Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kampania miała się zacząć 2 maja

26.11.2012

Jarosław Kaczyński zaprzecza „Gazecie Polskiej Codziennie”, jakoby wizyta w Katyniu na 70. rocznicę sowieckiej zbrodni miała rozpoczynać kampanię prezydencką jego brata. Jej start zaplanowano na 2 maja 2 Chicago.

Wówczas odbywała się wielka parada Polonii. - Tam zawsze są setki tysięcy ludzi, pokazałby się z tłumami. Przyjęcie Leszka byłoby, jak to u Polonii, niezwykle entuzjastyczne. Miał być koncert, być może byliby wybitni politycy amerykańscy, takie w każdym razie były plany – mówi prezes PiS.

Dzień później prezydent po uroczystościach w Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie, we dworze Józefa Wybickiego miał oficjalnie ogłosić swoją decyzję o starcie w wyborach.

Na pytanie o zarzut, jakoby Lech Kaczyński był podporządkowany bratu i realizował przez niego wymyślone zadania, były premier odpowiada:

- To zupełna nieprawda i mam nadzieję, że uda się na trzecią rocznicę śmierci opublikować biografię polityczną mojego brata – wtedy teza ta zostanie ostatecznie zdezawuowana za pomocą dokumentów. W wielu wypadkach Leszek miał inne zdanie niż ja i w naszych wspólnych planach politycznych stawiał na swoim, choć były też sytuacje, kiedy to ja stawiałem na swoim.

Jak dodaje, bracia częściej uprawiali politykę równolegle niż w ramach bezpośredniej współpracy.

- Leszek nie miał absolutnie zacięcia partyjnego, przez jakiś czas był szefem PiS, ale został nim niechętnie. Był za to świetnym działaczem związkowym i to, że faktycznie był bardzo dobry w kierowaniu strukturami Solidarności, można przeczytać nawet w książce tak wrogich osób, jak Jarosław Kurski z „Gazety Wyborczej”. Później został parlamentarzystą, z tamtego czasu zapamiętałem polemiki Leszka z Jerzym Hausnerem, bo panowie mówili do siebie nie per panie pośle, tylko per profesorze. Polemizowali na poziomie seminaryjnym i dzięki temu mieliśmy wykłady w Sejmie. Gdyby tak dzisiaj wyglądały dyskusje parlamentarne... Gdy przeszedł do Biura Bezpieczeństwa Narodowego, to dzięki jego pracy tam, a potem w NIK, zdobyliśmy dużą wiedzę na temat systemu III RP – mówi prezes PiS. Opowiada też, jakim zaskoczeniem był dla Lecha Kaczyńskiego zmasowany atak mediów na niego:

- Wiedział, że będzie krytykowany, ale nie spodziewał się, że będzie to atak ciągły i totalny. Zaczęło się już od nocy wyborczej, gdy Justyna Pochanke ogłaszała wyniki. Powiedziała wtedy mniej więcej tak: „Mam dla państwa złą wiadomość, Lech Kaczyński wygrał wybory prezydenckie”. Później utwierdzało to Leszka w przekonaniu, że musimy walczyć o drugą kadencję. Bo początkowo Leszek myślał tylko o jednej kadencji prezydenckiej, bo „za dużo od Boga nie można wymagać”. Ale później wręcz się zaciął, żeby walczyć. Miał poczucie, że jego obowiązkiem wobec Polski jest wygrać.

Według Jarosława Kaczyńskiego, ostatnie wewnętrzne sondaże przed katastrofą smoleńską dawały jego bratu tylko 5 pkt. poparcia mniej niż miał wówczas Bronisław Komorowski.

Więcej w „Gazecie Polskiej Codziennie”

ruk, niezalezna.pl

[Fot. prezydent.pl]

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook