Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kopacz reklamuje Biedronkę

08.07.2015

Premier polskiego rządu ma chyba jakiś tajny kontrakt reklamowy. Tak można wnioskować po dzisiejszej wizycie Ewy Kopacz w TVP Info. Nawet Piotr Kraśko był zażenowany, gdy szefowa Rady Ministrów powtarzała, że „warzywa w Biedronce są super!”.

Rozmowa dotyczyła zapowiedzi Beaty Szydło, która zadeklarowała, że PiS chciałby obłożyć podatkiem obrotowym sklepy wielkopowierzchniowe. Kopacz próbowała dowodzić jakiejś karkołomnej tezy, że na wprowadzeniu tego podatku stracą… mali przedsiębiorcy.

„Jak chodzimy do galerii, to widzimy, że tam powierzchnię wynajmują mali sklepikarze” - mówiła pani premier. Chyba dawno nie była w dużej galerii handlowej i nie widziała, jacy to „mali sklepikarze” wynajmują tam powierzchnię.

„Jedno jest pewne, duże sklepy nie będą sobie mogły pozwolić na straty, więc te koszty przeniosą na wynajmujących” - mówiła Kopacz. Dowodziła także, że z tego samego powodu stracą polscy rolnicy sprzedający swoje warzywa Biedronce.

„Przyzna pan sam, że warzywa w Biedronce są super, mieszkam obok Biedronki i rzeczywiście są super!” -  prawie krzyczała Kopacz. Dodała po chwili uspokojenia że, „za obietnice PiSu zapłacimy my”.

„Dla mnie te wyliczenia są kompletnie niewiarygodne, a z niektórymi nie potrafię się po prostu zgodzić” - komentowała właściwie wszystkie propozycje przedstawione w Katowicach przez Beatę Szydło. Próbowała tez wmówić nie reagującemu Kraśce, że „to Platforma mówi - chcemy obniżać podatki”.

Nie poprzestała na tych niedorzecznościach, postraszyła także PiS-em małych i średnich przedsiębiorców, na których ma się odbić zapowiedź uszczelnienia systemu podatkowego

„Jeśli ja słyszę, że możemy dzięki uszczelnieniu systemu podatkowemu zyskać 52 miliardy złotych, to są chyba te pieniądze, których nie widać gołym okiem, trzeba je jakoś znaleźć. To ja już informuję wszystkich płatników, że trzeba będzie przeprowadzać dodatkowe szczegółowe kontrole, żeby znaleźć te pieniądze. Pan Kaczyński pomylił państwo silne z państwem opresyjnym. (…) Te kontrole nie będą się kończyły, przedsiębiorcy będą tylko na kserokopiarkach drukować te papiery i udostępniać kontrolującym” - straszyła Kopacz.

Ewa Kopacz znęcała się także nad pomysłem zapomogi rodzinnej, którą PiS chce wypłacać w kwocie 500 zł na każde dziecko w rodzinach najuboższych i na drugie oraz kolejne dzieci w rodzinach zamożniejszych.

„To jest właśnie kampania wyborcza. Teraz już słyszymy, że tylko drugie i trzecie dziecko. Chciałabym się dowiedzieć, jak będziemy te dzieci dzielić” - mówiła Kopacz. Wygląda na to, że chyba jednak nie dosłuchała propozycji PiS, bo tak jest jasno powiedziane, że tym progiem miałby być poziom określony przez obowiązujące przepisy.

Ewa Kopacz za to przypomniała, że to Platforma pomaga rodzinom wielodzietnym i że realną pomocą jest karta dużej rodziny.

„Stawiamy na to, aby wielodzietna rodzina czuła się bezpiecznie”- mówiła pani premier. Dodała także, że jeżdżąc po Polsce słyszy, że „ludzie mają stabilność, mają powrót do pracy po wychowaniu dziecka”, że dla poprawienia dzietności „są budujemy przedszkola i żłobki przy wyższych uczelniach”.

„Ta polityka prorodzinna nie wymaga szczególnej reklamy, ona broni się sama. Spotykam w Polsce matki, słyszę: świetnie - dołóżcie jeszcze na urlopy macierzyńskie i będzie świetnie” - relacjonowała swoje spotkania z Polakami Ewa Kopacz.

„Ja rozmawiam z ludźmi, a nie z politykami na kongresie. Słyszę różne rzeczy jeżdżąc po Polsce… polskimi kolejami. Chcę, żeby ten program był pisany przez obywateli, nie przez aktyw partyjny” - mówiła, jakby przecież opisując taktykę PiS i Beaty Szydło.

W rozmowie był poruszony także wątek afery taśmowej i oskarżenia korupcyjnego, które pod adresem Tomasza Siemoniaka wysunął w rozmowie z Aleksandrem Kwaśniewskim Ryszard Kalisz. Kalisz juz zresztą za swoje ujawnione na taśmach słowa przeprosił.

„Może zjadł za mało, a może wypił za dużo, skoro musi teraz przepraszać” - domyślała się pani premier. Dodała, że za Siemoniaka może ręczyć, bo to „uczciwy człowiek, który trzyma się litery prawa, ostatni, któremu można by coś zarzucić”.

Na koniec pani premier wyraziła obawę…

„Dziwne jest, że podsłuchuje się tylko jedną stronę. (…) A ta druga strona to są jakby nadludzie, ludzie bez wad…” - w ten sposób pani premier zasugerowała delikatnie to, co jest od jakiegoś czasu przekazem PO, że za aferą taśmową stoi PiS.

„Ukarzmy winnych, ale nie grajmy tym w kampanii wyborczej” - zaapelowała na koniec pani premier.

źródło: tvp info/WUj

[fot. PAP/Radek Pietruszka]

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook