Jedynie prawda jest ciekawa

Staniłko: Rolnicy nie są dyskryminowani

23.09.2011

W Polsce często słyszy się, że rolnicy otrzymują mniejsze dopłaty niż na Zachodzie. Politycy różnych opcji apelują, by walczyć o równe traktowanie dla polskiej wsi w UE.

Portal Stefczyk.info spytał eksperta z Instytutu Sobieskiego, na czym opiera się unijny system dopłat do rolnictwa i czy są szansę na zwiększenie dopłat w Polsce.

Jan Filip Staniłko: Obecnie nie ma szans na zrównanie dopłat dla rolników w krajach Unii Europejskiej. Ten system nie działa tak, że każdy dostaje po równo. Dopłaty wylicza się m.in. na podstawie mocy nabywczej w poszczególnych państwach. Dla ich obliczenia ważne są również współczynniki dotyczące trudności terenu. Jeśli teren jest górzysty, trudny, to rolnicy otrzymują więcej. Jeśli w kraju jest dużo czarnoziemów kraj otrzymuje niższe stawki, jeśli są skały i trawa – wyższe. Polska jest krajem biednym w związku z tym, żeby polscy rolnicy nie byli nazbyt preferowani, otrzymujemy nominalnie mniej pieniędzy. Jednak relatywnie nie jest to tak znacząco mniej. Mówienie, że polscy rolnicy są dyskryminowani, to przekaz dla rolników. Ta sprawa jest zdecydowanie bardziej skomplikowana.

Można się próbować rozpychać i walczyć o większe dopłaty, jednak w mojej ocenie sztuką będzie utrzymanie budżetu na obecnym poziomie. Polscy rolnicy powinni liczyć na utrzymanie stawek na następne lata, a nie na ich zwiększanie. Dopłaty są bowiem bardzo kontrowersyjne wśród europejskich przywódców. Naszym jedynym dużym sojusznikiem ws. dopłat jest właściwie tylko Francja. Ona ma dużo rolników, a ich pozycja w kraju jest silna. Jednak biorąc pod uwagę sytuację Europy oraz to, jaką wartość dodaną dopłaty jej przynoszą, jest coraz mniej argumentów, żeby ten system utrzymywać. Szczególnie, że one są olbrzymim problemem w negocjacjach w Światowej Organizacji Handlu. Rozmowy stoją od pięciu lat, ponieważ nikt się nie chce wycofać z dopłat unijnych. W związku z tym inne kraje, jak Indie, Chiny, Brazylia, nie otwierają swoich rynków dla produktów z zewnątrz. Te dopłaty mają jak widać również wymiar globalny.

W Polsce dopłaty otrzymuje się za hektar ziemi. To nie dla wszystkich rolników jest dobre. Co więcej, to konserwuje strukturalny problem Polski, jakim jest historyczna małorolność. Ona występuje głównie na obszarze byłego królestwa kongresowego oraz w byłym zaborze austriackim. W innych częściach kraju dominują większe gospodarstwa. Dopłaty dla różnych części kraju pełnią więc różną funkcję. Dla rolników średnioobszarowych dopłaty są normalnym zastrzykiem kapitału. Oni już kupili co chcieli, teraz inwestują środki. Natomiast dla rolników małorolnych dopłaty są zwykłą rentą, którą otrzymują, bo nominale są rolnikami, a przy okazji są jeszcze w rolniczym systemie ubezpieczeń. W tym segmencie dopłaty utrzymują zatem nietowarowe, niskoproduktywne gospodarstwa. Ale taka sytuacja opłaca się politykom, ponieważ nie muszą martwić się tworzeniem dla takich rolników miejsc pracy poza rolnictwem. Na dopłaty przeznacza się więc nawet środki, które teoretycznie powinny iść na inne cele. Fundusze na rozwój obszarów wiejskich są notorycznie uszczuplane, ku irytacji Komisji Europejskiej. Jest to zatem także pewien mechanizm patronatu politycznego - wszyscy chcą mieć zasiłek, i politycy, i rolnicy małorolni.

Not. saż

[Fot. PAP/Tomasz Wojtasik]
CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook