Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Dzika reprywatyzacja w Warszawie trwa

20.08.2016

Urzędnicy warszawskiego ratusza zadbali, by plan przestrzenny wokół Pałacu Kultury i Nauki przewidywał wybudowanie wysokich wieżowców - informuje „Gazeta Stołeczna” (dodatek do „Gazety Wyborczej”). W tym samym czasie, kiedy urbaniści opracowywali tę koncepcję, współpracownicy Hanny Gronkiewicz-Waltz pozwolili na reprywatyzację dwóch działek, na których zostaną zbudowane drapacze chmur. Oburzenie wywołuje fakt, że są one warte krocie.

Mowa o działce po południowej stronie Sali Kongresowej, z dawnym adresem Chmielna 70 i o parceli na dawnej Siennej 29, między Salą Kongresową a parkiem Świętkorzyskim.

Obie należą od 2012 r. do kupców roszczeń. Pierwsza z nich została odkupiona od spadkobierców dawnego właściciela, Duńczyka który stracił majątek na mocy dekretu Bieruta. Jednak wielu wskazuje, że w tej sytuacji nie ma możliwości reprywatyzacji, ponieważ roszczenia obywateli Danii spłacono w PRL.

Dziennikarki „Gazety Stołecznej” opisują historię tworzenia planów zagospodarowania przestrzeni wokół Pałacu Kultury. Począwszy od końcówki rządów PiS w 2006 r., gdy Rada Warszawy uchwaliła plan bez wieżowców, a naczelny architekt miasta, Michał Borowski, dążył do niskiej zabudowy.

Hanna Gronkiewicz-Waltz w ówczesnej kampanii wyborczej określiła te plany jako „mało ambitne”, a PO zapowiedziała wkomponowanie na pl. Defilad wieżowców.

Stołeczna wyjaśnia, jak jednocześnie tworzono plan zagospodarowania przestrzeni z wysokimi wieżowcami, a z drugiej strony doprowadzono do otwarcia możliwości przejęcia wcześniej wspomnianych działek.

Rodziny dawnych właścicieli Chmielnej 70 i Siennej 29 w 2008 r. postępowaniu spadkowym doprowadzają do unieważnienia w Samorządowym Kolegium Odwoławczym decyzji, które uniemożliwiały im przejęcie praw do parcel na mocy dekretu Bieruta. Niedługo ratusz przedstawia wizję dwóch wieżowców w sąsiedztwie PKiN, a SKO po zbadaniu teczek obu działek, wydaje decyzje, które pozwolą je przejąć. Adwokaci skierowali swoje kroki do Biura Gospodarki Nieruchomości, a w tym samym czasie urbaniści kończą koncepcje planu przestrzennego.

W 2010 r. po przedstawieniu radnym planu dochodzi do awantury. Komisja ładu przestrzennego dostała tylko jeden dzień na analizę projektu.

- Komisję zmuszono do jazdy bez trzymanki - mówił radny z SdPl.

Maciej Maciejowski z PiS surowo ocenił działania PO:

- Desperacka potrzeba sukcesu, którym ekipa Hanna Gronkiewicz-Waltz chce się chwalić przed wyborami.

Jacek Wojciechowicz, wiceprezydent Warszawy, wcale tego nie ukrywa:

- Zależało nam na tej uchwale, była realizacją zobowiązań ekipy PO i pani prezydent.

Kłótnia o działki wybuchła na nowo w tym roku. Jan Śpiewak, lider stowarzyszenia Miasto Jest Nasze i śródmiejski radny mówił, że mowa jest o najprawdopodobniej najdroższej działce w Polsce, a Wojciechowicz podwyższył możliwość zabudowy do ponad 200 m.

- Tak się dziwnie składa, że obie działki, gdzie można postawić te wieżowce, należą dzisiaj do handlarzy roszczeń - mówił Śpiewak.

Wojciechowicz odpowiadał dziennikarkom, że nie było takiej praktyki w ratuszu, która pozwoliłaby BGN na poinformowanie go o prawdopodobnym zwrocie działek. Dodał, że nie można kierować się roszczeniami reprywatyzacyjnymi przy planowaniu przestrzennym, ponieważ obejmują one całe warszawskie centrum.

- Podchodzę do tego jako urbanista, nie interesuje mnie, kto jest właścicielem gruntu - mówił wiceprezydent.

Wojciechowicz nie powstrzymał się także przed skrytykowaniem planów poprzednich władz miasta. Niską zabudowę, jaką proponował PiS, określił mianem „dywanu przed PKiN”, a wysokość „obraża rozum”.

wkt/wPolityce.pl

[fot. Fratria]

Warto poczytać

Facebook