Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Klęska Tuska w Brukseli?

17.07.2014

„Na razie jedynym osiągnięciem tego posiedzenia było przyjęcie stanowiska ws. Ukrainy i sankcji wobec Rosji” - powiedział dziennikarzom premier Donald Tusk po negocjacjach w Brukseli.

Premier Donald Tusk poświęcił dziennikarzom kilka minut i zorganizował specjalną konferencję prasową w Brukseli odnosząc się do międzypaństwowych negocjacji w sprawie stanowisk w instytucjach unijnych. Na wstępie zaznaczył:

„Nie ma mojej kandydatury na szefa Rady Europejskiej. Czy coś się zmieni do 30 sierpnia? Zobaczymy…” — mówił premier Donald Tusk

Szef rządu zaczął jednak od zreferowania stanowiska UE w sprawie Ukrainy.

„Jak państwo wiecie, na razie jedynym osiągnięciem tego posiedzenia było przyjęcie stanowiska ws. Ukrainy i sankcji wobec Rosji. Wysłuchaliśmy także projektu działania Junckera na najbliższe pięć lat. To co rzuca się w oczy i co jest istotne z punktu widzenia obywateli, to zamiar pobudzenia gospodarki przez działania modernizacyjne” — mówił Tusk, podkreślając, że chodzi o kwotę oscylującą wokół 300 mld euro.

Zaznaczył, że ważnym wydarzeniem było nałożenie sankcji na Rosję.

„Co do Ukrainy – udało się po raz kolejny, co nie jest takie proste w Brukseli, ustalić jednolite stanowisko. Ono jest oczywiście bardzo powściągliwe, odpowiada mniej więcej temu, w jaki sposób prowadzone są rozmowy z Rosją i Ukrainą w imieniu Europy. Z jednej strony chce się za wszelką cenę uniknąć eskalacji i prowokowania Rosji, a z drugiej jest chęć pomocy Ukrainie” — tłumaczył Tusk, dodając, że „z umiarkowaną satysfakcją” przyjmuje ten sankcje.

„W kontekście tego, co przygotowali Amerykanie jako odpowiedź na kolejne akty agresji, to razem może to przynieść odczuwalne skutki. Reakcja giełdy rosyjskiej wyraźnie na to wskazuje – przedsiębiorstwa rosyjskie dość poważnie zareagowały na ten pakiet przygotowany przez Stany i UE” — dodawał Tusk.

Sprawy nominacji dla poszczególnych kandydatów zostały przełożone na koniec sierpnia. Tusk przyznawał jednak, że topnieją szansę Radosława Sikorskiego jako potencjalnego kandydata dla szefa unijnej dyplomacji.

„Nie traktuję tego jako niepowodzenie… Decyzję przełożono na 30 sierpnia. Byłem wśród tych, że te kilka tygodni jest niezbędnie potrzebnych. Mówiąc wprost – by uwzględniała punkt widzenia charakterystyczny dla naszego regionu, de facto chodzi o Polskę i inne kraje Grupy Wyszehradzkiej. To państwa o dość unikatowym doświadczeniu” — ciągnął premier.

I przyznawał, że ciężko idą negocjacje.

„To co przygotowano w kuluarowych rozmowach nie odpowiadało też potrzebie tego geograficznego balansu. Mówiąc wprost – byłby to krok do tyłu w porównaniu do poprzedniej kadencji władz. Dlatego z satysfakcją stwierdzam, że argumentacja o tym balansie była akceptowana przez wszystkich” — urwał szef rządu.

W sprawie kandydowania Radosława Sikorskiego, premier przyznał, że wyżej stoją szanse włoskiej kandydatki.

„Jeśli chodzi o szefa Rady Europejskiej, nie pojawiło się żadne nazwisko. W medialnych spekulacjach pojawia się cała giełda nazwisk. Jeśli chodzi o moją opinię – nic się nie zmieniło. Z mojego punktu widzenia najważniejsza jest zgłaszanie kandydatów na szefów komisji europejskich. Z mojego punktu widzenia, czy z polskiego punktu widzenia – to że dopiero będziemy budowali strukturę KE i wspólnie przygotowywali obsadę portfeli, tych ministrów w rządzie europejskim, wydaje się dla Polski kierunkiem bezpieczniejszym. To co było obecne w naszym pakiecie oczekiwań – to HighRep dla Sikorskiego lub alternatywnie jedna z trzech komisji gospodarczych, w tym jako priorytet energetyka” — mówił.

Podkreślił, że przeszkodą dla szefa polskiego MSZ są parytety w UE.

„Jeśli chodzi o kompetencje i doświadczenie Sikorskiego, to jest bez konkurencji. Pomijam, że każdy budzi kontrowersje, bo z tym da się żyć. Natomiast z całą pewnością Sikorski nie ma kilku zalet, które ma jego konkurentka: nie jest kobietą, nie jest socjalistą” — ubolewał.

Zaznaczył, że Polska być może będzie zmuszona do zgłoszenia kobiety.

„Kogo Polska zgłosi Junckerowi jako potencjalnego kandydata na członka komisji? Znowu kobiety byłyby w cenie… I nie kokietuję tutaj panie, ale od wielu dni otrzymujemy sygnały, że kto zaproponuje kompetentną kandydatkę, to dostanie fory. Muszę to przemyśleć… Muszę mieć kilka dni, by ocenić, która z kandydatur ma największe szanse” — mówił Tusk.

Po czym tłumaczył zawiłości negocjacji.

„To dość nudne i skomplikowane, ale na tym to polega… (…) Mam wyjątkowo dobre relacje z Junckerem - wspieraliśmy go od początku i nie narzekam na brak zrozumienia, tak bym powiedział” — podkreślił.

Stanowisko dla Tuska? Raczej wykluczone.

„W czasie mojego dłuższego spotkania z kanclerz Merkel moje ewentualne kandydowanie nie było przedmiotem rozmowy. Kanclerz Merkel nie jest promotorką mojej kandydatury… (…) Mamy w zapasie każdy wariant, by uzyskać to, co może uzyskać Polska…”— zakończył Tusk, dodając, że dla niego są jednak sprawy krajowe, choć „wiele osób pyta, namawia…”.

svl, lz

[fot: PAP/Radek Pietruszka]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook