Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Duda: Kryzys dialogu to wina premiera

20.07.2013

Piotr Duda w ostro ocenia działania rządu Donalda Tuska. Zdaniem związkowca, rząd popiera niektóre przepisy tylko dlatego, że są antypracownicze. "Ten rząd chyba lubi być antypracowniczy" - dodaje.

Przewodniczący NSZZ „Solidarność” Piotr Duda rozmawia z "Rzeczpospolitą".

Duda zapowiedział akcję strajkową związkowców i dodał, że sprawy elastycznego czasu pracy "nie odpuszczą".

"Komitet strajkowy przygotowuje rozmaite działania, ale może w ogóle do tych wszystkich protestów nie dojdzie. Do 11 września, czyli do początku naszej akcji, zostały jeszcze dwa miesiące. Może rząd się opamięta i zacznie rozmawiać ze związkowcami" - mówi szef "S".

Duda wskazuje, że to rząd jest winnym kryzysu w relacji ze związkami zawodowymi. "Premier ciągle narzeka, że Duda jest niedobry, związkowcy zerwali dialog, a sam jest wszystkiemu winien. Jak wyglądał dialog w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego? Nie było żadnego dialogu. Proponowaliśmy wzrost płacy minimalnej do 1720 zł, a rząd na to, że będzie najwyżej 1680 zł i że mamy się cieszyć, bo były plany zamrożenia płacy minimalnej na poziomie 1600 zł. Podwyżek dla sfery budżetowej nie było od 2009 roku. Ustawa o elastycznym czasie pracy w ogóle nie była dyskutowana na posiedzeniu plenarnym Komisji Trójstronnej. Komisja została zwołana dopiero po uchwaleniu ustawy. Nie wiem po co, skoro nie było już o czym rozmawiać. Chyba po to, żeby pan Donald Tusk mógł się pokazać ze związkowcami i potem twierdzić, że prowadzi dialog" - tłumaczy.

Szef "Solidarności"
przyznaje, że obecnie dialog z rządem wydaje się mało prawdopodobny.

Duda odniósł się również do słów Bogdana Borusewicza, który mówił, że w czasie stanu wojennego Duda "był po drugiej stronie", bo ochraniał wraz z wojskiem telewizję i radio. "Widać, że kolesiom z Platformy puszczają nerwy i temu się nie dziwię. Jednocześnie są granice walki politycznej i pan marszałek je przekroczył. Czy wszyscy młodzi ludzie, którzy w 1980 roku zostali wcieleni do zasadniczej służby wojskowej, byli po drugiej stronie czy tylko ja? Ciekaw jestem, co zrobiłby na moim miejscu pan Borusewicz, gdyby był o 10 lat młodszy. Mnie nie wsadzali do internatu ani do więzienia, tylko do służby wojskowej, i to jest jedyna różnica. Janusz Śniadek, będąc przewodniczącym związku, mówił, że egzamin z solidarności trzeba zdawać codziennie. I ja się staram to robić. A pan Borusewicz go oblał, bo to robotnicy wynieśli go na stanowisko marszałka Senatu, a on się im odwdzięczył, liberalizując kodeks pracy" - tłumaczy Piotr Duda.

Argumentuje również, dlaczego mówił o premierze Tusku, że jest kłamcą i tchórzem. "Mam dowody na to, że pan premier w wielu sprawach nas okłamał. A skoro tak, to jest kłamcą. Międzyzwiązkowy komitet strajkowy na Śląsku prosił go o spotkanie, ale premier nie zareagował. A potem przyjechał w to samo miejsce i otoczył się wielkim płotem. To dla mnie jest tchórzostwo. I nie ma się o co obrażać. O mnie mówią, że jestem bandytą – a nie jestem – i się nie obrażam" - dodaje.

Związkowiec wskazuje, że nie jest zainteresowany wejściem "S" w politykę. "Ja się do polityki nie wybieram i dopóki będę przewodniczącym związku, „Solidarność” nie będzie nikogo rekomendować na listy wyborcze. Ale nie dajmy się zwariować. Działaczy związkowych nie można pozbawiać praw publicznych. Kto chce iść do polityki – niech idzie, ma do tego prawo, musi tylko zrezygnować z funkcji związkowych, zgodnie ze statutem NSZZ „Solidarność”. Tak jak zrobił to Janusz Śniadek" - wskazuje.

Piotr Duda odrzuca również krytykę,że związek zbliżył się za bardzo do PiSu. "To, że się nie pokazuję na salonach PO, nie znaczy, że jestem po stronie PiS. Po prostu idę tam, gdzie mnie zapraszają. Byłem na kongresie PiS, Solidarnej Polski, bo to partie, które popierają związkowe postulaty, spotkałem się także z klubami SLD i PSL. Od Klubu PO jakoś nie mogę się doczekać zaproszenia, choć proponowałem to przewodniczącemu już półtora roku temu. Na początku mojej działalności starałem się rozmawiać z panem premierem. Wtedy mówiono, że jestem człowiekiem PO. Teraz, kiedy rozmawiam z PiS, mówią, że jestem człowiekiem PiS. Jestem liderem związku zawodowego, któremu zależy na pracownikach, a nie na partiach politycznych" - tłumaczy.

TK,Rp.pl
[Fot. PAP/Jakub Kamiński]
Słowa kluczowe:

związek zawodowy

,

rząd

,

pracownicy

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook