Jedynie prawda jest ciekawa

Gen. Błasika nie było w kokpicie

16.01.2012

Po konferencji prasowej prokuratury wojskowej, naturalne wydają się pytania, kto przeprosi Ewę Błasik, czy zostaną wyciągnięte jakiekolwiek konsekwencje wobec osób, które wprowadzały w błąd opinię publiczną i szkalowały generała Wojska Polskiego, a także jak do nowych informacji odniesie się Jerzy Miller, były szef polskiej komisji wyjaśniającej katastrofę.

Kłamstwo ma krótkie nogi. Wojskowi prokuratorzy prezentując opinię przygotowaną przez krakowskich ekspertów obalili dwie tezy, które próbowano pielęgnować przez długie miesiące.

Nie ma żadnych dowodów na obecność generała Andrzeja Błasika w kokpicie samolotu, który rozbił się w Smoleńsku.

Biegli nie przypisali dowódcy Sił Powietrznych żadnej z wypowiedzi zarejestrowanych przez czarną skrzynkę Tu-154M.

Po raz pierwszy prokuratorzy ponad wszelką wątpliwość potwierdzili, że nagranie badane przez ekspertów z instytutu im. Sehna jest autentyczne, tożsame z tym, co znajduje się w sejfie MAK, a taśma przedstawiona nam przez Rosjan znajduje się w bardzo dobrym stanie i jest tą, która była zamontowana w rejestratorze polskiego Tupolewa o numerze 101 10 kwietnia.

Wciąż wiele głosów w stenogramie nie zostało zidentyfikowanych. Pewne jest jednak, że generał Błasik nie dość, że nie naciskał na załogę, to jeszcze być może w ogóle nie było go w kokpicie. Wiarygodność innych rzekomych dowodów tej tezy, o których mówi m.in. Edmund Klich, pozostawia wiele do życzenia. To wyłącznie relacja Rosjan dotycząca miejsca znalezienia ciała gen. Błasika niezweryfikowana przez polskich śledczych.

Drugim faktem potwierdzonym prze prokuraturę jest to prawidłowe odczytywanie przez załogę wysokości, na której się znajdowała w ostatniej fazie lotu. Zdania przypisywane do dziś gen. Błasikowi, w rzeczywistości wypowiadał II pilot mjr Robert Grzywna. Przeczy to tezie o złym wyszkoleniu załogi.

Raz jeszcze dowiedziono, że na wysokości 100 metrów piloci utrzymywali maszynę przez dłuższy czas – ok. 7 sekund, a zatem postępowali zgodnie z procedurami i – najprawdopodobniej – nie widząc ziemi postanowili odejść na drugi krąg. Podaje taką komendę dowódca statku, a potwierdza ją drugi pilot.

Upadają więc dwie hipotezy, którymi byliśmy karmieni tak przez rosyjski MAK, jak i polską komisję kierowaną przez Jerzego Millera. Były minister spraw wewnętrznych i administracji, a dziś wojewoda małopolski, na razie nie zabrał głosu ws. ekspertyzy krakowskich biegłych, sprzecznych z ustaleniami jego komisji.

ruk

[fot. PAP / Radek Pietruszka]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook