Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Forbes: "Newsweek" kłamie w żywe oczy

27.04.2013

Miesięcznik "Forbes" publikuje na swoich internetowych stronach pouczający artykuł, dezawuujący "sensacje" "Newsweeka", jakoby za produkcją filmu "Układ zamknięty" Ryszarda Bugajskiego stał inny układ osób uwikłanych w aferę "Stella Maris".

Zdaniem "Newsweeka", "producentem filmu 'Układ zamknięty' jest człowiek skazany przed laty w aferze Stella Maris. Pieniądze na film dał też przyjaciel polityków PO, oskarżony w tamtej aferze. I prokurator, który nadzorował tamto śledztwo”. Wszystko poplątane i pomieszane, żeby wyszło na "nasze".

Ale zdaniem "Forbesa" prawda jest "trochę" inna. To zdanie, żeby było prawdziwe powinno brzmieć:

"Współproducentem 'Układu zamkniętego' jest naiwniak, skazany - na własne życzenie - w odprysku afery Stella Maris. 20 tys. zł na film dał znany spin doctor, oskarżony i uniewinniony w zupełnie innym wątku tego procesu. Tyle samo dał też prokurator, swego czasu szef urzędu, któremu kiedyś podlegało śledztwo w tej sprawie".

Ale po kolei. Współproducentem filmu jest Mirosław Piepka, który w styczniu 2001 r., a więc jeszcze przed wybuchem afery "Stella Maris" sam zgłosił się do prokuratury, kiedy jako prezes firmy poligraficznej ściśle powiązanej ze Stellą Maris zorientował się, że poświadczył częściową nieprawdę. Kilka miesięcy później został za to skazany na pół roku więzienia w zawieszeniu na rok i ukarany grzywną w wysokości 3 tys. zł.
 
Dopiero w następnym roku szefem gdańskiej prokuratury apelacyjnej zostaje Janusz Kaczmarek, której podlegało (wśród wielu innych postępowań) również śledztwo w sprawie Stella Maris, a który z Piepką (ani z oskarżonym później Długoszem) nie miał nic wspólnego.

Cały proces w sprawie Stella Maris ruszył 7 lat później. Kara Piepki dawno uległa zatarciu, a jego nazwisko zostało usunięte z rejestru skazanych.

Dalej. Jak napisał "Newsweek": „Kiedy kilka lat później Kaczmarek pracował już w Warszawie i nie miał kontaktu ze sprawą, w aferze oskarżony został wraz ze wspólnikiem Andrzej Długosz”.

Janusz Kaczmarek został przeniesiony do Warszawy w 2005 roku - najpierw był prokuratorem krajowym a przez kilka miesięcy 2007 r. szefem MSWiA w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

Andrzejowi Długoszowi prokuratora postawiła zarzuty w jednym z pobocznych wątków afery "Stella Maris" w kwietniu 2007 roku, czyli w czasie gdy Kaczmarek był już szefem MSWiA. Cztery lata później Długosz został oczyszczony z zarzutów i uniewinniony przez sąd. Tych informacji brakuje w tekście „Newsweeka”.

Za to jest, że "niemal w tym samym czasie w odprysku afery Stella Maris, o 'pomoc w przywłaszczeniu na szkodę kościelnej oficyny, 1,3 mln zł' zostaje oskarżony Mirosław Piepka" - niemal w tym samym czasie? - 2001 rok i 2007 rok? To "niemal" to 6 lat różnicy.

"Fakty są takie, że Piepka, Kaczmarek i Długosz nigdy nie stworzyli żadnego układu. Ani razu się nie spotkali, nie współpracowali ze sobą i tak naprawdę w ogóle nie mieli ze sobą do czynienia aż do momentu publikacji w 'Newsweeku' - czytamy na internetowych stronach "Forbesa".

Dziennikarze miesięcznika przyznają, że: "Oczywiście jest całe mnóstwo osób wątpliwej proweniencji, które dzisiaj podpinają się pod 'Układ zamknięty' i zgrywają ofiary systemu. To normalne, że należy takich ludzi potępiać i pokazywać palcami. O tym chyba miał być ten artykuł w „Newsweeku” ale nie jest. Jest za to układzie, którego nigdy nie było... O wydumanym związku naiwnego producenta filmowego z dwoma sponsorami, którzy wyłożyli po 20 tys. na film o budżecie 5,6 mln zł.


Greg/"Forbes"
[fot. materiały prasowe filmu "Układ zamkniety"]
Słowa kluczowe:

Forbes

,

Newsweek

,

Tomasz Kaczmarek

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook