Jedynie prawda jest ciekawa

Czystki w "Rzeczpospolitej"

05.11.2012

Redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" Tomasz Wróblewski, redaktor Cezary Gmyz oraz szefowie działu krajowego gazety zostali wyrzuceni z pracy w związku z publikacją artykułu "Trotyl na wraku tupolewa". Taką decyzje podjęła Rada Nadzorcza Prespubliki.

W związku z publikacją "Trotyl we wraku tupolewa" RN Presspubliki rekomendowała w poniedziałek zarządowi odwołanie red. naczelnego "Rz" Tomasza Wróblewskiego, jego z-cy Bartosza Marczuka, szefa działu krajowego Mariusza Staniszewskiego oraz red. Cezarego Gmyza.

W wydanym w poniedziałek wieczorem komunikacie Rada Nadzorcza Presspubliki, wydawcy "Rzeczpospolitej", poinformowała, że w poniedziałek przeprowadzono rozmowy z wszystkimi osobami, które miały związek z publikacją.

"Rada Nadzorcza oraz właściciel wydawnictwa Grzegorz Hajdarowicz po przeprowadzonym postępowaniu uznaje, że dziennikarze związani z publikacją nie mieli podstaw do stwierdzenia, że we wraku tupolewa znaleziono ślady trotylu i nitrogliceryny. Tekst uznajemy za nierzetelny i nienależycie udokumentowany" - brzmi oświadczenie wydawcy.

"Nieprzemyślane działania kilku osób znów wywołały wojnę polsko-polską. Za to wszystko czytelników przepraszam" - oświadczył sam Hajdarowicz.

W ubiegłym tygodniu "Rzeczpospolita" napisała, że śledczy na wraku samolotu Tu-154M w Smoleńsku znaleźli ślady trotylu i nitrogliceryny. Prokuratura wojskowa zaprzeczyła, że są takie ustalenia. Równocześnie wskazała jednak, że znalezione ślady mogą oznaczać obecność substancji wysokoenergetycznych, m.in. materiałów wybuchowych. Dopiero badania laboratoryjne będą mogły być podstawą do twierdzenia o istnieniu bądź nieistnieniu śladów materiałów wybuchowych - twierdzili prokuratorzy.

Autorem tekstu był Cezary Gmyz. W swoim oświadczeniu RN zaznaczyła, że zarząd spółki 31 października przekazał Gmyzowi dokumenty pozwalające mu na ochronę świadków, jak i pisemne zapewnienie o ochronie jego osoby w razie przyszłych procesów, jeśli okazałoby się, że rzetelnie zbierał materiały i posiada na to stosowne dowody.

Wśród dokumentów było również zapewnienie o ochronie informatorów, a dla ich bezpieczeństwa oświadczenia miały być zdeponowane w jednej z kancelarii adwokackich. Gmyz zobowiązał się do przedstawienia do poniedziałku, do godz. 14 dokumentów, nagrań i wszelkich materiałów, na podstawie których napisał swój tekst.

"Pan redaktor Cezary Gmyz, pomimo wcześniejszych zapewnień, nie przedstawił żadnych oświadczeń stwierdzając, że informatorzy odmówili złożenia dokumentów. Niezależnie od tego, co ustali prokuratura, na obecnym etapie wiedzy publikowanie tytułu +Trotyl we wraku tupolewa+ było ogromnym nadużyciem" - oświadczyła RN Presspubliki.

Osobne oświadczenie w tej sprawie wydał prezes zarządu Presspubliki. Hajdarowicz ocenił, że tekst Gmyza "nie powinien się nigdy w takiej formie ukazać w +Rzeczpospolitej+".

"Z przeprowadzonego przeze mnie i Radę Nadzorczą postępowania wyjaśniającego wynika, że nie był on w ogóle udokumentowany. Informacje uzyskane przez dziennikarzy o cząstkach wysokoenergetycznych powinny być przekazane rzetelnie, bez nadinterpretacji i uprzedzania wyników badań i analiz. Ogromnym nadużyciem był też sam tytuł artykułu" - napisał Hajdarowicz.

"Za błędne decyzje trzeba ponosić konsekwencje, stąd dymisje i zwolnienia dyscyplinarne w redakcji. Od dzisiaj tak będzie zawsze. Zapewniam, że zrobię wszystko, co możliwe, aby taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzyła, aby to, co będziemy publikować w +Rzeczpospolitej+, było zawsze wiarygodne, rzetelne, przemyślane i sprawdzone. Wiarygodność musi być naszą najwyższą wartością. Jeszcze raz wszystkich przepraszam" - napisał Hajdarowicz.

Gmyz powiedział portalowi niezalezna.pl, że miał wrażenie, że decyzja została podjęta jeszcze przed posiedzeniem Rady Nadzorczej, dlatego jeszcze w zeszłym tygodniu złożył rezygnację. "Nie została ona jednak przyjęta, ale dzisiaj zwolniono mnie dyscyplinarnie. Rozmawiając z Radą Nadzorczą wydawnictwa wiedziałam, że decyzja została podjęta znacznie wcześniej" - powiedział. W rozmowie z portalem wPolityce.pl - Gmyz stwierdził, że rozmowa z Radą Nadzorczą przypominała przesłuchanie przed komisją weryfikującą dziennikarzy w stanie wojennym, zaś wypowiedzenie, które mu wręczono na końcu spotkania - niewątpliwie przygotowano już zawczasu. Samo oświadczenie rady uznał za kłamliwe. Zapowiedział też obronę swojego dobrego imienia na drodze prawnej.

Wcześniej list otwarty w obronie Gmyza wystosowała znaczna część środowiska dziennikarskiego. Podkreślono w nim, że przez lata pracy udowodnił on, że "jest poważnym i rzetelnym dziennikarzem". "Oceniając jego bogaty dziennikarski dorobek trudno nam uwierzyć, że popełnił on pomyłkę w przypadku tak poważnej sprawy i sprzeniewierzył się dziennikarskiej rzetelności" - napisali autorzy listu, m.in.: Teresa Bochwic,
Krzysztof Czabański, Jerzy Jachowicz, Stanisław Janecki, Dorota Kania, Marek Król, Joanna Lichocka, Jan Pospieszalski, Agnieszka Romaszewska, Tomasz Sakiewicz, Ewa Stankiewicz, Tomasz Terlikowski, Bronisław Wildstein i ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Tomasz Wróblewski jest redaktorem naczelnym "Rzeczpospolitej" od roku - objął funkcję w październiku 2011 r. Zastąpił wówczas na stanowisku Pawła Lisickiego (dziś naczelnego wydawanego także przez Presspublikę tygodnika "Uważam Rze"), który kierował "Rz" od 2006 r. Wcześniej Wróblewski kierował tygodnikiem "Newsweek", był też szefem "Dziennika Gazeta Prawna" i magazynu "Profit".

Presspublica wydaje m.in. "Rzeczpospolitą" i tygodnik "Uważam Rze", jest też właścicielem portali internetowych, m.in. rp.pl.

ansa/pap/wPolityce.pl

[fot. PAP]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook