Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Szewczak: Polskie firmy jak piramidy

30.07.2012

Polskie firmy coraz częściej przypominają piramidy, a gospodarka łańcuszek szczęścia. Wszystko gra, gdy łańcuszek szczęścia trwa w najlepsze i da się dalej pożyczać.

OLT – Express, Amber – Gold, czy firmy turystyczne to zaledwie mały, wcale nie najgroźniejszy przykład. Mamy dużą grupę firm budowlanych czy deweloperskich  spółek giełdowych,  w które akcjonariusze zainwestowali miliardy złotych. Jeszcze w końcu  ubiegłego roku wykazywały doskonałą płynność i setki milionów zysku, a dziś są całkowitymi bankrutami. Wartość publicznych informacji finansowych, bilanse i audyty profesjonalnych audytorów są dziś często niewarte funta kłaków. Dopóki są nowi „frajerzy”, którzy chcą nabyć nowe prywatne emisje akcji, zakupić jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych, zakupić certyfikaty złota, czy po prostu wpłacić własne pieniądze, a banki chcą pożyczyć kolejne środki na przetrwanie, czy zrolować choćby na miesiąc długi - to interes się jeszcze kręci. Gdy w którymkolwiek ogniwie łańcuszek szczęścia zostaje przerwany mamy natychmiast lawinę wniosków o upadłość. Biura turystyczne, oszukańcze firmy, rozzuchwalone bezkarnością (procesy o zwrot pieniędzy klientów trwają w Polsce nawet 8-10 lat), bezwolnością i opieszałością instytucji ochrony klientów i konsumentów funkcjonują na naszym rynku w najlepsze. Kasują bezbronnych, bezradnych klientów do ostatniego dnia funkcjonowania.

Sezon upadłości dopiero się rozpoczyna, bo działa tu też efekt domina. Jeden bankrut pociąga często za sobą upadłość nawet dobrze funkcjonującej firmy – często Bogu ducha winnej. Dziś na warszawskiej giełdzie jest co najmniej 20-25 spółek, które są potencjalnymi bankrutami i ich dalsze funkcjonowanie zależy wyłącznie od tego czy banki przedłużą ich żywot nie żądając natychmiastowej spłaty dotychczasowego, gigantycznego często zadłużenia,  czy zrolują to zadłużenie, lub udzielą nowego kredytu obrotowego, choćby na miesiąc. Jesień bankrutów dopiero przed nami, zaskoczeń może być co niemiara, nawet wielcy są na zakręcie. Kończy się bowiem sztucznie wykreowany na „zielonej wyspie” dobrobyt i rozwój oparty o kredyt i zadłużanie się ponad siły i możliwości.

Oszustwo stało się regułą polskiego biznesu. Kłamstwo i manipulacja stały się normalną strategią w relacjach finansowych. Ten biznesowy model przestaje już wystarczać. Kończy się prywatyzacja zysków – zaczyna upublicznianie strat. Przed nami groźba bankructw firm, nie tylko kolejnych firm budowlanych, ale i firm deweloperskich. Coraz więcej z nich nie jest w stanie dłużej obsługiwać swych zobowiązań i kredytów, przy jednocześnie zamierającym rynku kredytów hipotecznych i znaczącej nadprodukcji nowych mieszkań ( już ok. 60 tys.). Kilka z nich, w tym spółek giełdowych, jest w przededniu ogłoszenia upadłości. Nienajlepiej wygląda sytuacja w branży motoryzacyjnej ze względu na ogromny spadek eksportu aut z fabryk w Polsce o ok. 30-35 proc.. Również w branży transportowej, stalowej, a nawet branży handlowej jest coraz gorzej. Te bardzo złe warianty,  o których o dziwo ostatnio zaczął mówić sam MF J.V.Rostowski, nie dotyczą tylko sfery finansów publicznych, ale niestety również realnej gospodarki.

Rok 2013 będzie niewątpliwie rokiem czystki dla słabszych i bardziej zadłużonych polskich firm i wywróceniem dotychczasowej sceny spółek giełdowych na GPW. Zagrożenie może też dotknąć niektóre banki, fundusze inwestycyjne i domy maklerskie. Przykład Idea Premium jest tu wielce symptomatyczny. Nic dziwnego, że Bankowy Fundusz Gwarancyjny przygotowuje procedury uporządkowanej likwidacji banków tzw. resolution z obawy o pogłębienie się kryzysu. Otwiera to możliwość likwidacji banku regulacyjnie niewypłacalnego przez regulatora i nadzorcę. BFG otworzył sobie jednocześnie otwartą linię kredytową w NBP by w razie gwałtownego pogorszenia się sytuacji na rynku bankowym sprostać swym zobowiązaniom gwarancyjnym i depozytowym.

Nie jest  więc wesoło, choć przecież do niedawna słyszeliśmy jedynie rządowe zapowiedzi o mocnych i stabilnych fundamentach gospodarczych, najlepszym systemie bankowym w Europie i pełnej odporności na kryzys. Po czarnym czerwcu - jeśli chodzi o wskaźniki gospodarcze w Polsce - olimpijski i urlopowy lipiec będzie jedynie krótką chwilą wytchnienia przed  prośbą o pomoc Hiszpanii, wrześniowym bankructwem Grecji i w pełni już kryzysową jesienią nad Wisłą. Niemieccy przedsiębiorcy są  w najgorszych nastrojach od ponad 2,5 lat, recesja w UE dopiero zbierze swe żniwo. Nie może to pozostać bez wpływu na polską gospodarkę.         

Dołożyliśmy do tego przez ostatnie lata wiele własnych, bardzo poważnych błędów i zaniechań. Zadłużyliśmy się wręcz kosmicznie. Dramat polskich finansów publicznych i pustka w portfelach polskich konsumentów wymuszą ostre hamowanie w polskiej gospodarce. Dobrze już było, teraz czas pomyśleć o latach wyrzeczeń i spłacania długów.

Janusz Szewczak
Główny Ekonomista SKOK

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook