Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Biegły w sprawie akcji w Magdalence nie wyłączony

16.02.2015

Biegły, który od roku nie stawiał się na proces policjantów oskarżonych o nieprawidłowości w akcji zatrzymania bandytów w Magdalence w 2003 r., stawił się w poniedziałek w sądzie, ale chciał wyłączenia ze sprawy. Sąd na to jednak nie przystał.

Ponad 6 godzin trwało przesłuchanie Pawła Mosznera - biegłego b. policyjnego antyterrorysty i do połowy lat 90. oficera GROM - w procesie dotyczącym policyjnej akcji w podwarszawskiej Magdalence, gdzie antyterroryści próbowali zatrzymać Roberta Cieślaka i Igora Pikusa, zamieszanych w zabójstwo policjanta. Na posesji bandyci rozmieścili sterowane przewodem miny-pułapki, które wybuchły w pobliżu antyterrorystów. Jeden z nich zginął w wybuchu, inny zmarł od ran; 16 funkcjonariuszy zostało rannych. W wyniku wymiany ognia budynek częściowo spłonął; przestępcy śmiertelnie zatruli się czadem.

Akcja wywołała krytykę; opozycja żądała dymisji ówczesnego szefa MSWiA Krzysztofa Janika. Sejmowa komisja uznała, że doszło do uchybień, bo m.in. nie przygotowano wariantów akcji, nie było właściwego zabezpieczenia medycznego ani informacji operacyjnych o minach.

Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce oskarżyła w tej sprawie o niedopełnienie obowiązków Grażynę Biskupską - b. naczelnik wydziału ds. walki z terrorem kryminalnym Komendy Stołecznej Policji, Kubę Jałoszyńskiego - b. dowódcę pododdziału antyterrorystycznego i Jana Pola - b. wiceszefa stołecznej policji.

Sądy I instancji dwukrotnie uniewinniały oskarżonych, wskazując, że akcja była precedensowa i trudno było przygotować się do niej bardziej, a niektórych zdarzeń nie dało się przewidzieć. Sąd odwoławczy, po apelacjach prokuratury, uchylał te orzeczenia i sprawa wracała do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Jeden z najistotniejszych dowodów w sprawie to ekspertyzy biegłych. Jedną z nich złożył znany kryminalistyk prof. Bronisław Młodziejowski, który nie znalazł dokumentów potwierdzających, by wadliwie kierowano akcją (choć dowodzenie jego zdaniem "nie było przejrzyste"). Biegły podkreślał, że celem policji było zatrzymanie bandytów, a nie ich zabicie. Według niego użycie strzelców wyborowych niewiele by zmieniło.

O konieczności rozmieszczenia strzelców wyborowych przekonany był inny, trzyosobowy zespół biegłych, który złożył swą ekspertyzę do akt sprawy. W toczącym się procesie sąd przesłuchał dwóch z nich, ale na poprzednich rozprawach zmienili oni treść swej opinii co do planu szturmu i rozmieszczenia snajperów. Ponieważ sąd nie mógł wezwać trzeciego - Pawła Mosznera - pojawił się problem z ustaleniem, co jest wspólną tezą całej trójki, a co mówi tylko jeden z nich. Moszner od listopada 2013 r. nie odbierał wezwań do sądu, kierowanych doń trzykrotnie. Został nawet ukarany karą 7 tys. zł (po odwołaniu sąd apelacyjny uchylił tę karę).

W poniedziałek Moszner stawił się jednak w sądzie, ale złożył wniosek o wyłączenie go ze sprawy. Jak napisał w oświadczeniu, jest w niej nieobiektywny, bo przygotowuje książkową publikację "o największej policyjnej tragedii, jaką była akcja w Magdalence". "Nie otrzymywałem wezwań z sądu, więc uznałem, że przestałem być biegłym" - tłumaczył Moszner. Chciał też, by nie podawać publicznie jego nazwiska. "Nie ma biegłych incognito" - odpowiedział sąd.

"Prokurator w rozmowie powiedział mi, że sąd nie jest bezstronny w tej sprawie, a zeznający świadkowie mają coraz lepszą, a nie coraz gorszą pamięć i że sąd tylko realizuje koncepcję uniewinnienia. Byłem wielokrotnie naciskany, straszony i szykanowany" - napisał biegły. "Nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia" - oświadczył prok. Andrzej Ołdakowski spytany przez sąd o oświadczenie biegłego. Oskarżyciel dodał, że nie widzi podstaw do wyłączenia biegłego.

Sąd również ich nie widział i przez 6 godzin przesłuchiwał Mosznera, który - jak przyznał - nie miał ostatnio możliwości zapoznania się z aktami sprawy. "Czy zdaje sobie pan sprawę, że ten proces półtora roku stoi w miejscu tylko dlatego, że sąd nie może pana wezwać, zaprosić - to są problemy nieznane w świecie anglosaskim, że nie wykonuje się postanowień sądu, to pierwszy przypadek, że sąd karze biegłego" - powiedział do Mosznera sędzia Piotr Gąciarek. Biegły podtrzymał, że czuje się szykanowany. "Różne rzeczy dzieją się w tej sprawie, docierają do mnie różne informacje" - mówił. "Jeśli ktoś panu grozi, odsyłam na posterunek policji" - odparła mu prowadząca proces sędzia Anna Wierciszewska-Chojnowska.

Sąd pytał go m.in. o szkic miejsca zdarzenia, który był jego autorstwa. Moszner nie potrafił umiejscowić szkicu na mapie, żeby wskazać, czy strzelcy wyborowi (z których zdaniem zespołu Mosznera należało skorzystać) mieli stać za drogą, w jakimś budynku czy lesie. "Nie pamiętam rzeźby terenu. Nie pamiętam, w jakiej odległości byli ci strzelcy, ale na miejscu przy użyciu modelu karabinu sprawdzaliśmy możliwość zajęcia stanowiska i wycelowania. Wszystko widać na materiale telewizyjnym" - zapewnił. Potem mówił, jak należy prowadzić obserwację okolicy.

"A bierze pan to z taktyki wojskowej czy policyjnej?" - pytał sąd. "Z antyterrorystycznej. W pewnych sytuacjach metody stosowane przez oddziały wojskowe są takie same jak policyjne. Tylko siła ognia jest w wojsku większa" - brzmiała odpowiedź.

"W opinii biegłych napisano, że była możliwość wykrycia ładunku wybuchowego w Magdalence, gdyby zastosowano podejście skryte. Jak można było to wykryć?" - pytała sędzia. "Nie pamiętam tych ustaleń. Jeśli podchodzi się ostrożnie, to zawsze jest taka szansa. Pewności nie ma nigdy" - odparł biegłych. "Proszę mi to wytłumaczyć jak blondynce" - apelowała sędzia Wierciszewska-Chojnowska. "Podchodząc ostrożnie, mogę patrzeć albo ominąć takie rzeczy. Mogę rozkazać wycofanie i z daleka wezwać do poddania" - wyjaśnił biegły. "No ale jak ominąć ukryty pod rynną kabel prowadzący do mieszkania, w którym bandyta może przyciskiem odpalić ładunek" - pytał sędzia Gąciarek. "Jeśli kabel był całkowicie niewidoczny, to jego wykrycie mogło być niemożliwe" - odpowiedział Moszner. "To na jakiej podstawie wydaliście opinię, że stosując skryte podejście wykrycie ładunku było możliwe?" - dociekał sąd. "Nie potrafię się dziś do tego ustosunkować" - zakończył biegły.

Sąd odroczył proces do 13 kwietnia. Wtedy powinien on dobiec końca.

mc,PAP
[fot. wPolityce.pl]
Słowa kluczowe:

akcja

,

antyterroryści

,

policja

,

proces

,

biegli

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook