Jedynie prawda jest ciekawa

Jan Pietrzak: Napiszę list do Obamy...

07.06.2014

Przepraszam bardzo za brak skromności, ale ja mam większe zasługi w obaleniu komunizmu niż to towarzystwo, które trzy dni temu stało na trybunach - mówi w rozmowie "Gazetą Polską Codziennie" Jan Pietrzak, twórca "Kabaretu pod Egidą".

Artysta nie kryje niesmaku wywołanego kształtem obchodów 25 rocznicy  wyborów 4 czerwca. I wyjaśnia dlaczego w nich nie uczestniczył:- Z zawiści. Przepraszam bardzo za brak skromności, ale ja mam większe zasługi w obaleniu komunizmu niż to towarzystwo, które trzy dni temu stało na trybunach. 25 lat temu mówiliśmy takie rzeczy, że od Łaby do Władywostoku nikt czegoś takiego nie formułował! Nasz kabaret był niesamowicie popularny zwłaszcza w kręgach młodzieży solidarnościowej. To była nasza główna klientela. Oni godzinami przegrywali na taśmy nasze programy. Młodzi wiedzieli, że jest taki kabaret, który mówi prawdę o komunie, mogli u nas poczuć smak wolności i „pogardę dla szpiclów, katów, tchórzy” (cytat z Herberta) - mówi Pietrzak.

Pietrzak przyznaje też, że po 25 latach od odzyskania wolności przez Polskę on sam czuje się nie mniej cenzurowany niż w PRL-u.

- Nigdzie nie jestem dopuszczany. Wczoraj prezydent odsłaniał przy ul. Mysiej postument, w miejscu, gdzie była cenzura [Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk]! Ja tę ścieżkę do cenzury na Mysiej wydeptałem. Przez kilkadziesiąt lat PRL u byłem tam maglowany. Gotowałem się wewnętrznie, jak mi wyrzucali najlepsze żarty i musiałem oszukiwać tych łobuzów. Byłem częstym klientem tego urzędu. To ja wymyśliłem i wciskałem im teorię wentyla i kanalizacji, żeby przetrwać, żeby ich wykiwać. Ale po tym jak 25 lat temu nastała wolność, trwa zakaz pokazywania mojego kabaretu, mojej historii, piosenki „Żeby Polska była Polską”. Zostaliśmy przeniesieni do grona kabaretów wyklętych, artystów zakazanych i nielegalnych - mówi autor Kabaretu pod Egidą. 

Wspominając cenzurę z lat PRL Pietrzak  opowiada o sposobach, jakimi udawało się wyprowadzić ją w pole. -Chodziło o to, by stosować język, którego przekaz w pierwszym czytaniu nie był oczywisty. Dopiero w kontakcie z publicznością okazywało się, co jest w tych słowach ukryte - wyjaśnia.

W rozmowie z GPC Pietrzak utyskuje na szykany, z którymi spotka się dzisiaj, próbując nadal prowadzić swój legendarny kabaret.

- Ciągle nas ktoś wyrzuca… W mediach nie ma dla nas miejsca. Nawet wspomnień nie ma gdzie puścić… A mam właśnie z tamtego czasu utwory opisujące proces przejęcia władzy… Chyba napiszę list do prezydenta USA, żeby zrobił korektę swojego wystąpienia, bo tu pełnej wolności nie ma. Kabaret pod Egidą jest zakazany - pól żartem pół serio mówi artysta. 

ansa/GPC

[fot. M. Czutko]

Słowa kluczowe:

Pietrzak

,

cenzura

,

media

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook