Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jak Superniania ratuje reformę Tuska

23.04.2014

Wśród najbardziej zasłużonych w wysławianiu zalet reformy edukacyjnej jest znana jako Superniania Dorota Zawadzka.

Któż, jeśli nie rozpoznawalny psycholog dziecięcy, poradzi sobie lepiej z przekonaniem rodziców, że system szkolny jest dla sześciolatka lepszy niż przedszkole? Kto dotkliwiej zawstydzi niekompetencję i brak umiejętności wychowawczych niż ekspert od wychowywania "krnąbrnych" dzieci w reality show? - Gdybym tylko mogła, dawałabym certyfikaty na bycie rodzicem - powiedział niegdyś Zawadzka w rozmowie z dziennik.pl. Wprawdzie jej marzenie nie spełniło się i certyfikatów nie wydaje, ale jest nieoceniona w innej dziedzinie - ośmieszaniu i dyskredytowaniu rodziców. Postanowił z tego skorzystać resort oświaty wykorzystując jej  medialną popularność.

To ogłupianie społeczeństwa objawia się w manipulowaniu rodzicami poprzez wpędzanie ich w poczucie winy i kompleksy. Resort wyszedł pewnie z założenia, że zawstydzony i ośmieszony rodzić uzna wyższość urzędniczych argumentów, jak również mądrości głoszonych  przez rzeczonego eksperta i zapisze sześciolatka do szkoły. Niektórzy rodzice dali się nabrać na autorytet Superniani. Wielu jednak neguje zdanie tej wszystkowiedzącej wyroczni, czemu daje wyraz na jej facebookowym profilu. To jednak nie zraża Doroty Zawadzkiej, która - zdaje się - lubi czuć się ważna i użyteczna, przy czym uznaje tylko swoje racje i własną nieomylność. A samych rodziców wrzuca do jednego worka i uważa, że są po prostu głupi. Zbyt głupi, by decydować o własnym dziecku. - Piszesz "Rodzic nie jest głupi." BARDZO chciałabym, aby można było tak powiedzieć o każdym rodzicu. Albo nawet o większości. Ale to niestety się nie udaje. Albo mamy różne definicje mądrości rodzicielskiej - odpowiedziała jednej z komentatorek.

Zawadzka wielokrotnie opiniowała polskich rodziców. Przy każdej okazji punktuje ich brak przygotowania do rodzicielstwa i zły sposób sprawowania opieki nad dziećmi. Tych  błędów wychowawczych nie zapomina przytaczać w rozmowach o reformie dotyczącej sześciolatków. - Pracuję i z takimi, którzy NIE MAJĄ pojęcia o swoich dzieciach, o ich potrzebach. Dzieci mają bo inni mają, dzieci siedzą godzinami w przedszkolach a po przedszkolu mają tylko iść spać. Traktują dzieci jak zabawki, albo są przemocowi. Biją, stosują przemoc psychczną. Dzieci są dla nich dodatkiem. Żle karmią i nigdy nie byli w kinie teatrze czy muzeum. nie czytają książek i nie bawią się z dzieckiem. Naprawdę takich jest co niemiara. I choćbym bardzo chciała powiedzieć "rodzic nie jest glupi" czasem mi trudno tak bardzo uogólniać - pisze Zawadzka na Facebooku (pisownia oryginalna).

Żeby uwiarygodnić swoją tezę o głupocie rodziców Superniania szuka pomocy u blogerów. Po czym udostępnia ich teksty, ze szczególnym podkreśleniem cytatów sugerujących, że polscy rodzice, walczący o dobrą edukację dla dzieci, tak naprawdę działają na ich szkodę. -Hurra, udało nam się opóźnić nasze dziecko w rozwoju! Dzięki nam, będzie jeszcze głupsze!-taki wpis jednego z blogerów zamieściła na swoim profilu. "Jeszcze głupsze" oznacza, że teraz jest głupie? Dobrym patentem na ośmieszenie rodzica jest publiczny lincz w wykonaniu świty superniani. Zawadzka ochoczo go praktykuje, wyciągając treści z prywatnych maili i wstawiając na swoją tablicę FB. Rzecz jasna bez nazwiska, tyle że sam adresat świetnie wie, że właśnie  jego "przypadek" obrabiają niezawodni komentatorzy. Nie zawsze jest cenzuralnie i kulturalnie. Jad wyciekający spod palców piszących mógłby niejednokrotnie powalić słonia. I teza superniani nabiera mocy, bo sam złajany rodzic czuje się jak głupek. A wszystkie te zabiegi mają posłużyć jednemu - przepchnięciu opornych rodziców przez rządową reformę edukacyjną i umieszczeniu sześciolatków w pierwszej klasie, bo - zdaniem rozpoznawalnej psycholog - to system lepiej wie, czego potrzeba dzieciom. - Ja mam niespecjalnie dobre doświadczenia z rozmów z rodzicami, kiedy pytam o ich własne dzieci, o ich  kompetencje związane z tym jaką oni mają widzę o rozwoju dziecka, o potrzebach dziecka, o tym co dziecko powinno umieć - mówiła Zawadzka w "Tak czy Nie" na Polsacie zapytana o to, czy w sprawie edukacji sześciolatków państwo powinno decydować za rodziców. W tym samym programie, starym, sprawdzonym sposobem  wytknęła rodzicom inne błędy wychowawcze potwierdzając, że tylko rząd w asyście niezastąpionego autorytetu prawidłowo zadba o dzieci. Dostało się też pracującym rodzicom, którzy czasem nie mogą pojawić się na wywiadówce szkolnej. - Jak ma się dziecko, to ma się odpowiedzialność. Praca nie jest żadnym usprawiedliwieniem, praca jest alibi! Nie wszyscy muszą wszystko mieć - mówiła Superniania. Jak trzeba być oderwanym od rzeczywistości i od prawdziwych problemów, żeby pokusić się o takie stwierdzenie? W sytuacji, gdy wielu rodziców ciężko pracuje "na chleb", otrzymując za to najniższą pensję krajową, wielkim nietaktem, wręcz głupotą jest zarzucanie im, że traktują pracę jako przykrywkę dla braku zainteresowania własnym dzieckiem.

Ale żeby to wiedzieć,  trzeba  najpierw ściągnąć prorządowe okulary i zejść na ziemię. Zapewne łatwiej i bardziej opłacalnie jest trudnić się krytykanctwem dla zasady, szczególnie dla dobra rządu. Tymczasem ci głupi rodzice nie dają się zwieść manipulacjom Superniani, bo  są zbyt mądrzy, by poświęcić własne dzieci na rządowe eksperymenty. I dopóki reformę będą reklamować eksperci i autorytety wykreowane w reality show, dopóty mądrzy rodzice będą bronić przed nią swoje dzieci z góry zakładając, że to bubel. I trudno się z tym nie zgodzić.

Katarzyna Kawlewska

[Fot. Youtube.pl]
Facebook