Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Graś straszy konserwatystów

21.02.2013

Wszystko wskazuje na to, że platformerskich konserwatystów czekają trudne chwile. Paweł Graś grozi: tam, gdzie się kończy lojalność wobec projektu, wobec partii, wobec kolegów, a zaczyna się taka jawna działalność frakcyjna, to tam powinno zapalić się już nie tylko żółte, ale i czerwone światło.

Taki wniosek można przynajmniej wysnuć z relacji rzecznika rządu Pawła Grasia z wczorajszego spotkania klubu. Premier usiłował na nim przekonać (przymusić?) swoich posłów do poparcia ustawy o związkach partnerskich. Ale najwyraźniej napotkał na opór.

Dziś rzecznik rządu powiedział, że na spotkaniu w Kancelarii Premiera padł wyraźny sygnał, że w PO jest miejsce dla różnych poglądów, ale gdy któraś ze stron próbuje zdecydowanej większości narzucić swoją wolę, to szkodzi partii.

Siłą Platformy jest to, że jest w niej miejsce i dla Gowina, i dla Arłukowicza, a jak któraś z tych stron próbuje zdecydowanej większości Platformy narzucić swoją wolę, narzucić swój punkt widzenia i zmusić pozostałych do akceptacji de facto poglądu mniejszości, to dla żadnej partii nie jest to dobre i prędzej czy później tego typu sytuacje muszą zostać naprawione - powiedział Graś w TOK FM.
Spotkanie w kancelarii premiera, trwało ponad trzy godziny. W Platformie przygotowano dwa projekty ustaw - jeden autorstwa Artura Dunina (odrzucony już raz przez Sejm, także głosami konserwatywnej części PO), a drugi - Jacka Żalka.

Na pytanie, czy podczas spotkania premier "przyparł konserwatystów do muru" i postawił warunek - albo poprą rozwiązania dotyczące związków nieformalnych, albo "wylecą" z PO, Graś odpowiedział: Nie do końca tak, ale na pewno był bardzo wyraźny sygnał, że tam, gdzie się kończy lojalność wobec projektu, wobec partii, wobec kolegów, a zaczyna się taka jawna działalność frakcyjna, to tam powinno zapalić się już nie tylko żółte, ale i czerwone światło.

I dalej wyjaśnił: Czym innym są głosowania w tzw. sprawach sumienia, czym innym są indywidualne decyzje posłów i parlamentarzystów, którzy przy różnych sprawach głosują zgodnie bądź niezgodnie z własnym sumieniem, ale kiedy te pojedyncze głosy sumienia próbuje się instytucjonalizować, zbierać w frakcje i w coraz bardziej jawny sposób tę frakcję budować, to oczywiście to szkodzi projektowi Platformy, dlatego że siłą Platformy są właśnie te szeroko rozsunięte od siebie ściany. Graś podkreślił równocześnie, że "nikt nikogo nie będzie z Platformy wyrzucał, nikt nikogo nie będzie wypychał".

Myślę, że po wczorajszym spotkaniu i po wszystkich argumentach, które pan premier tak na chłodno i spokojnie konserwatystom przedstawił, mówiąc nie tylko o tych sprawach światopoglądowych, ale mówiąc o politycznych konsekwencjach ich decyzji bądź braku decyzji, myślę, że mało osób znajdzie się w Platformie - zwłaszcza wśród konserwatystów - którzy tego jego poglądu nie popierają i nie akceptują - zaznaczył Graś.

Zresztą było to widać bardzo wyraźnie w dyskusji, bo praktycznie oprócz Jarosława Gowina i odosobnionego głosu Johna Godsona znaczna większość dyskutantów, również ze strony konserwatywnej, absolutnie z poglądem i z tą polityczną wizją ewentualnych konsekwencji politycznych takich zachowań, jakie miały w Platformie miejsce, z ta wizją pana premiera się zgadzała bardzo jednoznacznie - dodał.

Jeśli rzecznik wiernie przedstawia przebieg wczorajszej debaty, to mogłoby oznaczać, że szeregi konserwatystów przeżywają załamanie. Że zbuntowana grupa - podobnie jak w przypadku ustawy o in vitro jest gotowa się ugiąć przed argumentem siły. Choć z drugiej strony tak wyraźne pogróżki ze strony tak bliskiego premierowi polityka mogą oznaczać, że liberałowie wcale nie są pewni, czy uda im się spacyfikować kolegów. I czy gdy za kilka miesięcy spojrzą na tablicę z wynikami głosowanie - nie spotka ich kolejna przykra niespodzianka!

ansa/PAP

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook