Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Decyzja prokuratury po myśli "Wyborczej"

22.03.2012

Umorzono śledztwo w sprawie ujawnienia w artykułach "Gazety Wyborczej" niejawnych informacji wytworzonych przez ABW - poinformowała w czwartek PAP warszawska prokuratura okręgowa. Doniesienie w sprawie złożył w zeszłym roku b. szef ABW Bogdan Święczkowski.

Śledztwo było pokłosiem opublikowanego 21 września zeszłego roku w "GW" tekstu pt. "Jak PiS polował na Wałęsę", w którym m.in. ujawniono dokument ABW z informacjami o rzekomych powiązaniach Jarosława Wałęsy z trójmiejskim gangsterem "Zacharem".

Rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Monika Lewandowska powiedziała, że wątek ujawnienia informacji dziennikarzom umorzono z powodu niewykrycia sprawcy, zaś wątek dotyczący ujawnienia informacji dokonanego przez dziennikarzy umorzony został "z powodu znikomej szkodliwości czynu".

Lewandowska wskazała, że prokurator uznał w swej decyzji, iż "dziennikarze kierowali się chęcią pokazania kulisów prac ABW". Dodała, że uzasadnienie umorzenia jest częściowo niejawne, a decyzja zapadła w pierwszej połowie marca.

Kodeks karny stanowi, że kto ujawnia lub wbrew przepisom ustawy wykorzystuje informacje stanowiące tajemnicę państwową, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

W "GW" zrelacjonowano też m.in. przebieg spotkania w kancelarii premiera za czasów rządów PiS, wiosną 2007 r. Szef ABW Bogdan Święczkowski miał wtedy przekazać ówczesnemu premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu informacje o rzekomych powiązaniach syna Lecha Wałęsy - Jarosława ze światem przestępczym; Kaczyński miał powiedzieć: "Przez młodego wyjdziemy na starego". Taki opis spotkania miał przedstawić Janusz Kaczmarek w zeznaniach złożonych podczas śledztwa w sprawie inwigilacji dziennikarzy w czasach rządów PiS. J. Kaczyński zaprzeczył, by miał tak powiedzieć.

W końcu września Święczkowski zawiadomił prokuratora generalnego o podejrzeniu "wykorzystywania służb specjalnych do dyskredytacji niektórych kandydatów w wyborach". Twierdził, że publikacje "GW" narażają go na poniżenie w opinii publicznej. Napisał w tej sprawie także do premiera.

Mówiąc o publikacji "Gazety Wyborczej" Lech Wałęsa oświadczył wtedy: "Ja nie mam najmniejszych wątpliwości, że tak było". "Dla mnie to nie jest żadna sensacja, tylko to są stwierdzone fakty. Na ile są dowody, to czas pokaże. Niemniej dziś jest kampania wyborcza, idźmy do przodu, a jutro niech się inni zastanowią, co z tym zrobić" - powiedział były prezydent.

Święczkowski mówił zaś, że z tekstu "GW" wynika, że ABW pod jego kierownictwem "z inspiracji parti  politycznej PiS podejmowało niezgodne z prawem (...) działania operacyjne wobec Jarosława Wałęsy w celu 'dojścia' do Lecha Wałęsy". Podkreślał, że nikt z ABW, gdy był jej szefem, nie podejmował działań inwigilujących w sposób bezprawny jakichkolwiek obywateli, tym bardziej polityków. Dodawał, że "rewelacje te ukazały się w czasie kampanii wyborczej", w której kandydował z listy PiS. "Artykuł miał doprowadzić do próby dyskredytacji mojej osoby" - mówił.

PAP

[fot.wyborcza.pl]
CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook