Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Agentura broni sowieckich pomników

11.08.2014

"Rosyjska agentura wpływu uaktywnia się w sprawie sowieckich pomników" - alarmuje "Nasz Dziennik". Mowa m.in. o Stowarzyszeniu Przyjaźni Polsko-Rosyjskiej, które z ogromną werwą zaangażowało się w proces osób, które „sprofanowały” warszawski pomnik Braterstwa Broni Polsko-Sowieckiej.

Już w styczniu 2012 obrońcy pomnika zażądali od sądu informacji kiedy zaczyna się proces oskarżonych o oblanie farbą pomnika czterech śpiących i z jakich środowisk oni pochodzą.

„Z jakich środowisk rodzinnych i organizacyjnych pochodzą sprawcy profanacji pomnika Braterstwa Broni, zatrzymani na gorącym uczynku przez policjantów z Pragi Północ?” – pytał pełnomocnik Stowarzyszenia Zbigniew Kornell.

Choć Sąd Rejonowy Warszawa-Praga Północ odmówił odpowiedzi, niezrażony tym pełnomocnik skierował wniosek o umożliwienie udziału w procesie jako przedstawiciel społeczny, uzasadniając to tym, iż wymaga tego „ważny interes państwowy dla dobra dobrych relacji polsko-rosyjskich”, a statut organizacji przewiduje „przyjaźń z państwem rosyjskim w każdej możliwej dziedzinie”.

Co zdumiewające, na pisma te powołuje się prokurator wskazując, że są w społeczeństwie grupy, które opowiadają się za dalszym istnieniem tego typu pomników.

- Rozumiem, że w społeczeństwie, jak wskazuje prokurator, istnieją sentymenty jakichś ludzi do tego typu monumentów, ale z punktu widzenia procesowego nie odgrywają oni żadnej roli, a z punktu widzenia moralnego jestem co najmniej zdziwiony, że ktoś taki, jeżeli poczuwa się do przynależności do Narodu Polskiego, chce sympatyzować z taką ideą, której tak naprawdę skutkiem było niszczenie Narodu Polskiego – mówi mec. Krzysztof Wąsowski, obrońca jednego z oskarżonych.

- Ja bym tego nie tłumaczył agenturą, chociaż może tak być, ale raczej nazwijmy to agenturą wpływu - ocenia działalność tego typu grup prof. Włodzimierz Marciniak (PAN), członek polsko-rosyjskiej grupy ds. trudnych.

– Zastanawiający jest czas pojawiania się, pewna regularność tego typu inicjatyw i zachowań, na ogół zawsze w sytuacjach konfliktowych i spornych. Chyba mamy do czynienia z tego typu środowiskami, które w tego typu sytuacjach są gotowe bronić racji, tak jak one je rozumieją, często bez formalnej inicjatywy, Rosjan – tłumaczy Marciniak. – To – zdaje się – ujawnia istnienie wielu środowisk, być może w tej chwili rozproszonych w Polsce, jednak gotowych w takim czy innym stopniu w sytuacjach konfliktowych przyznawać stronie rosyjskiej rację – ocenia sowietolog.

A obrońcy pamiątek po sowieckich okupantach nie odpuszczają.

„W czasie pierwszej rozprawy sądowej w sprawie profanacji pomnika Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni na warszawskiej Pradze miało dojść do zakłócania przebiegu rozprawy i znieważania sędziego. Czy to prawda? Jeśli to prawda, to czy jest to zaznaczone w protokole akt sądowych i czy ustalono, jakie środowiska dopuściły się tych aktów awanturnictwa? Pytam, ponieważ nasze środowisko (Stowarzyszenie) nie było obecne wtenczas na Sali rozpraw i mogło dojść do ewentualnej prowokacji pod naszym adresem” – wnioskował parę miesięcy temu Kornell do sądu.

Z kolei o bezsensowności procesu jest przekonany mec. Wąsowski.

– Ten proces to kolejna strata pieniędzy polskiego podatnika, prowadzenie tego typu spraw, które już na poziomie prokuratury powinny być dawno prawidłowo rozstrzygnięte – podkreśla adwokat i wskazuje, że prowadzenie sprawy w sprawie "zbezczeszczenia pomnika, gdzie nie ma pomnika, gdzie prokurator nawet nie podjął trudu, żeby zbadać, czy to jest pomnik w rozumieniu prawnym - sąd za pierwszym razem wyraźnie to podkreślił, jest jego zdaniem zdumiewające.


Greg/"Nasz Dziennik"
[fot. wPolityce.pl]


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!

Warto poczytać

Facebook