Jedynie prawda jest ciekawa

Kolejne fakty ws. Amber Gold

17.09.2013

Cześć klientów Marcina P. nie zamierza ubiegać się nawet o status pokrzywdzonych w śledztwie. ABW podejrzewa, że inwestowane przez nich środki mogą pochodzić z nielegalnych źródeł. Czy AG to również pralnia brudnych pieniędzy?

W sprawie Amber Gold pojawiają się kolejne wątpliwości. "Dziennik Gazeta Prawna" opisuje nieznane dotąd wiadomości związane z aferą. Jak podaje gazeta, w sumie Marcin P. wyłudził od klientów, a potem zmarnotrawił ok. 700 mln złotych. Jak się okazuje wśród oszukanych są ludzie, którzy sami mogą mieć problemy z prawem. Powstaje pytanie, czy AG nie była również wielką pralnią brudnych pieniędzy.

Podejrzenia takie budzą się po wiadomościach ABW. W czasie posiedzenia sejmowej komisji ds. służb specjalnych wiceszef Agencji powiedział, że duża grupa klientów Amber Gold łatwo pogodziła się z utratą pieniędzy i nie zamierza ubiegać się nawet o status osób poszkodowanych. Gazeta wskazuje, że ludzie ci obawiają się trudnych pytań urzędów skarbowych.

"Ci ludzie tłumaczą, że zdawali sobie sprawę z ryzyka, powierzając pieniądze Marcinowi P. I nie chcą dochodzić swoich praw z tytułu oszustwa, którego ofiarą padli" - mówi "DGP" funkcjonariusz, pracujący przy śledztwie.

Wiceszef ABW Kazimierz Mordaszewski wskazuje, że Agencja podejrzewa, że wśród tych, którzy pogodzili się ze stratą pieniędzy są ludzie, którzy "nie potrafią wskazać legalnych źródeł pochodzenia środków".

Podsumowując posiedzenie sejmowej komisji ds. służb jej członek, poseł PiS Marek Opioła wyjaśnia: "Nie usłyszeliśmy odpowiedzi na najważniejsze pytanie, czyli które z elementów państwa zawiodły i dlaczego. A zatem kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa pytanie, dlaczego Amber Gold mógł działać na taką skalę, wciąż pozostaje bez odpowiedzi".

A skala jest rzeczywiście zaskakująca. Jak wyjaśnia gazeta, Amber Gold miał zgromadzić ok. 700 mln złotych. Tymczasem działający kilka lat dłużej niż AG parabank Finroyal otrzymał niecałe 100 milionów złotych. Do dziś nie wiadomo, co stoi za tak ogromną skalą działania Marcina P. i jego biznesów.

"DGP" wskazuje również, że żaden z prokuratorów nie poniósł dotąd odpowiedzialności za niedopatrzenia i zaniechania związane z AG. Służby i prokuratura zlekceważyły doniesień Komisji Nadzoru Finansowego, która już w 2009 roku informowała o podejrzeniach wobec działalności Amber Gold. Śledztwo było umarzane nawet mimo decyzji sądu, który wskazywał na zaniechania prokuratorów.

Mimo tego sąd dyscyplinarny uniewinnił prokurator Barbarę Kijanko, która prowadziła sprawę, postępowanie wobec nadzorującej pracę Kijanko prokurator rejonowej Marzeny Majstrowicz nie zostało nawet wszczęte.

Sprawa Amber Gold do dziś pozostaje więc tajemnicą. Mechanizmy i powiązania, jakie doprowadziły do tak wielkiej afery pozostają niewyjaśnione. To niestety oznacza, że podobna sprawa może się powtórzyć...

TK,"DGP"
[Fot. Zorro2212/Wikipedia.org na lic. CC BY-SA 3.0]
CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook