Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kaczyński: Ile kosztuje wolność narodów

23.01.2012

Po kompromitacji rządu wobec Rosji, rezygnacji z samodzielnej polityki wschodniej, jaką prowadził Prezydent Lech Kaczyński, doczekaliśmy się skandalicznych deklaracji ministra spraw zagranicznych w Berlinie, które jednostronnie proponowały ograniczenie polskiej suwerenności. Teraz czas, aby to opozycja przedstawiła swoje stanowisko w sprawie kryzysu Unii Europejskiej i tzw. paktu stabilności – pisze w „Naszym Dzienniku” Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS proponuje przeprowadzenie referendum w dwóch kwestiach:

- Czy chcemy ograniczenia, a być może zrzeczenia się suwerenności na rzecz nowych, niedemokratycznych instytucji międzynarodowych, które będą rościły sobie prawa do ustalania budżetu państwa, a więc wysokości podatków, płac i emerytur?

- Czy chcemy utrzymania obecnego kształtu Unii Europejskiej, ustalonych reguł, w tym środków z funduszu spójności, z funduszy strukturalnych, dopłat, które mają zapewnić Polsce wyrównanie poziomu do państw, które nie podlegały sowieckiej dominacji?

Zdaniem byłego premiera sednem programu Donalda Tuska jest „zaspokojenie roszczeń wierzycieli, których sam stworzył, zadłużając Polskę i Polaków”. Referendum ma pomóc odzyskać zaufanie do polityki, „której sednem jest europejska solidarność przeciwstawiona skrajnemu egoizmowi spekulantów, którzy wypowiedzieli wojnę europejskiej stabilności i pomyślności”.

O berlińskim przemówieniu ministra spraw zagranicznych Kaczyński pisze, że poza spekulacjami, zawierało cos „ważniejszego i groźniejszego”: - Sikorski ujawnił, że są w Polsce siły polityczne i opiniotwórcze, które pragną Federacji, czyli Rewolucji zarówno w wymiarze Unii Europejskiej, jak i w Polsce, zmieniając państwo demokratyczne i suwerenne w ustrojową wydmuszkę.

O tych, którzy wołają "więcej Niemiec w Europie" – jak minister Sikorski  - według lidera opozycji „wzywają, aby poprzeć nie tylko przywództwo Berlina w eurolandzie, ale praktycznie działają, aby wspólna Europa zmniejszyła swój obszar i realną współpracę. Do obszaru podatnego na eksport niemieckich produktów, usług i technologii. Unia nie powstała, aby centrum było obsługiwane przez peryferia”.

Jarosław Kaczyński przytacza dane ekonomiczne z grudnia 2011 r., z których wynika, że w czasie kryzysu Niemcy radzą sobie doskonale: eksport Niemiec po raz pierwszy w dziejach przekroczył tysiąc miliardów euro, a do końca roku osiągnie wartość 1075 miliardów, czyli w środku najpoważniejszego kryzysu wzrośnie o 12 procent. Na 2012 r. prognozuje się kolejny wzrost, tym razem tylko o 6 procent. Ciekawe jest również to, że zamówienia z zagranicy na niemieckie produkty zwiększyły się w ubiegłym roku o 8,3 proc., w tym ze strefy euro o 16,2 procent. Fakt, że gospodarka Niemiec zarabia na kryzysie, nie oznacza nic więcej poza powiększaniem się dystansu między Północą a Południem Europy. Kiedy Południe pogrąża się w długach, recesji i bezrobociu, Północ korzysta z tej koniunktury.

Jako receptę na poprawę konkurencyjności gospodarki Południa Kaczyński proponuje rozważenie „dewaluacji euro południowego w stosunku do euro północnego”. - To łatwa operacja, niestety traktat z Maastricht nie przewiduje takiej procedury. Dlaczego politycy, którzy nie przewidzieli takiej sytuacji, nie próbują jej teraz zmienić? Czy powodem jest obawa przed rozstaniem z Mitem prężnego eurolandu? A może powodem jest coś innego - strach przed utratą dominującej pozycji w Unii Europejskiej? Rozdzielenie eurolandu na dwie strefy oznacza przyznanie, że w Unii nie ma państw bardziej i mniej uprzywilejowanych, lepszych i gorszych, że tak naprawdę Unię, zgodnie z prawdą, tworzą gospodarki o różnych możliwościach i państwa o różnych interesach. Wtłoczenie ich w gorset jednej waluty było fundamentalnym błędem, za który teraz wszyscy muszą zapłacić.

Kaczyński przestrzega przed innym, groźniejszym z naszej perspektywy błędem – brakiem w obecnym rządzie „jednej, klarownej wizji polityki zagranicznej”. Zdaniem prezesa PiS „pewne błędy mogą mieć charakter nieodwracalny, a na pewno narażają Polaków na traktowanie w kategoriach prowincjonalnej drugorzędności”. Były premier ma na myśli rolę jedynie obserwatora, jaka może przypaść Polsce przy unijnym stole w sprawie przyszłości euro.

- To zła konstrukcja, zła koncepcja, zła polityka. Decyzje muszą podejmować te unijne instytucje, w których mamy pełne prawa zgodnie z traktatem lizbońskim. To jest fundament polskiej racji stanu, podobnie jak w wypadku Wielkiej Brytanii, Węgier, Grecji czy Szwecji i pozostałych państw członkowskich. Rząd Tuska nie ma żadnego prawa, aby kwestionować instytucjonalny ład UE, w zamian za iluzoryczne obietnice, że kiedyś zostaniemy nagrodzeni za udzielone dziś wsparcie dla eurolandu. To nie jest polityka, to mentalna lokajskość skazująca Polskę na degradację i polityczne uprzedmiotowienie.

Kaczyński opowiada się za polskim wsparciem dla Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego, który – jego zdaniem – „trzeba  uwolnić spod kurateli niemieckiego weta, które sformułowały w sposób zdecydowany Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe i komisja budżetowa Bundestagu”.

W ten sposób, zdaniem przywódcy opozycji, złamano reguły i traktaty, „a w imię specjalnego traktowania Niemiec zgodzono się, aby pożar kryzysu objął prawie całą południową Europę”.

- Polska nie mogła tej obstrukcji powstrzymać, ale mogła mówić na forach europejskich prawdę, zdobywając w ten sposób szacunek i pozycję obrońcy Unii Europejskiej.

Według prezesa PiS zagrożone jest teraz nie euro, ale „fundament naszej cywilizacji, którą próbuje się radykalnie zredukować tylko do wymiaru funkcjonowania rynków finansowych”.

- Niestety, znaleźliśmy się w sytuacji wyjątkowej - jeszcze nigdy w dziejach tak niewielu nie narzucało swojej woli w kluczowych kwestiach tak wielu. Odwołuję się do Churchilla, bo to jest wojna o takie same wartości, jak wtedy - o suwerenność jednostek, narodów, państw; wojna w obronie demokracji i wartości tak niezbywalnych, jak prawo do wolności i podmiotowości; wojna, aby zachować wartości nieporównanie ważniejsze niż ta czy inna sztuczna waluta – napisał Jarosław Kaczyński.

Swój artykuł kończy przestrogą przed propozycjami „neoliberalnej międzynarodówki”, która chce oddać władzę niewybieralnym elitom.  

- Urzędnicy mają zastąpić polityków kontrolowanych przez wyborców; autorytety zastąpią parlamentarne reprezentacje, a media - opinię publiczną. To droga do całkowitej katastrofy, która stała się udziałem analogicznego w swych fundamentach systemu, jakim był nomenklaturowy, sowiecki komunizm. Tamta Rewolucja zakończyła się na szczęście katastrofą. Tę, którą nam się teraz proponuje, trzeba odrzucić, zanim spotka ją taki sam los – puentuje prezes PiS.

Cały artykuł „Ile kosztuje wolność narodów” w „Naszym Dzienniku”.

ruk
[fot. PAP / Tomasz Gzell]        

Warto poczytać

Facebook