Jedynie prawda jest ciekawa

Bondaryk "zderzakiem" Tuska. Cichocki nadzorcą

05.01.2012

Minister Jacek Cichocki w dzisiejszym „kontrwywiadzie RMF” uznał za krzywdzące planowane zmiany za porównanie do Kiszczaka.

Konrad Piasecki: - Ale nie zmienił się [tzn. nadzór i koordynację nad służbami specjalnymi – PB] też w stosunku do tego, co mieliśmy lat temu kilkanaście, opozycja mówi: "To powrót do PRL-owskiego kierowania bezpieką i milicją w stylu generała Kiszczaka".

Min. Jacek Cichocki: - To jest bardzo krzywdzące dla mnie. Wtedy był zupełnie inny styl kierowania zwłaszcza służbami specjalnymi i ręczne skierowanie nimi nie po to, żeby wypełniały prawo.

Tymczasem we wczorajszym „Naszym Dzienniku” wskazywałem, że żaden z ministrów III RP nie uzyskał takiej władzy, nad służbami specjalnymi i mundurowymi, jak Jacek Cichocki. Czy osoba planująca takie rozwiązania, może pominąć milczeniem zagrożenia i prawne zastrzeżenia, jakie wiążą się z powolnym tworzeniem superministerstwa nadzorującego służby mundurowe i specjalne? Nie odniósł się również do zasadniczego problemu, jakim jest walka o ABW. Zwłaszcza, że porównanie obecnej sytuacji „do czasów Kiszczaka” dotyczyło jedynie rozwiązań prawno-kompetencyjnych, a nie osobisto-moralnych.

W „ND” napisałem bowiem, że ten rok może przynieść istotne zmiany w rządzie Donalda Tuska. Nie wykluczył ich sam premier, nazywając swoich ministrów "zderzakami". Przetasowania mogą dotknąć nietykalnej do tej pory sfery - służb specjalnych. Decyzja Tuska o nominacji Jacka Cichockiego na szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wydanie rozporządzenia o przekazaniu Cichockiemu koordynacji służb specjalnych oraz wypowiedzi samego szefa MSW świadczą o tym, że otoczenie premiera planuje przejęcie kontroli nad służbami specjalnymi. Sam minister Cichocki już w grudniu 2011 r. publicznie poparł projekt włączenia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego do MSW. Odwołanie wiceministra Adama Rapackiego świadczy o poszerzaniu przez szefa MSW sfery wpływów.

Od analityka do ministra

Nominacja 18 listopada 2011 r. Jacka Cichockiego na szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych była jedną z niespodzianek nowego rządu Tuska. Jest to jeden z najtrudniejszych resortów, odpowiadający za bezpieczeństwo państwa, nadzorujący wielotysięczne służby mundurowe, borykające się z niedofinansowaniem. Tymczasem Cichocki w przeszłości był pracownikiem i szefem analitycznego Ośrodka Studiów Wschodnich, a przez ostatnią kadencję sekretarzem Kolegium ds. Służb Specjalnych. (…) Przewodniczącym kolegium jest premier, ale ze względu na liczne obowiązki nie ma on możliwości realnego nadzorowania służb specjalnych i kierowania kolegium. (…)

Funkcji sekretarza kolegium nie można mylić z urzędem ministra-koordynatora. Sekretarz kolegium nie posiada kompetencji władczych, kontrolnych, nadzorczych wobec służb specjalnych. Do jego ustawowych obowiązków należy jedynie organizacja prac kolegium oraz wysyłanie do innych organów rządowych wniosków o przesłanie informacji dla kolegium. I za taką właśnie działalność odpowiadał w poprzedniej kadencji minister Cichocki. Jednak oprócz tych ustawowych zadań zajmował się on działaniami służb specjalnych. Starał się być w cieniu, uczestniczył w zakulisowych rozmowach, negocjacjach, decyzjach odnośnie do służb, afer, ale również katastrofy smoleńskiej. Świadczą o tym ujawnione ostatnio nagrania Edmunda Klicha. To również Cichocki wypowiadał się niejasno w sprawie zdjęć satelitarnych miejsca katastrofy.

Kompetencje jak Kiszczaka

Zyskał zaufanie Tuska, który najwyraźniej wybrał go na swojego człowieka w służbach. Niespełna tydzień po nominacji Cichockiego na szefa MSW Tusk przekazał mu władzę nad służbami specjalnymi. 24 listopada premier podpisał rozporządzenie w sprawie zakresu działania ministra spraw wewnętrznych dotyczącego koordynacji służb specjalnych. Tusk powierzył Cichockiemu koordynację działalności ABW, AW, SKW, SWW i CBA oraz nadzór nad tą działalnością. (…)

Tymczasem zgodnie z obowiązującą ustawą premier może powierzyć obowiązek koordynacji współpracy służb specjalnych tylko "ministrowi powołanemu w celu koordynowania działalności służb specjalnych albo szefowi jednej ze służb". Szef MSW nie posiada takich kompetencji, nie jest również ministrem-koordynatorem. Dlatego opozycja słusznie oceniła, że powyższe rozporządzenie jest sprzeczne z prawem, zapowiedziała nawet skierowanie wniosku do Trybunału Konstytucyjnego. (…)

Podporządkowanie Cichockiemu służb specjalnych i mundurowych uczyniło z niego ministra posiadającego największy, od czasów generała Kiszczaka, zakres uprawnień w zakresie bezpieczeństwa państwa. W okresie III RP żaden z ministrów nie nadzorował równocześnie policji, wywiadu i kontrwywiadu, służb wojskowych i cywilnych, BOR i Straży Granicznej. Inną sprawą jest, czy Cichocki będzie potrafił skutecznie kontrolować te instytucje.

Pozycja Cichockiego jest też dowodem na tworzenie konkurencyjnego wobec dotychczas istniejących ośrodka władzy służb specjalnych oraz chęci zmniejszenia znaczenia dotychczasowych ośrodków kierowniczych - do tej pory najpoważniejszym było szefostwo ABW.

Powrót ABW do MSW powrotem do PRL

Taki kierunek projektowanych zmian potwierdzają również publiczne wypowiedzi Cichockiego o planach zmian w służbach specjalnych. W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" z 15 grudnia 2011 r. zapowiedział rewolucję w tym obszarze.

Szczególnie interesująca jest odpowiedź na pytanie: "Czy możemy się spodziewać powrotu ABW do struktur MSW?". Cichocki odpowiedział: - Nie ukrywam, że myślę o tym, ale nie chciałbym składać żadnych deklaracji, bo to wymagałoby już zmian ustawowych. Rozwiązanie, w którym wewnętrzna służba specjalna nadzorowana jest przez szefa MSW, sprawdziło się w wielu krajach.

Następnie szef MSW mówił o swojej koncepcji specjalnego organu kontrolnego dla pracy operacyjnej służb. Brakuje nam profesjonalnego, możliwie jak najbardziej niepolitycznego organu, który byłby w stanie kontrolować ten wrażliwy obszar. (…)

Trzeba dodać, że ABW nigdy nie była ustawowo podporządkowana MSW, takie rozwiązanie istniało jedynie w PRL, gdzie SB była włączona do MSW.

Alternatywa dla Bondaryka

Obecnie szef ABW - zgodnie z obowiązującą ustawą - bezpośrednio podlega premierowi. Szef rządu posiada zresztą szereg uprawnień w stosunku do ABW. (…)

Ujawniony przez ministra Cichockiego pomysł włączenia Agencji do struktury MSW jest więc rewolucją w sferze działania służb specjalnych w Polsce. W ten sposób ograniczone zostaną kompetencje premiera, gdyż "powrót ABW do MSW" zmieni podporządkowanie szefa Agencji. Czy to oznacza, że premier Tusk chce pozbyć się części władzy? Nie, raczej dąży do uszczuplenia imperium ABW i jej szefa. Podobnie należy interpretować słowa Cichockiego o konieczności powołania organu kontrolującego służby specjalne (notabene powiedział to minister rządu, który zlikwidował urząd koordynatora!).

Dlatego decyzja o połączenie kompetencji szefa MSW i koordynatora była świadomą decyzją, podyktowaną dążeniem do ograniczenia wpływów szefa ABW. W dodatku po nowelizacji ustawy będzie można zmienić szefa ABW. Jednak czy minister Cichocki, posiadając nawet tak ogromne uprawnienia, może stać się alternatywą dla Krzysztofa Bondaryka?

W uścisku ABW

ABW jest największą służbą specjalną w kraju. Agencja w okresie szefostwa Krzysztofa Bondaryka zdominowała pozostałe służby specjalne - m.in. w wyniku wprowadzenia ustawowych przepisów (np. w ustawie o ochronie informacji niejawnych) bądź poprzez wycofanie innych służb z pewnych obszarów lub stworzenie instytucji kontrolujących z ramienia ABW inne służby (np. CAT ABW).

W dodatku prawie wszyscy obecni szefowie specsłużb byli funkcjonariuszami ABW (np. SKW na stronie internetowej szczyci się: trzon kadry kierowniczej nowego kontrwywiadu wojskowego stanowią byli funkcjonariusze ABW). Agencja posiada w swoim archiwum akta personalne tych osób, zna ich charakterystyki i nawyki, posiada również wiedzę o ich sukcesach i porażkach. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, jak istotne są to informacje w działalności służb specjalnych.

Dzięki takim uprawnieniom i możliwościom gen. Bondaryk stał się nieformalnym szefem służb specjalnych. Dotychczas w III RP żaden z szefów służb specjalnych nie kierował nimi przez tak długi czas, nie posiadał takiej władzy, nie poszerzał jej w takim stopniu. Mając wiedzę o kulisach rządów ostatniego czterolecia, szef ABW stał się na tyle wpływowy, że nie można go bez przeszkód usunąć z rządu (jak np. Bogdana Klicha). Najwyraźniej zrozumiał to Tusk i uznał, że najpierw należy utworzyć instytucjonalną przeciwwagę dla sfery wpływów nieformalnego lidera służb. Stąd pomysł powołania superministra nadzorującego zarazem MSW i służby specjalne.

Czas pokaże, czy szef ABW zechce być kolejnym "zderzakiem" Tuska i w ten sposób zakończy się era Bondaryka. Jednak decyzje premiera wskazują, że trwa zaciekła walka o kontrolę nad ABW.

Cały tekst:

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120104&typ=my&id=my03.txt

 

Piotr Bączek

[fot. PAP / P. Supernak]

 

 

 

 

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook