Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Gliński: Nie wycofam się z życia publicznego

18.02.2014

"Za czasów rządów PiS znacznie mniej osób wyciągano o szóstej rano z łóżek. I ustawek propagandowych było o niebo mniej niż obecnie - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" prof. Piotr Gliński.

Piotr Gliński nie ukrywa, że bierze pod uwagę możliwość kandydowania w wyborach prezydenckich. Choć jak podkreśla - za wcześnie jeszcze by mówić o tym wiążąco:
- Muszę być przygotowany na taką ewentualność; i jestem. Może jest jakieś zapotrzebowanie na mój styl uprawiania polityki. Staram się głównie mówić o problemach i sposobach ich rozwiązywania - tłumaczy.
Jego zdaniem prezes Jarosław Kaczyński, jako szef najsilniejszej obecnie polskiej partii, powinien raczej szykować się na premiera Polski.
Gliński zaznacza, że nie zamierza wycofywać się z życia publicznego, mimo iż część mediów usilnie stara się go ośmieszyć.
- Może faktycznie miałbym szansę, skoro tak agresywnie jestem atakowany? - zastanawia się. I dodaje:
Najsilniejsza polska partia polityczna ma naturalne prawo mówić o kimś  jako o kandydacie na ważne – porównywalne kompetencyjnie-stanowiska. - W normalnej demokracji nikt się temu nie dziwi i nie atakuje propagandowo, bo to godzi w zasady jej funkcjonowania. Ale w Polsce nie mamy niestety normalnej demokracji... To trzeba zmienić. Uczciwie dyskutować o problemach Polski, a nie – jak obecny obóz władzy – uprawiać czarny PR.  To jest dla mnie dodatkowa motywacja, żeby pozostać w życiu publicznym.
Według Piotra Glińskiego najważniejsze zadania jakich musiałaby się podjąć nowa władza po wygranych wyborach to: Odpolitycznienie państwo, przejście na budżetową opiekę zdrowia, bo nie stać nas na NFZ, wprowadzenie  reformy sektora obywatelskiego, by uruchomić energię i patriotyzm Polaków.
- To wszystko jest w programie.  Także wdrożyć pilnie wielki program inwestycyjny. Bilion złotych – z dotacji europejskich, wspólnej polityki rolnej, linii kredytowych, funduszy inwestycyjnych opartych na majątku spółek Skarbu państwa – można uruchomić w 6–7 lat dla rozwoju Polski. W programie są szczegóły.
- dodaje b. kandydat na premiera rządu technicznego.
Jego zdaniem , jeśli nie wprowadzi się programu PiS, Polska będzie kulała.
- Trzeba było zabrać się do zmniejszania kolejek do lekarzy 6 lat temu. Przed wyborami PO bierze też coraz więcej z programu PiS: choćby podręcznik dla pierwszaków czy przebąkiwanie o Karcie dużych rodzin...  Polska nie ma polityki energetycznej. Gdyby nie Tusk, już dawno byłby terminal w Świnoujściu, Baltic Pipe, rurociąg Odessa–Brody–Płock i w Polsce nie mielibyśmy najdroższego gazu w Europie. Nie ma decyzji, co z atomem, co z łupkami. Pakietu energetycznego wciąż nie ma. Teraz, po kilku latach prac, właśnie zmienili koncepcje. Nawet raport NIK-u dowodzi kompromitacji rządu. To wygląda jak sabotaż. I tak jest prawie ze wszystkim - wylicza rozmówca "Rzeczpospolitej".
Opowiada się też za powrotem do bezpłatnego, drugiego kierunku studiów, wprowadzeniem podatku od hipermarketów,  banków i zmniejszeniem biurokracji.
Na pytanie, czy wierzy iż w Smoleńsku doszło do zamachu prof. Gliński odpowiada: -Wiem, że państwo polskie skompromitowało się. Wiem, że politycy obecnego rządu będą musieli odpowiedzieć kiedyś politycznie, moralnie i – być może – prawnie za zaniechania, których się dopuścili przed wylotem delegacji prezydenckiej i w toku tzw. śledztwa. Wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej jest polską racją stanu. Jest oczywiste, że nie powinniśmy oddawać śledztwa Rosji. Powinniśmy odebrać skrzynki i wrak. Trzeba było od początku twardo stawiać te sprawy, zaangażować NATO, Amerykę i Unię Europejską w wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej. Ja nie wiem, czy tam był zamach, ale wiem, że Rosja nie postępuje w relacjach z innymi w sposób cywilizowany, wiem, że tam pozostały dowody, być może – jak wiele wskazuje – już nieistniejące,  a raport Anodiny był kpiną. Trzeba było po prostu bronić polskiej racji stanu.
Profesor Gliński jest też zdania, że czas najwyższy skończyć z czarną legendą IV RP.
- IV RP jest w głównych mediach pokazywana tendencyjnie i kłamliwie. Za czasów rządów PiS był znacznie  większy wzrost gospodarczy niż za czasów PO i PSL, było też znacznie mniejsze bezrobocie i znacznie mniej ludzi popełniało samobójstwa w więzieniach. Znacznie mniej osób wyciągano także o szóstej rano z łóżek. I ustawek propagandowych było o niebo mniej niż obecnie. I przez ponad 6 lat od tamtych czasów, mimo nienawiści do PiS,  symbolem „niebywałych zbrodni" tamtego okresu jest wciąż jedynie dorsz za 7 czy 8 złotych - mówi  ekspert PiS.

ansa/ Rzeczpospolita

[fot. M. Czutko]

Warto poczytać

Facebook