Jedynie prawda jest ciekawa

Gdzie jest podstawowa dokumentacja TU-154M?

28.12.2011

Komputer pokładowy oraz system ostrzegania przed niebezpiecznym zbliżaniem się do ziemi zainstalowano w polskich TU-154M z pominięciem podstawowych procedur – pisze „Nasz Dziennik”. Nie było lotów doświadczalnych, brakuje dokumentów, nie ma certyfikatów.

Polskie MON kupowało FMS w kilku etapach od 1990 do 2001 roku. Za każdym razem urządzenia instalowano w zakładach remontowych na podmoskiewskim lotnisku Wnukowo.

Pomijano przy tym obowiązkowe procedury bezpieczeństwa i nie wydawano wymaganych certyfikatów. Nikt więc nie może teraz wziąć odpowiedzialności za funkcjonowanie tych urządzeń.

Jak pisze „Nasz Dziennik”, wszystkie tego typu instalacje, jako „zmiany główne” samolotu, powinny być uzgodnione z producentem i kompetentnym urzędem nadzorującym lotnictwo (MAK).

Według rozmówcy gazety, rosyjskiego pilota doświadczalnego Aleksandra Akimienkowa, od lat współpracującego z MAK, ścieżka obowiązująca w tym przypadku powinna wyglądać następująco: - Wasze ministerstwo obrony musi wystąpić do producenta, czyli zakładów Tupolewa, o wniesienie zmian konstrukcyjnych. Zakłady proszą MAK o wyznaczenie programu lotów doświadczalnych. Przygotowuje się więc i zatwierdza taki program. Potem wykonuje się loty. Uczestniczą w tym dwaj piloci producenta i dwaj piloci MAK, najczęściej wynajęci z Instytutu Lotnictwa Cywilnego (GosNII GA) na Szeremietiewie. To jest na tyle prosty system, że może w tym przypadku wystarczyłoby zaledwie kilka takich lotów, na pewno nie więcej niż dziesięć. Ale należało je przeprowadzić.

Później powinno nastąpić podpisanie protokołów, wydanie certyfikatu na nową wersję samolotu i uzupełnienie instrukcji samolotu.

W „Naszym Dzienniku” czytamy, że ani wojsko, ani resort obrony nie mają nawet umów, które wówczas podpisywano. Inspektorat Uzbrojenia odsyła do rosyjskich zakładów remontowych, a te zasłaniają się tajemnica handlową. Według gazety, śladów po lotach doświadczalnych nie ma. A bez tego, jak mówi były ekspert MAK, komitet Anodiny nie miał prawa wydać zgody na wprowadzenie tych systemów do oprzyrządowania samolotu, tym bardziej prezydenckiego.               

Dlaczego pominięto obowiązkowe procedury? M.in. z powodu niezrozumiałego sposobu zakupu amerykańskiego sprzętu. - Polskie MON nie kupiło FMS i TAWS w Stanach Zjednoczonych, tylko w Czechach, w tamtejszych liniach lotniczych ˙CSA – pisze „Nasz Dziennik”. – Do tego w transakcji brał udział Bumar, będący wtedy Przedsiębiorstwem Handlu Zagranicznego, mającym zajmować się... eksportem polskiego uzbrojenia. Jak się dowiedzieliśmy, przyczyną kłopotów w prawidłowym przeprowadzeniu wszystkich procedur z fabryką Tupolewa była właśnie obecność pośredników. Przez to Rosjanie nie mieli dostępu do oryginalnej amerykańskiej dokumentacji, a bez niej MAK nie chciał wydać swoich dokumentów. Podpisano jakieś protokoły przekazania samolotu w zmienionej wersji, ale - jak mówi Akimienkow - na nich można dolecieć co najwyżej na lotnisko doświadczalne.

Według rozmówców „Naszego Dziennika” niedopełnienie procedur certyfikacyjnych utrudniało pracę załodze.

ruk, naszdziennik.pl

[fot. Wikipedia]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook