Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Edmund Klich topi rząd?

16.04.2012

Edmund Klich powraca. Przy okazji promocji swojej ukazującej się na dniach książki o katastrofie smoleńskiej. Mocno uderza w rząd i ujawnia, że od początku winą za katastrofę mieli być obarczeni piloci:

Ja piszę o tym w książce właśnie, że miałem wrażenie, jeszcze w Smoleńsku po tym artykule w "Gazecie Wyborczej" chyba z 19 kwietnia i po tych telefonach od ministrów, żeby bardzo szybko dostać rozmowy w kabinie, że jest tendencja, żeby pokazać, że piloci zawinili, że piloci są głównymi odpowiedzialnymi. Zresztą to się wpisuje w te smsy, o których mówił pan generał Petelicki i innych, że jednak chyba taka koncepcja, że piloci i jakieś tam naciski, to będzie ta najlepsza koncepcja.

Warto pamiętać, że sam Edmund Klich ma w tym swoje zasługi. Od początku mówił – i powtarza to również w dzisiejszym wywiadzie – że wina pilotów jest bezsprzeczna, bo zeszli poniżej wysokości decyzji. Pozostałe kwestie nazywa „wtórnymi”.

Klich oskarża rząd również o zaniedbanie podstawowych obowiązków w pierwszych tygodniach po katastrofie. Za największy błąd polskiej strony uznaje brak wsparcia „dla tej grupy, która była w Smoleńsku i później w Moskwie”:

Właściwie nie było żadnego wsparcia - ani prawniczego, ani innego. Kiedy przekazywaliśmy do kraju informacje, że nie otrzymujemy pewnych dokumentów, nie nagłaśniano problemu, że Rosjanie łamią ewidentnie załącznik 13, czyli porozumienie, które przyjęli, na które się zgodzili. To było ewidentne.

Klich przyznaje też, że nie sprawdzano wersji o zamachu:

RMF: - Czytając ukazującą się za kilka dni pańską książkę nie widać, by jakakolwiek wersja, nazwijmy to, bardziej niestandardowa, była brana pod uwagę w procedurze badania tej katastrofy. Pan nie miał z tyłu takiej myśli, że to może być zamach, sabotaż, cokolwiek takiego.

EK: - Ja nie miałem takiej myśli, a szczególnie jak już wiedziałem, jakie są odczyty z rejestratorów w samolocie, rozmowy załogi i ślady na ziemi, które były ewidentne, bo problem śladów na ziemi, problem uderzenia w drzewo już był sprawą wtórną. Piloci przeszli, naruszyli wysokość minimalną, wysokość decyzji.

RMF: - A dzisiaj to, że nie sprawdzał pan, nie sprawdzała komisja tej wersji zamachowej - nie uważa pan, że to był błąd?

EK: - Patrząc, co w tej chwili się dzieje wokół tej katastrofy, uważam, że to powinno być sprawdzone. Do akredytowanego nie należało badanie, tylko współpraca ze stroną rosyjską, wyciągnięcie jak najwięcej informacji. Czy komisja zastanawiała się nad tym? Nie wiem. Prokuratura wykluczyła ten wątek, o ile wiem.

Zapytany, czy państwo sprawdziło się po katastrofie, opowiada o tym, co usłyszał od premiera w czasie drugiego spotkania po tragedii: "No myśmy początkowo zapomnieli o Smoleńsku". Jak dodaje, Donaldowi Tuskowi chodziło o ludzi, którzy zajmowali się badaniem tej katastrofy. - Myślę, że to była prawda - dodaje Klich.

Tego wywiadu nie sposób pominąć. Po raz pierwszy ktoś z grona mającego największą wiedzę o Smoleńsku mówi jasno: piloci zostali z góry osądzeni.

ruk, rmf.fm

[fot. Raport KBWLLP]

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook