Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Warsewicz: Kolejarzom zabrakło wyobraźni

05.08.2012

Problem z powrotami z Woodstock pokazuje w jakim stopniu rozkładu znajduje się nasza kolej - mówi portalowi Stefczyk.info Czesław Warsewicz, były prezes PKP Intercity, założyciel portalu Nakolei.pl

Stefczyk.info: Uczestnicy przystanku Woodstock przeżywają dantejskie sceny próbując wrócić z imprezy do domu. A jeszcze niedawno kolej jako tako dała sobie radę z obsługą znacznie większego turnieju Euro. Co się stało, czego zabrakło - pieniędzy, wyobraźni, koordynacji pracy różnych służb?

Czesław Warsewicz, wydawca portalu Nakolei.pl, były prezes PKP Intercity: Na Euro wcale nie było  tak różowo. A jeśli nie było katastrofy to dlatego, że kibice wybrali samoloty i podróż samochodem. Natomiast w przypadku Woodstock jak w soczewce skupiony jest cały problem kolei. A  przecież ta impreza nie odbywa się pierwszy raz. Uczestniczy w niej co roku kilkaset tysięcy osób. I wiadomo,że ci młodzi, przeważnie nie za bogaci ludzie muszą  z niej  wrócić środkami komunikacji publicznej - głównie pociągami. Dzisiejsze kłopoty pokazują w jakim rozkładzie jest nasza kolej.
Po pierwsze w przypadku Kostrzyna jest problem informacyjny. Panuje tam gigantyczny chaos. Brak jest odpowiedniej ilości pociągów, które wywiozą tych ludzi. Przy tylu osobach, pociągi powinny odjeżdżać przynajmniej co pól godziny, a nie co dwie. To też pokazuje brak organizacji i brak taboru. Ale chyba przede wszystkim brak wyobraźni. Najwyraźniej nikogo nic dzisiaj na kolei nie obchodzi.

No właśnie. Jak to jest, że w tym roku sytuacja z powrotami, jak twierdzą uczestnicy imprezy, tak bardzo się pogorszyła?

Rozkład kolei jest po prostu postępujący. Nie kupuje się nowych wagonów, nie modernizuje się taboru, nie zwraca się uwagi, że to pasażer powinien być w centrum uwagi. Decydentom kolejowym dobrze się żyje, więc nie traktuje się w sposób odpowiedzialny i należyty - podróżnego.
Drugą rzeczą jest, że do zarządów spółek kolejowych weszły osoby, które nigdy do tej pory nie miały do czynienia z koleją. To są ludzie spoza branży, ludzie z nominacji politycznych, a nie prawdziwi fachowcy od kolei. Ta niekompetencja przekłada się na sytuację, którą mamy dzisiaj.
Przecież Woodstock to jest naturalna okazja, żeby móc zarobić,  przewożąc ludzi. Bo ci pasażerowie z Woodstock to przecież nie są ludzie, którzy pojadą za darmo. Oni kupią bilety.
To nie jest tak, że ktoś komuś robi przysługę.To są komercyjne połączenia.
A przewieźć pół miliona osób, to jest nie lada gratka. PKP Intercity przewozi dziennie ok 70 tys. pasażerów. Tu jest możliwość przewiezienia w jednym dniu tylu pasażerów ilu normalnie jeździ w przeciągu pół miesiąca.

I nikogo nie interesuje ten zysk?

Zawsze łatwiej wyciągnąć rękę do budżetu czy do samorządów po pieniądze.
To pokazuje  kolejną ogromną patologię na kolei - brak patrzenia na odbiorcę usług, czyli pasażera. Pieniądze są na ulicy. Tylko trzeba się schylić.  A wyciąga się rękę do budżetu, czy do marszałków. Efekt jest taki, że my, podatnicy, ciągle musimy dopłacać. Przewozy regionalne wyciągają rękę po kolejne miliony, a gdy jest możliwość zarobienia ich w ciągu jednego dnia - to wszyscy idą na urlopy i o to nie dbają. I nie chodzi mi o kolejarzy, bo to przeważnie porządni ludzie, ale o głównych decydentów, tych na poziomie zarządów poszczególnych spółek. Kolejarze pewnie by chętnie zrobili, co trzeba, ale nie są w stanie przebić głową muru. Bo większość zarządów odpoczywa sobie nad niepolskim morzem, a podróżni - niech sobie radzą sami.Tak to niestety dziś wygląda.

not. ansa

[fot.PAP/EPA]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook