Jedynie prawda jest ciekawa

Kaczyński: prawda o Smoleńsku tylko po zmianie władzy

13.01.2012

"Najróżniejsze, najobrzydliwsze oskarżenia - wszystko to razem okazało się, kompletną nieprawdą" - mówił dziś w Sejmie Jarosław Kaczyński, komentując najnowsze ustalenia Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa. Wynika z nich jednoznacznie, że słowa ze stenogramów smoleńskich przypisywane do tej pory gen. Błasikowi, wypowiedział w rzeczywistości drugi pilot major Robert Grzywna. W ten sposób runęła główna oś zarzutów raportu Jerzego Millera o naciskach na pilotów i ich braku świadomości, na jakiej wysokości się znajdowali.

Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, zarówno śledztwo (w tym raport Millera), jak i towarzysząca mu kampania prasowa były czymś w najwyższym stopniu niemożliwym do przyjęcia, a w wielu momentach wręcz obrzydliwym. Kaczyński wymienił tu atak na generała Błasika oraz atak na swojego brata, prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Te wszystkie insynuacje, to wszystko było przeraźliwie skandaliczne, obrzydliwe, odwołujące się do kultury lumpenproletariackiej. Ludzie, którzy to robili, często celebryci, to ludzie, którzy w istocie są na poziomie lumpenproletariatu - podkreślał.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości oczekuje, że teraz, kiedy okazało się, że to wszystko było nieprawdą, zostaną wyciągnięte wnioski – zarówno na poziomie instytucjonalnym, tzn. że będzie powołana nowa komisja, jak i w stosunku do osób, którzy mają niekiedy bardzo wysoką pozycję społeczną, w pojedynczych wypadkach, nawet w pewnych dziedzinach rzeczywiste poważne osiągnięcia, a którzy zachowywali się, jak tutaj mówiłem, tzn. nie mając na to żadnych dowodów, z powodu jakichś swoich politycznych resentymentów czy też jakichś uwikłań, uzależnień, rzucali na tragicznie zmarłych różnego rodzaju haniebne oskarżenia.

Pytany o konsekwencje, jakie powinny być wyciągnięte wobec osób, które podpisały się pod raportem Millera, powiedział: ja w tej chwili nie będę mówił o konsekwencjach - pierwsza rzecz, to trzeba to wszystko rozpocząć jeszcze raz, wszystko od początku. A przypomnę, zaczęło się od trzech podejść do lądowania, czy  nawet czterech, ja to słyszałem już w Smoleńsku, w dniu katastrofy, a skończywszy na tym, o czym dowiedzieliśmy się w tej chwili, a po drodze były najróżniejsze, najobrzydliwsze oskarżenia. Wszystko to razem okazało się, kompletną nieprawdą. I jest takie pytanie - kto tę kampanię organizował, dlaczego ją organizowano, w czyim interesie ją organizowano. Na to wszystko trzeba odpowiedzieć. Ja zdaję sobię sprawę z tego, że tylko zmiana władzy w Polsce pozwoli na to odpowiedzieć do końca, ale już dzisiaj tego rodzaju postulaty muszą być sformułowane.

Z kolei poproszony o skomentowanie słów Edmunda Klicha, akredytowanego przy MAK, który bagatelizował nowe ustalenia, twierdząc, że gen. Błasik na pewno znajdował się w kokpicie tupolewa, mówił: ja już bardzo dawno temu zastanawiałem się nad całymi dziejami pana Klicha w tej sprawie, nad tym telefonem do niego tak szybkim. Gdybym ja był premierem, to poleciłbym odpowiednim służbom bardzo dokładne zbadanie tej sprawy.

Prezes PiS wyjaśniał, jak wyobraża sobie nową komisję, która zbada katastrofę smoleńską: nie proponujemy komisji sejmowej, bo mamy doświadczenia z komisjami sejmowymi, tylko proponujemy nową komisję powołaną przez rząd, z nowymi ludźmi, bez pana Millera i powołaną w sposób, który by czynił ją wiarygodną, a więc by byli tam także ci ludzie, którzy mieli rację. A byli tacy specjaliści, którzy mówili co innego, niż ci z głównego nurtu.
Tymczasem 20 lutego warszawski sąd po raz piąty ma zacząć proces Czesława Kiszczaka, oskarżonego o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników z kopalni "Wujek" w grudniu 1981 r.

zrk/PAP
[fot. PAP/P.Supernak]
CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook