Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Fałszywa animacja

05.09.2012

Po zsynchronizowaniu animacji komputerowej, dołączonej do raportu komisji Jerzego Millera, z nagraniem dźwiękowym z kokpitu Tu-154 okazało się, że wizualizacja katastrofy jest aż o 3 sekundy za długa - informuje tygodnik "Gazeta Polska".

 Rozbieżność całkowicie podważającą wiarygodność komisji odkrył jeden ze współpracowników parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej.

Jak pisze gazeta - Marek Dąbrowski – znany bloger, od dłuższego czasu współpracujący z zespołem Antoniego Macierewicza – podłożył zapis dźwiękowy rejestratora rozmów w kokpicie, upubliczniony przez MAK (nagranie zawiera ostatnie, dramatyczne krzyki ginącej załogi), pod komputerową wizualizację katastrofy wykonaną przez ekspertów Jerzego Millera.

Co się okazało? Nagranie urywa się tuż po rzekomym zahaczeniu skrzydłem o brzozę, ale przed uderzeniem w ziemię. Innymi słowy: długość nagrania z rejestratora CVR, nagrywającego dźwięki w kokpicie, jest krótsza ok. 3 s od przebiegu katastrofy zrekonstruowanego przez komisję Millera - czytamy w artykule.

Jak podkreśla GP -  nie chodzi tylko o obrazkowe przedstawienie ostatniej fazy lotu, albowiem w czasie, gdy nagranie dźwięku się kończy, animacja komisji Jerzego Millera pokazuje, że czarna skrzynka (FDR, czyli Flight Data Recorder) wciąż... rejestruje parametry lotu. I to - jak zauważa gazeta - jest całkowicie bez sensu, bo według tej samej komisji oba wymienione rejestratory, CVR i FDR, zakończyły pracę w tym samym czasie.

Zdaniem Dąbrowskiego to mogło być wiadome fałszerstwo.  - Moim zdaniem można brać pod uwagę możliwość zmanipulowania wizualizacji – twierdzi w rozmowie z „Gazetą Polską” Marek Dąbrowski. – Pamiętajmy, że żadna z komisji badających katastrofę smoleńską nie wspomniała o możliwości, aby rejestrator głosów w kabinie (CVR) mógł zakończyć nagrywanie wcześniej niż rejestratory parametrów lotu (z wyjątkiem tzw. polskiej czarnej skrzynki, czyli ATM-QAR). Wspomina się wprawdzie o przesunięciu zapisu znaczników czasu w systemach samolotu, ale nie o zakończeniu pracy przez rejestratory w różnym czasie. Sprawa wymaga więc szczegółowych wyjaśnień ze strony autorów raportu – dodaje.

Jak zaznacza "Gazeta Polska" zapis nagrania z kokpitu Tu-154 mógł także zostać zmanipulowany, np. pocięty – ale skoro jego długość, podaną przez rosyjski MAK i przez specjalistów z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, komisja Millera uznała za prawdziwą, to wizualizacja wykonana na podstawie rejestratora parametrów lotu powinna mu odpowiadać.

To nie jedyne wątpliwości blogera. Jak zauważa w animacji znalazły się też inne błędy. – Chodzi m.in. o fakt, że według wizualizacji samolot od brzozy aż do uderzenia w ziemię leci z nierealistycznie małą średnią prędkością ok. 52 m/s, choć w rzeczywistości było to ponad 70 m/s – mówi GP Marek Dąbrowski.

W wizualizacji nie zgadzają się także dane dotyczące wysokości, na której znajdował się tupolew. – Na zamieszczonym w animacji radiowysokościomierzu od uderzenia w brzozę aż do końca lotu wysokość radiowa nie przekracza 20 m, a w końcówce lotu maleje do wartości mniejszej niż 10 m. Jest to w sposób oczywisty sprzeczne z wykresami w raportach. Albo więc prawdzie nie odpowiadają wykresy wysokości radiowej w obu raportach (MAK i komisji Millera), albo zmanipulowana jest wizualizacja komisji Millera. Może być też tak, i do takiego stwierdzenia się zresztą skłaniam, że wszystkie trzy wymienione źródła nie mają wiele wspólnego z prawdą – uważa współpracownik zespołu Antoniego Macierewicza.

ansa/GP/niezalezna.pl

[fot.wPolityce.pl]


CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook