Jedynie prawda jest ciekawa

Będzie ponowne przeszukanie MSZ

04.08.2012

W poniedziałek ma dojść do ponownego przeszukania terenu, na którym znajduje się archiwum MSZ w Warszawie. Policja na wniosek rodziny śp. Tomasza Merty ponownie spróbuje znaleźć obrączkę wiceministra kultury, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

Zgodnie z zeznaniami jednego z byłych urzędników MSZ rzeczy osobiste śp. Merty miały trafić do  archiwum resortu spraw zagranicznych na warszawskim Grabowie. Tam z niewyjaśnionych dotąd powodów, miały zostać spalone w ognisku. W czerwcu wersję urzędnika próbowali potwierdzić policjanci, którzy na zlecenie prokuratury przeszukali teren MSZ. Czynności zostały przeprowadzone w ramach śledztwa dot. kradzieży obrączki śp. Tomasza Merty.

Jak informowała Magdalena Pietrzak-Merta oraz jej pełnomocnik Bartosz Kownacki, pierwsze przeszukanie nie dało rezultatów. Policja użyła nieodpowiedniego sprzętu. Funkcjonariusze prowadzili przeszukanie jedynie przy pomocy prostego wykrywacza metali. Dlatego mecenas Kownacki we wniosku o ponowne przeszukanie zaznaczył, że rodzina wnosi o zastosowanie dokładniejszego sprzętu, który znajdowałby jedynie metale szlachetne. To ma pozwolić zweryfikować ostatecznie, czy na terenie resortu znajduje się obrączka wiceministra.

Śledztwo ws. obrączki śp. Tomasza Merty pokazało kolejne patologie w działaniach urzędów i urzędników po 10 kwietnia 2010 roku. Zgodnie z ustaleniami śledztwa, rzeczy osobiste wiceministra Merty zostały przekazane przez Rosjan polskiej ambasadzie w Moskwie. Później ślad po nich się urywa. Z zeznań ambasadora Jerzego Bahra wynika, że rzeczy trafiły do jego gabinetu, a potem zniknęły. Bahr miał zasłaniać się bałaganem i chaosem, jakie zapanował po tragedii smoleńskiej w polskiej ambasadzie. Zeznał, że nie wie, co stało się z rzeczami osobistymi Merty.

Zgodnie z zeznaniami jednego z byłych urzędników MSZ trafiły one do Warszawy. Nie przekazano ich jednak ani rodzinie, ani prokuraturze. Miały trafić pocztą dyplomatyczną do archiwum MSZ, gdzie podjęta została decyzja o ich spaleniu. Zdaniem mecenasa Kownackiego, osoby, które podejmowały decyzję o spaleniu rzeczy śp. Merty, były świadome, co znajduje się w palonej przez nich paczce.

Sprawa rzeczy osobistych śp. Tomasza Merty wychodzi na jaw dwa lata po katastrofie smoleńskiej. O losie poczty dyplomatycznej z przedmiotami śp. wiceministra mieli przez cały czas wiedzieć najważniejsi urzędnicy resortu spraw zagranicznych. Sprawa była jednak tuszowana, a rodzinę śp. Merty wysyłano do Mińska Mazowieckiego, by tam szukała rzeczy tragicznie zmarłego wiceministra. Magdalena Merta była zmuszona do przeszukiwania rzeczy znalezionych w Smoleńsku, choć nie było tam pamiątek po jej mężu.

TK,Naszdziennik.pl
[Fot. Youtube.pl]


CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook