Jedynie prawda jest ciekawa

USA: groźba automatycznych cięć budżetu

26.02.2013

Biały Dom nie przestaje straszyć dramatycznymi konsekwencjami, do jakich dojdzie, jeśli do piątku Kongres nie wypracuje kompromisu budżetowego - wejdą wówczas w życie automatyczne cięcia w budżecie USA w wysokości 85 mld USD. Nie zanosi się jednak, by partie wynegocjowały w Kongresie plan B.

Większość ekspertów i komentatorów nie zastanawia się już, jak uniknąć cięć, ale jak sprawić, by były jak najmniej bolesne. Republikanie w Kongresie nie chcą bowiem iść na ustępstwa i zamienić przynajmniej części cięć na podniesienie podatków dla najbogatszych czy likwidację niektórych ulg dla biznesu, co proponują Demokraci i prezydent Barack Obama.

Jednocześnie pojawiają się głosy ekspertów, którzy przekonują, że 85 mld dolarów cięć to raptem 2,4 proc. budżetu federalnego, który obecnie wynosi 3,6 bln  USD. Problem w tym, że cięcia są automatyczne i w ogromnej większości dotyczą tzw. wydatków nieobowiązkowych, a więc głosowanych co roku przez Kongres, w tym aż 43 mld w wydatkach na obronę. Cięcia nie obejmują natomiast najkosztowniejszych programów socjalnych: emerytalnych i opieki zdrowotnej dla najuboższych Medicaid.

- Czy możemy to (cięcia) przeżyć? Oczywiście, że tak. Mądre, a nie głupie cięcia, to dobra rzecz - powiedział były dyrektor Biura Budżetowego Kongresu USA Douglas Holtz-Eakin.

Pojawiają się propozycje, by agencjom federalnym i Pentagonowi dać więcej elastyczności w dokonywaniu cięć. O takim rozwiązaniu na razie nie chce słyszeć administracja Obamy, bo - jak się ocenia - byłoby to jak pogodzenie się już z porażką. Prezydent oraz jego ministrowie nie słabną w apelach o kompromis, jednocześnie unaoczniając obywatelom dramatyczne - ich zdaniem - konsekwencje cięć dla podnoszącej się po kryzysie gospodarki USA. Grożą, że pracę może stracić nawet milion osób w ciągu dwóch lat. Winą za niemal już pewne cięcia Obama obarcza Republikanów.

- Najwyraźniej Republikanie już zdecydowali, że zamiast kompromisu i zamiast wysiłków ze strony najbogatszych Amerykanów, wolą, by te cięcia obarczyły klasę średnią. (...) Czy naprawdę chcą, by te cięcia spadły na szkoły naszych dzieci, kosztem ochrony luk podatkowych dla posiadających odrzutowce biznesmenów? - mówił Obama w jednym z licznych przemówień w ostatnich dniach. - Im dłużej te cięcia będą trwały, tym poważniejsze będą ich konsekwencje - groził kolejny raz w poniedziałek na spotkaniu z gubernatorami. We wtorek znowu będzie mówił o konsekwencjach cięć, tym razem dla przemysłu obronnego, podczas przemówienia w Wirginii.

Konieczność automatycznych cięć, zwanych w waszyngtońskim żargonie sekwestrem (sequester), wynika z umowy zawartej latem 2011 roku między Białym Domem a Republikanami w Kongresie. Był to warunek, od którego spełnienia Republikanie uzależnili wtedy zgodę na podniesienie ustawowego maksymalnego poziomu zadłużenia USA. Umowa, usankcjonowana ustawą Kongresu, przewidywała, że jeśli obie strony nie osiągną porozumienia w sprawie cięć wydatków budżetowych do końca 2012 roku, to cięcia nastąpią automatycznie. Przed samym końcem ubiegłego roku przesunięto ten termin do 1 marca 2013 roku.

Jeśli do tego czasu partie nie znajdą alternatywnego planu, cięcia wyniosą 1,2 bln  USD w ciągu 10 lat, w tym 85 mld już w ciągu najbliższych siedmiu miesięcy. Wydatki obronne zostaną zredukowane o 8 proc., a nakłady na rozmaite programy narodowe o 5 proc.

Jak przypomniała prasa, urzędnicy Białego Domu byli współautorami sekwestru 18 miesięcy temu. Byli jednak przekonani, że cięcia nigdy nie wejdą w życie, gdyż zostały tak pomyślane, by były nieatrakcyjne także dla Republikanów, zwykle broniących wydatków na obronę. Z cięć wyłączeni są wojskowi, ale kilkaset tysięcy pracowników cywilnych ma mieć bezpłatne urlopy. Także programy szkoleniowe czy konserwacje sprzętu mają być automatycznie zredukowane. Wojskowi alarmują, że to podważy gotowość USA do nowej operacji zbrojnej, gdyby zaszła taka konieczność. Te nowe cięcia nałożą się bowiem na przyjęte w 2011 roku plany oszczędności w wydatkach wojskowych o około 500 mld dolarów w ciągu 10 lat.

Kilku Republikanów zgłaszało zastrzeżenia, ale dominują głosy, że "lepszy sekwestr niż żadne cięcia". "Wojna w Iraku się skończyła; żołnierze wracają już z Afganistanu, a my chcemy tych cięć" - powiedział kongresmen Tom Cole. Prasa spekuluje, że Republikanie liczą, że już po 1 marca Kongres porozumie się, by złagodzić konsekwencje cięć w tak kluczowej sprawie jak bezpieczeństwo państwa.

Biały Dom przedstawił czarne scenariusze cięć w innych obszarach - zarówno w skali kraju, jak i dla poszczególnych stanów. Minister transportu Raymond LaHood zapowiedział opóźnienia przynajmniej 90-minutowe na lotniskach krajowych, gdyż z powodu cięć trzeba będzie zamknąć około stu wież kontrolnych. A z powodu mniejszej liczby agentów ds. bezpieczeństwa na lotniskach, loty międzynarodowe mogą być opóźnione o ponad cztery godziny. W portach opóźnienia w kontroli towarów mają sięgnąć nawet pięciu dni.

W wyniku cięć pracę ma stracić 14 tys. nauczycieli, a 70 tys. dzieci z biednych rodzin zostanie pozbawionych wsparcia na wczesną naukę; 600 tys. kobiet i dzieci straci dostęp do pomocy żywnościowej. Centrum Prewencji i Kontroli Chorób sfinansuje o 25 tys. mniej testów na wykrywanie raka szyjki macicy i piersi oraz 425 tys. testów na HIV. Ponadto cięcia dotkną dotacji rolnych, programów badawczych, programów bezpieczeństwa jądrowego czy parków przyrody.

Greg/PAP
[fot. PAP/EPA]
CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook