlaczego.

Reguły państwa na niby, są bowiem także niby regułami.

Witold Gadowski

[Fot. wikipedia.org]
CS149FOTMINI

Czas Stefczyka 149/2017

PDF (4,39 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook