Jedynie prawda jest ciekawa

Kopacz nie konsultowała się z Piechocińskim

10.07.2015

Wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński powiedział w piątek, że premier Ewa Kopacz nie konsultowała z nim decyzji dotyczącej przyjęcia przez Polskę 2 tys. uchodźców z Syrii i Erytrei. Zdaniem Piechocińskiego potrzebna jest analiza skutków takiej decyzji.

Wiceminister spraw wewnętrznych Piotr Stachańczyk poinformował w czwartek w Luksemburgu, że Polska będzie gotowa przyjąć 2 tysiące osób w ramach unijnych planów przesiedlania i relokacji uchodźców. Liczba uchodźców, jaką gotowa jest przyjąć Polska, jest mniejsza, niż zaproponowała w maju Komisja Europejska. Według pierwotnej propozycji Brukseli do Polski miałoby trafić 2659 imigrantów, przejętych od Włoch i Grecji oraz 962 uchodźców z obozów spoza UE.

"To są wstępne deklaracje na poziomie ministra spraw wewnętrznych, nie na poziomie rządu, te na poziomie rządu ostateczne deklaracje i zobowiązania będą padały później (...). Jeśli chodzi o deklaracje polskiego rządu i polskiego państwa to dopiero kwestia następnych tygodni" - powiedział w TVN24 rzecznik rządu Cezary Tomczyk, komentując słowa Piechocińskiego.

Tomczyk ocenił jednak, że deklaracje złożone w czwartek w Luksemburgu to "spory sukces rządu". "Początkowo założenia ze strony UE były takie, że te mechanizmy będą narzucone nam z góry, pani premier się na to nie zgodziła" - powiedział. Wyjaśnił, że Polska przyjmie mniej uchodźców niż pierwotnie chciała UE i będzie miała wpływ na to, kto przyjedzie. "Te osoby będą dobierane trochę na naszych zasadach, to znaczy będziemy mieli absolutny wpływ na to, kto przyjedzie do naszego kraju, bo musimy mieć wpływ na to, żeby ewentualni uchodźcy mogli się w Polsce asymilować" - powiedział.

Dodał, że koszty związane z pobytem w Polsce będą pokryte przez UE, a doraźną pomocą zostaną objęci tylko ci najbardziej potrzebujący - uchodźcy uciekający przed wojną i prześladowaniami z Syrii i Erytrei.

Na szczycie Unii pod koniec czerwca przywódcy zdecydowali, że plany rozmieszczenia i przesiedlenia w sumie 60 tysięcy uchodźców nie będą oparte na narzuconych przez KE kwotach, ale na dobrowolnych decyzjach państw UE. Przeciwne narzucaniu poszczególnym państwom wyliczonych przez KE kwot imigrantów były przede wszystkim wschodnioeuropejskie kraje UE, w tym Polska.

Piechociński pytany w piątek w TVN24, czy premier konsultowała z nim zgodę na wpuszczenie ponad 2 tys. uchodźców z Syrii i Erytrei, odparł: "Nie".

"Jestem zdziwiony, że w tym trybie nie tylko uzyskuje opinia publiczna informacje - tylko że w tym trybie w ogóle procedujemy. Przypomnę, że nie tak dawno, niecałe dwa tygodnie temu pani premier jechała na szczyt europejski ze strategią, że Polska będzie bronić nie tego mechanizmu dzielenia, ale każde z państw członków UE podejmie własną ocenę sytuacji i ewentualnie samo sobie przypisze limit i których uchodźców" - podkreślił.

Wicepremier, jak mówił, jest zdziwiony, iż o liczbie i strukturze uchodźców, których miałaby przyjąć Polska, dowiadujemy się z ust wiceministra spraw wewnętrznych. "Z czym innym jechaliśmy na szczyt, a o czym innym poinformował nas minister Stachańczyk. To jest wyzwanie, bo którą politykę prowadzimy? Na poziomie rządu, czy na poziomie wiceministra?" - pytał Piechociński. Zaznaczył, że to nie jest polityka, której by sobie życzył.

Pytany, czy powinniśmy przyjąć tych uchodźców, wicepremier powiedział, że jest bardzo ostrożny w podejmowaniu takich decyzji. "Uważam, że powinniśmy nie tylko wewnątrz rządu, nie tylko wewnątrz koalicji, ale wręcz w innej reprezentacji, na przykład na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego także z obecną opozycją o tym rozmawiać" - odpowiedział.

Stachańczyk mówił w czwartek, że Polska zaoferowała tysiąc miejsc dla uchodźców, którzy mają być przesiedleni z obozów spoza UE oraz tysiąc dla potrzebujących międzynarodowej ochrony imigrantów, którzy docierają przez Morze Śródziemne do Włoch i Grecji.

Na czwartkowym nieformalnym spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych w Luksemburgu państwa unijne zadeklarowały w sumie przesiedlenie ponad 20 tysięcy osób z obozów dla uchodźców, znajdujących się poza UE. Nie udało się jeszcze zebrać wystarczających deklaracji, aby wypełnić podjęte na czerwcowym szczycie zobowiązanie Unii do przejęcia od Włoch i Grecji 40 tysięcy imigrantów. Kilka krajów ma dosłać swoje oferty w najbliższych dniach. Na 20 lipca planowane jest kolejne posiedzenie szefów MSW w tej sprawie.

Według wiceministra nie ma gwarancji, czy do Polski faktycznie przybędzie tylu uchodźców, ile miejsc zaoferowano. "Szczególnie w przypadku programu przesiedleń (z obozów spoza UE), który jest dobrowolny, ludzie muszą zgodzić się na przyjazd do Polski" - wskazał.

Minister ds. UE Rafał Trzaskowski podkreślił w rozmowie z PAP, że chodzi o przyjmowanie uchodźców z państw, do których, ze względu na sytuację wewnętrzną, nie można ich odesłać, czyli z Syrii i Erytrei. Jak zaznaczył, emigranci ekonomiczni mają trafić z powrotem do krajów pochodzenia. Podkreślił, że państwa członkowskie będą miały kontrolę nad tym, kogo przyjmują. "Nam zależy na tym, żeby to byli ludzie, którzy mają jak największą szansę integracji w Polsce, najbardziej poszkodowani" - powiedział Trzaskowski.

Podczas czerwcowego szczytu UE w Brukseli premier Ewa Kopacz zapowiedziała, że Polska pod koniec lipca poinformuje, ilu imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu będzie mogła przyjąć. Zaznaczyła, że najpierw konieczne jest rzetelne rozpoznanie MSW. Premier podkreśliła wówczas, że "osiągnęliśmy dokładnie to, co chcieliśmy osiągnąć, czyli mamy dobrowolność, jeśli chodzi o przyjmowanie zarówno tych, których będziemy relokować, jak i przesiedleńców" (z obozów spoza UE).

AM/PAP

[fot. PAP/Radek Pietruszka]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook